30 maja 2016

Drugi rozdział

Looking Up


Do pokoju przez firanki zaczęły się przedzierać pierwsze promienie słońca. Po kilku minutach dotarły one na twarz pewnej brązowookiej Gryfonki. Pod wpływem światła zaczęła powoli się budzić. Podniosła się i przetarła oczy. Siedziała na łóżku, a jej nogi były pod kołdrą. W pokoju nie było nikogo oprócz niej. Po spojrzeniu na miejsce, w którym spała, uznała, że nie jest to jej pokój. Nie wiedziała, gdzie się znajduje. Wszystko wyglądało tak jak w jej śnie. Chwila... To nie był sen! To wszystko było rzeczywistością. Miała nadzieję, że to jakiś głupi koszmar, ale się pomyliła. Od razu ogarnął ją stres. Rozejrzała się nerwowo po pomieszczeniu i wstała. Następnie szybko z niego wybiegła i ruszyła na dół. W okamgnieniu znalazła się na dole. Tam napotkała panią domu.
– Dzień dobry, Alice. – Przywitała się.
– Dzień dobry – powiedziała pośpiesznie. Chciała wybiec z domu i poszukać Draco, ale tak na dobrą sprawę nie miała pojęcia, gdzie on jest. – Proszę pani, gdzie poszedł Dr... Peter?
– Nie wiem, kochaniutka. Wyszedł jakieś dziesięć minut temu.
– Dobrze, dziękuję. – Posłała subtelny uśmiech.
Natychmiast ruszyła na poszukiwania chłopaka. W końcu tkwili w tym bagnie razem. Nie wiedzieli, gdzie są, nie mają żadnego planu. Okropna sytuacja. Nie ma to, jak trafić w niewiadome miejsce ze znienawidzoną osobą i jeszcze bez żadnej przydatnej rzeczy. Mają kłopoty bez dwóch zdań.
Szatynka szła wzdłuż jeziora, mając nadzieję, że szybko odnajdzie chłopaka i razem obmyślą jakiś plan. Los się do niej uśmiechnął i znalazła go już po kilku minutach. Siedział na trawie i wpatrywał się w wodę. Dzisiaj był wyjątkowo piękny dzień. Kiedy go zobaczyła, ogarnęła ją wściekłość. Jak ten idiota mógł gdziekolwiek wyłazić? Przecież to jest niebezpieczne. Szła dość szybkim krokiem, więc Draco usłyszał, że ktoś idzie. Odwrócił się i popatrzył na dziewczynę. Ta piorunowała go złowrogim spojrzeniem, a on nie za bardzo wiedział, o co jej chodzi, jednak już po chwili jego pytania zostały rozwiane.
– Malfoy! Ty idioto! Gdzie ty się szlajasz?! – krzyczała na niego.
Chłopak popatrzył na nią z niezrozumieniem, ale odpowiedział.
– Musiałem się przejść – szepnął i zacisnął wargi w wąską linię. Nie lubił, gdy ktoś mu zwracał na cokolwiek uwagę, a teraz tym bardziej nie będzie mu jej zwracała jakaś nędzna szlama.
– Czy ty używasz mózgu? – zapytała ironicznie. Blondyn już miał coś odpowiedzieć, ale nie zdążył, bo ona kontynuowała swoją wypowiedź. – Ach, tak... Przecież ty mózgu nie masz. – Zmierzyła go wzrokiem. On jedynie prychnął pogardliwie i rzucił "kaczkę" do wody. Wsadził dłonie do kieszeni spodni i poszedł w stronę drewnianego domku.  
Hermiona zrobiła to samo co blondyn, tyle że nie szli razem, a osobno. Dziewczyna szła kilkanaście metrów przed nim. Rozmyślała o wielu sprawach. Ostatnimi czasy nachodziło ją wiele refleksji, jedne dotyczyły jej rodziców, kolejne przyjaciół, a jeszcze inne zupełnie odległych tematów. Myślała, jak to wszystko dalej się potoczy, co będzie dalej.        Nawet nie zauważyła, gdy znalazła się pod drzwiami ich tymczasowego pobytu. Rozejrzała się wokoło i zmarszczyła brwi. Jej uwagę przykuła sylwetka jakiejś osoby. Próbowała się jej przypatrzeć, ale kiedy tylko ten ktoś się spostrzegł, że Hermiona go widzi, zniknął. Szatynka była zdezorientowana, a zarazem zdenerwowana. Co, jeśli ktoś już wie, gdzie są? Co, jeśli ktoś ich znajdzie i zabije? Nie chciała narobić problemów małżeństwu, które przyjęło ich pod swój dach. Postanowiła opuścić ich dom. Poczekała na Draco, a ten po chwili znalazł się tuż obok niej.
