23 maja 2016

Pierwszy rozdział

Pierwszy rozdział dedykuję Misi... Wszystkiego Najlepszego z okazji jutrzejszych urodzin ;*

Hate To See Your Heart Break


Draco stał nad Hermioną. Wszystkie oczy Śmierciożerców zwrócone były ku niemu. Zapewne wszyscy liczyli na to, że wykona polecenie Voldemorta, ale jakaś jego część była przeciwko temu wszystkiemu. Nie mógł tego zrobić. Nigdy nikogo nie zabił. Nie był do tego zdolny. W końcu tu chodzi o życie. Życie jest największym darem, jakim można otrzymać. Nie można go ot, tak odebrać. Teraz właśnie w jego rękach leżało życie dziewczyny, którą od lat upokarzał i przezywał obraźliwie "Szlamą". Nie miał z nią dobrych relacji. Można było określić, że się nienawidzili. Nie dziwił się dziewczynie. Za to wszystko sam był odpowiedzialny. Dokuczał jej i obrażał od tylu lat. Mimo że nienawidził jej z całego serca, nie był gotów, aby ją zabić. Cały czas wahał się, co ma zrobić. Z jednej strony zdrowy rozsądek podpowiadał "Zabij", natomiast serce, żeby oszczędził dziewczynę. Nie wiedział zupełnie, co ma zrobić.
W tamtym momencie chciałby, żeby to wszystko okazało się jakimś głupim koszmarem. Żeby to wszystko się nie zdarzyło. Jak to możliwe, że teraz ma taki dylemat? Ma okazję zabić najbardziej znienawidzoną osobę na świecie, ale jego sumienie podpowiada zupełnie co innego. Wpatrywał się w dziewczynę, jakby miał nadzieję, że ta wstanie i podejmie walkę, a on nie będzie musiał jej zabijać. Jednak nic takiego się nie stało. Leżała tak, jak upadła na podłogę i jedyną oznaką, że żyje, był jej oddech. Jej twarz delikatnie okalały włosy. Kiedy myślał, że będzie już musiał zrobić najgorszą rzecz na świecie, ona lekko, prawie niewidocznie uchyliła powieki. Przywróciło go to do prawdziwego świata.
Wydostał się ze swoich myśli i spojrzał na Czarnego Pana. Ten nic nie odpowiedział, tylko wpatrywał się w blondyna zimnym jak lód wzrokiem. Wzrok ten mógł przeszyć każdego na wylot, ale nie jego. Podczas tych wszystkich rozmyśleń podjął decyzję. Wiedział już, co ma zrobić. Teraz nie było odwrotu. Wyciągnął różdżkę. Zacisnął na niej palce, tak mocno, że jego knykcie pobielały. Uniósł ją i sztywno trzymał w dłoni. Zmrużył oczy i spojrzał jeszcze po Śmierciożercach zebranych w jego domu. Zrobił trzy kroki w stronę dziewczyny, skierował ku niej różdżkę. Był może tylko metr od niej. Wszyscy zebrani spodziewali się, że już za chwilę zabije Granger. Było to już prawie pewne. Teraz uśmiechnął się pod nosem. 
Gdy nikt się nie spodziewał, szybko podbiegł do dziewczyny, złapał ją za ramię i prze teleportował. Znaleźli się na jakieś polanie, a obok niej znajdowało się wielkie jezioro. Pomyślał o pierwszym lepszym miejscu i właśnie tam ich zabrał. Nikt nie spodziewał się tego, co uczynił. Sam był zaskoczony swoim zachowaniem, ale w głębi duszy czuł się dobrze, że tak postąpił. Teraz leżał na trawie obok Granger. Kiedy oprzytomniał i zdał sobie sprawę z powagi sytuacji, szybko wyciągnął swoją różdżkę, złamał ją i wrzucił do jeziora. Nie zastanawiał się nad tym. Było to dobre posunięcie, ponieważ w ten sposób trudniej będzie go znaleźć. Teraz pozostało przywrócenie Granger do przytomności. Szukał jej różdżki, ale nigdzie nie mógł jej znaleźć. Pewnie Śmierciożercy ją zabrali. Miał problem. Co ma teraz zrobić? Ochłonął trochę i przykucnął przy dziewczynie. Zaczął ją lekko szturchać, ale ta dalej była nieprzytomna. Wiedział, że żyje, ponieważ sprawdził, czy oddycha. Teraz żałował, że