– Musimy uciekać. – Oznajmiła bez zbędnych wytłumaczeń.         Chłopak spojrzał na nią z niezrozumieniem, więc wytłumaczyła mu, o co chodzi. Widziała w jego oczach nutkę strachu. Chociaż pod maską wyniosłego i niedobrego arystokraty ukrywał, co mu leży na sercu, Hermiona bez problemu wyczuła jego emocje.
– Dobra. – Podsumował jej wypowiedź. - Musimy zdobyć różdżkę.
Hermiona popatrzyła na niego jak na ostatniego kretyna.
– Ciekawe, skąd chcesz wziąć różdżkę. – Nie kryła ironii.
– Aaa... Czyli Panna Wiem To Wszystko nie zauważyła? – Zaśmiał się szyderczo.
Dziewczyna od razu obrzuciła go nienawistnym spojrzeniem.
– Przy kominku w salonie był Proszek Fiuu.
– Co?! Czyli oni są czarodziejami?! - Uniosła głos.
– Brawo, dziesięć punktów dla Gryffindoru. – Założył ręce na piersi. Hermiona jedynie pogardliwie prychnęła. Nie lubiła, gdy ktoś, a tym bardziej ten zarozumiały blondas, zwraca jej uwagę, że wie coś lepiej od niej. "Idiota... Jednak to zauważył... I tak jest idiotą", pomyślała szatynka i uśmiechnęła się pod nosem, ale nie uszło to uwadze Draco.
– Z czego się śmiejesz? – Irytacja wydobyła się z jego ust. 
– Z ciebie. – Uśmiechnęła się słodko, jednak w tym uśmiechu była nutka złośliwości.
Weszli spokojnie do drewnianego domku. W progu stała pani domu. Spojrzała na nich, marszcząc brwi. Hermiona już wiedziała, co się święci. Teraz pewnie nie unikną pytań i będą musieli na nie odpowiedzieć. Szykowała się już na najgorsze... i rzeczywiście słusznie. Już za chwilę miała spaść na nich fala pytań. Nie wiedziała, co powiedzieć. Po prostu ją zatkało. W swoim życiu zdarzyło jej się to tylko kilka razy, a wtedy sytuacje te nie należały do najprzyjemniejszych. Spojrzała kobiecie w oczy, ale już po kilku sekundach zwróciła wzrok ku swoim stopom. Było jej wstyd, że ich okłamali, ale tego wymagała sytuacja. Spojrzała na blondyna, prosząc, aby coś wymyślił.
– Yyyy... – Zaczęła Gryfonka.
– Kim wy jesteście? – Kobieta była spokojna, lecz w jej oczach wyczuwalny był strach.
Draco i Hermiona spojrzeli po sobie, dziewczyna nerwowo przygryzła wargę.
– To nie tak... – powiedziała pośpiesznie. – My wcale nie chcieliśmy pani okłamać.
– Ale to zrobiliście. – Zmrużyła oczy. - Dlaczego? - zapytała, lekko przekrzywiając głowę. 
– Proszę pani... – zaczęła, ale nie dokończyła.
Blondyn szybko wbiegł do ich domu i zabrał różdżkę z kieszeni pani domu. 
 Obliviate! – Rzucił zaklęcie w kobietę.
Hermiona stała oniemiała. Nie umiała zrozumieć, do czego właśnie doszło. Patrzyła tępo przed siebie. Blondyn chwycił ją za rękę i pociągnął w stronę kominka. Dopiero teraz do niej doszło, co się stało. Otrzeźwiała. Zamrugała kilkakrotnie i przetarła oczy. Spojrzała z wyrzutem na Draco. Nie rozumiała, jak mógł zrobić coś takiego, jednak nie pytała go o nic, tylko pobiegła za nim. Skierował się ku kominkowi. Złapał w dłoń trochę proszku Fiuu i krzyknął:
– Ulica Pokątna!
Oboje poczuli dziwne mrowienie w okolicach pępka, które zazwyczaj towarzyszy podczas teleportacji. Momentalnie pojawili się w kominku jednego ze sklepów na Pokątnej. Oczywiście nie obyłoby się bez upadku. Dosłownie wypadli z kominka. Byli cali w sadzy i popiele. Draco podniósł się z podłogi i pobieżnie otrzepał. Hermiona miała natomiast problem ze wstaniem. Kostka ją niemożliwie bolała. Automatycznie się za nią złapała i zasyczała z bólu.
– Wstawaj. – Podał dziewczynie rękę.
Ta spojrzała na niego wzrokiem "Chyba żartujesz".
– Musiałaś akurat teraz? – Bezradnie opuścił ręce wzdłuż ciała.  
Hermiona obejrzała się w bok, pokazując w ten sposób zażenowanie postawą chłopaka.
– A taki dzisiaj ładny dzień, więc postanowiłam, że sobie zrobię coś w nogę. – Zironizowała. – Pomóż mi lepiej wstać.
Chłopak nie zastanawiając się wziął ją na ręce i przerzucił sobie przez ramię jak worek ziemniaków. Hermiona zdziwiła się i od razu krzyknęła:
– Postaw mnie!
– Jak sobie życzysz – powiedział i postawił ją na ziemi. 
Hermiona ledwo ustała. Podparła się jedną ręką ściany i wypuściła powietrze z ust.
– Co tak stoisz?! – zapytała się zła na Draco. Nie umie sobie poradzić, a on patrzy się na jej bezradność.
– To, co mam zrobić? Wziąłem cię na ręce, źle. Postawiłem cię na ziemi, jeszcze gorzej. I tak źle, i tak niedobrze. Powiedz mi co mam zrobić, a nie wymagasz ode mnie, nie wiadomo czego.
Szatynka po słowach chłopaka patrzyła na niego tak, jakby zaraz miała go zabić. W myślach liczyła do dziesięciu, aby się uspokoić.
– Co tak się na mnie patrzysz, Granger? – Uniósł ręce.
Dziewczyna uśmiechnęła się słodko.
– Liczę do dziesięciu. Jestem przy ośmiu i to nie pomaga. – Jej wyraz twarzy diametralnie się zmienił na negatywne emocje. 
Nawet nie zwrócili uwagi, gdy do sklepu ktoś wszedł, bo byli tak bardzo zajęci kłótnią ze sobą. Osoba, która weszła, była ubrana w pelerynę z czarnym kapturem, spod którego wystawały czarne pasma. Uśmiechnęła się, ukazując przy tym swoje zęby. Wyciągnęła różdżkę.
 Crucio! – krzyknęła, a po ciele dziewczyny przeszedł przeszywający ból. Jeszcze nigdy nie doświadczyła tego zaklęcia. Nie sądziła, że to będzie, aż tak bolało, ale jednak. Nie bez powodu zaklęcie to nazywano niewybaczalnym.
Draco szybko zareagował.
 Drętwota! – krzyknął, a z różdżki, którą ukradł, wystrzelił czerwony promień, który ugodził oprawcę dziewczyny prosto w brzuch. Zaklęcie oszołomiło zakapturzoną postać, mimo tego, że nie było ono tak mocne, jak chciał Draco. Z jego różdżką byłoby o wiele silniejsze. 
Podbiegł do Hermiony, złapał i przerzucił przez ramię. Wybiegł ze sklepu. Musieli się gdzieś ukryć. Tylko gdzie? Rozejrzał się. Jego uwagę przykuł Bank Gringotta. Nie zastanawiając się, udał się prosto do tego miejsca. Nie było to mądrym posunięciem. Przed drzwiami czekało już troje Śmierciożerców. Zatrzymał się i zawrócił. Hermiona widziała, co się dzieje, więc wyrwała różdżkę z ręki Draco i sama zaczęła rzucać zaklęcia. Chociaż w ten sposób mogła mu pomóc. On biegł, a ona ich broniła. Za ich plecami słyszała wymawiane zaklęcia, ale żadne na szczęście ich nie trafiło. Popatrzyła się przez moment na przedmiot trzymany w ręku. Nie wiedziała, czy to, co wymyśliła się uda, ale do odważnych świat należy. Zamknęła oczy i pomyślała zaklęcie.

...


Nagle znaleźli się w zupełnie innym miejscu. Była to polana, która jej się kojarzyła. Na pewno nie byli tam, gdzie wcześniej, ale poznawała to miejsce. Często tam bywała. Znajdowała się niedaleko Nory. Spojrzała na Draco, który leżał koło niej. Rozszczepił się!
– O nie... – szepnęła do siebie. Chciała do niego podejść, ale noga jej na to nie pozwoliła. Podeszła do niego na czworaka. Nie wiedziała, co ma robić. Starała się wykorzystać jakieś zaklęcia lecznicze, ale z tą różdżką nie potrafiła nic zrobić. Niewiele myśląc, wystrzeliła czerwone światło ku niebu. Była już noc, więc dobrze było to widać. Nikt się nie zjawiał, a Draco coraz bardziej krwawił. Jeszcze raz posłała zaklęcie. Pomoc dalej się nie zjawiała. Traciła już nadzieję, że ktoś ich teraz znajdzie. Usiadła na trawie i złapała swoją twarz w dłonie. Po jej policzkach zaczęły lecieć łzy. Ktoś do niej podszedł i złapał jej ramię. Spojrzała na tę osobę.
– Harry! – krzyknęła uradowana na widok chłopaka. Ten ją przytulił i spojrzał marszcząc brwi na widok Draco. 
– Co wam się stało? – zapytał Wybraniec.
– Długa historia - powiedziała. – Proszę, pomóż mi. - Wskazała głową na swoją nogę i blondyna.
– Poczekaj, pójdę po pomoc.
Jej przyjaciel zniknął i po chwili zjawił się z Ronem i Ginny. Ginny widząc przyjaciółkę, od razu ją przytuliła i zaczęła płakać. Kiedy usłyszała, że coś się stało Hermionie bardzo się zmartwiła. Na szczęście jest cała i zdrowa.
– Pomóżcie mu – szepnęła przez łzy szatynka. 
Harry i Ron podeszli do Draco i przenieśli go do nory, która znajdowała się niedaleko, może pół kilometra stąd. Hermiona natomiast z pomocą Ginny szła w tym kierunku, co chłopaki. Z powodu bólu lekko kuśtykała, ale dała radę, aby przejść ten krótki dystans. Nie minęło pięć minut, gdy znaleźli się w "rezydencji" Weasleyów. Drzwi do ich domu otworzyły się z hukiem, ponieważ Harry uderzył w nie nogą, aby je otworzyć. Wnieśli blondyna do salonu i położyli na kanapie.
Hermiona natomiast usiadła na fotelu i próbowała rozprostować skręconą nogę. W pomieszczeniu panowało duże zamieszanie spowodowane przybyciem szatynki i blondyna. Ginny pobiegła do swojego pokoju po różdżkę, a Ron zrobił to samo, co jego siostra. Harry siedział przy Draco i starał się coś zrobić. Próbował rzucić jakieś zaklęcia leczące, ale za bardzo mu to nie wychodziło. Hermiona przypatrywała się poczynaniom Harry'ego. Sama nie mogła nic zrobić. Po chwili na dół zbiegła Pani Weasley wraz z mężem.
– Jejku, co wam się stało?! – W głosie pani domu słychać było trwogę. 
– Też miło panią widzieć – powiedziała Hermiona. – Długa historia... Proszę pomóżcie nam. – Wydukała jeszcze. Małżeństwo nie wiedziało, o co może chodzić dziewczynie, ale po chwili już się skapnęli. Spojrzeli w kierunku kanapy i dostrzegli jasną, blond czuprynę. Molly pospiesznie pobiegła do kuchni. Otworzyła szafkę i wyrzucała z niej kilka buteleczek, aż znalazła to, czego szukała. Wróciła do chłopaka i kazała się odsunąć wszystkim. Pokropiła ranę, a ta zaczęła skwierczeć, ale się zrastała. Hermiona odetchnęła z ulgą. Miała u chłopaka dług wdzięczności, więc nie chciała, aby coś mu się stało. Mogła równie dobrze zostawić go na tej polanie, ale chciała mu pomóc.
Kiedy skończyło się zamieszanie związane z osobą Draco, pani Weasley podbiegła do niej. Obejrzała uważnie jej nogę. Była trochę popuchnięta, ale nie mogła narzekać. W porównaniu do blondyna była prawie całkowicie zdrowa. W pomieszczeniu nastała cisza. Nikt nie śmiał nawet się odzywać. Molly zaczęła mamrotać coś pod nosem. Zapewne były to jakieś zaklęcia lecznicze. Ból w nodze dziewczyny ustał. Poczuła ulgę. Jej noga została obwiązana bandażem. Kiedy Pani Weasley skończyła zajmować się Hermioną, kazała Ginny zaprowadzić ją do swojego pokoju. Jak powiedziała, tak zrobiły. Rudowłosa od razu obrzuciła swoją przyjaciółkę pytaniami.
– Jak się czujesz? Wszystko z tobą w porządku? Co wam się stało?
– Dobrze. Tak. Długa historia.
– Opowiadaj - poprosiła Ginny.
Szatynka głośno wypuściła powietrze z ust. 
– Ginny... Nie wiem, od czego zacząć.
– Najlepiej od początku. – Zażartowała Ginny, jednak Hermiony to nie rozśmieszyło.
– Bardzo śmieszne – powiedziała ironicznie. – Dobra... To było dwa dni temu. Wyczyściłam rodzicom pamięć - mówiąc to, rudowłosa spojrzała na nią, marszcząc brwi. – Nie patrz tak na mnie. Musiałam to zrobić. Gdybym tego nie zrobiła, mogliby zginąć. A wracając do tematu... Szłam jedną z ulic i zaatakowali mnie Śmierciożercy. – Ginny wydała zduszony okrzyk. – Zabrali mnie do Malfoyów. Tam Malfoy miał mnie zabić, – w jej oczach pojawiły się łzy – ale przeniósł nas nad jakieś jezioro. – Hermiona się rozpłakała. – Przepraszam - powiedziała, biorąc chusteczkę i wycierając oczy, kontynuowała – później byliśmy u takiego małżeństwa. No i... Oni... Odkryli, że my jesteśmy czarodziejami... Ale... Draco... On rzucił.. N-na nich... Ob-bliviate i później nas przeniósł na Pokątną, a ja... różdżką... rozszczepił się... – Zaczęła gadać bez ładu i składu. – I my... tutaj... różdżką czerwony promień.
Pierwszy raz w życiu Hermiona mówiła bez sensu. To była kwestia zbyt wielu emocji. 
– Spokojnie. – Starała się ją uspokoić przyjaciółka. – Powiedz jeszcze raz, bo nic z tego nie zrozumiałam.
Szatynka wytarła oczy i przełknęła ślinę.
– No... Byliśmy na Pokątnej, ja nas tu przeniosłam, a on się rozszczepił – powiedziała na jednym wdechu.
Ginny patrzyła przez chwilę na dziewczynę, a potem ją przytuliła. Siedziały w uścisku kilka minut. Hermiona odsunęła się i rzuciła na łóżko. Chwilę później do pokoju wszedł Harry.
– Cześć. – Przywitał się Wybraniec.
– Cześć – powiedziały razem dziewczyny, jednak ton ich głosu nie był za wesoły.
– Co wam się tak właściwie stało? – Wskazał na szatynkę.
– Długa historia.
– No dawaj.
– Spadaj, Harry – powiedziała już lekko poirytowana. Nie chciała drugi raz opowiadać tego samego.
– No, dobra, skoro mnie tu nie chcecie, to sobie idę – odburknął z udawaną obrazą.
Hermiona złapała poduszkę i rzuciła nią w zielonookiego.
– To ty tak? 
Dziewczyny się roześmiały.
– I ty, Brutusie, przeciwko mnie?
– Tak. – Roześmiała się jeszcze bardziej Ginny.
– Wariatki – szepnął na odchodne i wyszedł z pokoju dziewczyn.
Te uspokoiły się i rozmawiały jeszcze przez kilka godzin. W końcu nie widziały się prawie całe wakacje. Obie potrzebowały szczerze porozmawiać. To wszystko wyszło im na dobre. Dochodziła już godzina 23:00, więc brązowooka poszła do łazienki, aby się umyć. Wyszła po prawie piętnastu minutach. Po drodze zauważyła uchylone drzwi do pokoju, w którym znajdował się Draco. Rana już prawie się zrosła. Patrzyła na niego przez chwilę.
– Dziękuję – wyszeptała.
Powieki blondyna lekko się uniosły. Następnie podniósł się na rękach i zasyczał z bólu. Kiedy doszło do niego, że nie jest w wiadomym sobie miejscu, a koło niego siedzi Hermiona, od razu zaczął zadawać pytania.
– Gdzie jestem?
– U Weasleyów.
– Co?! Co ja tu robię?! Z jakiej racji ja tu w ogóle jestem?!
– Uciekaliśmy, a ja nas chciałam przenieść. No i przeniosłam... Tyle że ty się rozszczepiłeś.
– Co?! – zapytał zdezorientowany, patrząc na swoje ramię.
– Nie trzeba dziękować – powiedziała dumnie dziewczyna.
– Ciekawe, za co... – prychnął pod nosem, ale szatynka to usłyszała.
– Uratowałam twoje cztery litery, więc nie narzekaj. Gdyby nie ja już dawno, mógłbyś być martwy.
– Ale czemu przeniosłaś nas do tych idiotów?!
– Po pierwsze nie idiotów, a po drugie, ci "idioci" uratowali ci życie. Gdyby nie oni, to byś się wykrwawił.
Hermiona stanęła w drzwiach i oparła się jednym ramieniem o futrynę. Spojrzała jeszcze raz na chłopaka i już miała wychodzić.
– Dzięki, Granger - powiedział. 
Te słowa bardzo zdziwiły szatynkę, ale uśmiechnęła się pod nosem. Odwróciła się w jego stronę.
- Nie ma za co. Dobranoc.
- Dobranoc.
Hermiona poszła do swojego pokoju, który tymczasem dzieliła z Ginny. Położyła się i rozmyślała o zaistniałej sytuacji. Po jej głowie chodziły słowa blondyna. Nigdy by nie pomyślała, że będzie się do niej normalnie odzywał, a tym bardziej dziękował. Myślała, że powiedział to przez zmęczenie, jednak trochę się myliła. Nie wiedziała jeszcze, iż te słowa będą kluczowymi i będą pierwszymi, które naprawią ich relacje.

Rozdział betowała Sovbedlly [klik] 

Hej :)
Za wami już drugi rozdział. Jest on dłuższy od tamtego, ale jest w nim zawarte to, co chciałam, aby się w nim znalazło. Ogólnie pisałam go dość długo w porównaniu do pierwszego rozdziału :P Jak skończyłam pierwszy, czyli parę dni po opublikowaniu prologu, starałam się go napisać, ale szło mi to mozolnie. Zaczęłam to pisać i napisałam dosłownie kilka zdań. Nie szło mi to :P Dopiero dzień przed informacją porządnie do niego przysiadłam i napisałam go ;) Ile go pisałam? Nie wiem. Podczas pisania nie liczę czasu. Często robię sobie przerwy. Najczęściej spowodowane są one brakiem weny, ale tak po pół godzinie przychodzi mi nowy pomysł do głowy, a ja ponownie siadam do pisania ;) Tak zazwyczaj to u mnie wygląda. 
Dobra, rozpisałam się, jak to ten rozdział tworzyłam i zapewne was tym zanudziłam :P 
Teraz konkretniejsze sprawy...
Kolejna sprawa... Bardzo chciałam podziękować moim trzem obserwatorom ;* Niby tylko trzy osoby, ale na mojej twarzy pojawia się uśmiech, że chociaż tym kilku osobom, podoba się moje opowiadanie. 
Następna sprawa... Uprzedzam pytania, kiedy rozdział. Pojawi się za 2 tygodnie. Chciałabym wstawić za tydzień, ale po prostu nie dam rady :P
To chyba w sumie wszystko ;) Mam nadzieję, że rozdział wam się podobał.
Zachęcam również do pozostawienia po sobie śladu w postaci komentarza. Każdy motywuje do dalszego pisania ;)
Pozdrawiam, zakręcona01 ;*

11 komentarzy:

  1. Długaśny rozdział, przyłożyłaś się :3

    OdpowiedzUsuń
  2. To ja!Ja!Tutaj!To ja jestem jednym z trzech obserwatorów!No ja!TUUU!
    Ok.Dość.Albo nie.Czekaj.AAAAAAAAAAAAAAAA!Jednym z trzech,uhuu.Jednym z trzeeeech.Łuhuu HU!Dobrze skończyłam.Długi rozdział :3.Długaśny.Cmok.Cmok cmok.Przeczytałam już wcześniej,ale w biegu,bo nie mogłam sobie odmówić czytania :3.Jednak nie miałam czasu walnąć komentarza :c.Powiem Ci że...WOW! Rozdział naprawdę...Łoooo(sorki,po prostu oglądam "Harry Potter i Komnata Tajemnic" i była reklama "Łowicza"...nie?"Łowicz,samo najlepsze.Łoooo."xD)No a więc...CO teraz?"Dzięki Granger" mnie rozbroiło.Ohh <3.Albo Hermiona gadająca bez ładu i składu.Miszcz!
    Pozdrawiam i życzę weny,DUŻO weny!
    Lumos :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ci bardzo za tak pozytywny komentarz ;D

      Usuń
  3. To znowu ja :D Uwaga. Będę marudzić :D
    Postaraj się unikać kolokwializmów, chociaż w zasadzie masz ich mało. Czasami warto ich użyć, żeby nadać trochę humoru, jednak "ogarnąć się" raczej nie jest mile widziane.
    Po drugie mogłabyś odrobinkę powiększyć literki? XD Wiem, że się czepiam, przepraszam, ale mam wadę wzroku i w ogóle jestem zmęczona. Literki mi się zlewają, bo kontrast miedzy ich kolorem a kolorem tła jest duży. Pewnie nikomu prócz mnie to nie przeszkadza, ale i tak posanowiłam o tym wspomnieć. (Jeżeli nie chcesz powiększać literek, ale zgadzasz się ze mną, że wygoda czytania byłoby lepsza, gdybyś coś zmieniła to proponuję zastosować ciemniejszy odcień bieli, lub powiększyć interlinię. Ale to tylko sugestie!)
    Rozdział ciekawy, nie zauważyłam aż tylu powtórzeń, co w rozdziale wcześniejszym, więc duży plus za to.
    Nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy za co kolejny plus :D Myślałam, że co najmniej jeden rozdział będzie przynudzał o ich tułaczce, ale na szczęście się pomyliłam. Bardzo się cieszę z tego powodu ;)
    Podsumowując: Rozdział jest okey!

    OdpowiedzUsuń
  4. O jejku! Jakie to długie! Super!
    Dobra, przekazałam już najważniejsze XDXD
    Tak na poważnie, podobał mi się ten rozdział, ale mam wrażenie, że masz mały problem z przechodzeniem z jednej sytuacji do drugiej, jeśli wiesz, co mam na myśli :D Oprócz tego jest super!
    Jestem ciekawa, co wyjdzie dalej z małej wizyty Draco u Rudzielców... Może być ciekawie ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za komentarz :)
      Jesteś już drugą osobą, która mówi, że ten rozdział jest długi xD
      Jakby ktoś był ciekawy to ma równo 2862 słów ;)
      Wiem, o tym, że piszę trochę chaotycznie, ale cały czas staram się to poprawiać i myślę, że jest już trochę lepiej, ale nie mnie to oceniać ;)
      Również pozdrawiam ^^

      Usuń
    2. Nie jest długi!!!
      Nie słuchaj !!!
      Jest w sam raz ! <3
      Wcale a wcale mi się nie dłużyło ^^

      Usuń
  5. Wygląda na to, że jeszcze tego rozdziału nie czytałam xD
    Hermiona - mistrz ironii, hahah :D
    Ciekawa jestem, jak długo uda im się ukrywać u Weasleyów.. coś mi się zdaje, że będą się musieli dość szybko zmywać, w końcu śmierciożercy na pewno ich ścigają ( swoją drogą, śmieszne słowo, "śmierciożercy" to jak roślinożercy, albo wszystkożercy :D rowling stworzyła nową kategorię klasyfikacji zwierząt xD )
    Pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za komentarz. :D
      Ciekawe skojarzeni z tymi Śmieriożercami. xD Sama nigdy tak o tym nie myślałam.
      Również pozdrawiam! ^^

      Usuń