wyrzucił swoją różdżkę. Mógł to zrobić parę minut później, ale cóż... Czasu nie cofnie. Rozejrzał się wokoło i spostrzegł sylwetkę jakiejś osoby. Nie zastanawiając się, wziął szatynkę na ręce i ruszył w kierunku tej osoby. Kiedy coraz bardziej się zbliżał, spostrzegł, że są tam dwie osoby – kobieta i mężczyzna. Zaczął iść szybszym tempem, ponieważ widział, że ci się oddalają. Był jakieś sto metrów od nich, ale oni go nie zauważyli. Zaczął wołać, aby się zatrzymali. Para zdziwiona ich widokiem, zatrzymała się i zaczęła iść ku Draco.
– Pomóżcie mi... – powiedział tylko i spojrzał na dziewczynę, którą niósł.
– Matko, co wam się stało? – zapytała kobieta, łapiąc się jedną ręką za czoło. - Chodź za nami.
Jak powiedziała, tak blondyn zrobił. Szli parę minut, aż doszli do małej chatki nieopodal. Mężczyzna otworzył drzwi i kazał wejść Draco do środka. Znaleźli się w małym przedpokoju, a dalej poszli do salonu. Domek zrobiono z drewna. Był mały, ale jak na potrzeby dwojga ludzi wystarczyłby w zupełności. W salonie znajdowały się kwadratowy stolik, wygodny fotel i już lekko wyświechtana kanapa. Draco patrzył ze zniecierpliwieniem na mieszkańców domu. Mężczyzna kazał położyć Hermionę na kanapie. Blondyn od razu tak zrobił. Następnie usiadł na jednym z foteli. Po chwili do pokoju wróciła kobieta z apteczką. Zajmując się Hermioną zwróciła się do Draco:
Jak się w ogóle nazywacie? 
Draco nie chciał podawać swoich prawdziwych informacji, więc wymyślił coś na poczekaniu.
– Ja nazywam się Peter Richards, a to jest Alice Carter – powiedział bez zająknięcia. Nie chciał, by kobieta odkryła, że kłamie. – Proszę pani, pomóc pani w czymś?
– Nie trzeba. – Szukała czegoś w apteczce. – Tak w ogóle się nie przedstawiłam - powiedziała do Draco, ale w tym czasie zajmowała się dziewczyną. – Zwracaj się do mnie po imieniu. Ja nazywam się Rose Mason, a to mój mąż. – Wskazała na mężczyznę. – John.
Kobieta skupiła się na dziewczynie, więc nie rozmawiała z nikim. Czasami tylko coś mruczała do siebie pod nosem. Po prawie piętnastu minutach skończyła i poszła do kuchni. Teraz w salonie został sam Draco i Pan Mason. W pomieszczeniu było cicho. Nikt nie rozmawiał, jednak właściciel domu postanowi przerwać tę ciszę.
– Co wam się tak właściwie stało? – Patrzył na blondyna.
– Długa historia... – podsumował Draco i przejechał dłońmi po twarzy w geście zmęczenia. 
– Mam czas. – Uśmiechnął się lekko mężczyzna.
– Nie chcę panu o tym opowiadać – powiedział z ostrożnością, spoglądając niepewnie na dziewczynę.
W tym momencie do salonu weszła Rose z trzema kubkami parującego napoju. Postawiła je na stoliku i kazała każdemu wziąć po jednym. Draco bez zastanowienia wziął jeden i zrobił łyk herbaty. Oparł się o fotel i spojrzał w sufit. W jego głowie kłębiło się od myśli. Nie wiedział, jak teraz wszystko się potoczy. Z zamyślenia wyrwał go głos kobiety.
– Zanieś ją do pokoju na górze. Mamy jeden pokój gościnny. Możecie tam przenocować – powiedziała i ruszyła na piętro, aby pokazać pokój chłopakowi. Już po chwili znaleźli się w małej sypialni.
– Rozgośćcie się tutaj – Uśmiechnęła się delikatnie i ruszyła na dół. Zamknęła za sobą drzwi.
Draco ułożył Hermionę na łóżku i przykrył kołdrą. Sam usiadł na fotelu i wpatrywał się w okno. Za nim był piękny widok. Wielkie jezioro, a nieopodal tego las. Musiał teraz obmyślić jakiś plan, taki żeby podczas jego realizacji nie stało się nic jemu ani dziewczyni. Trudno w obecnej chwili było cokolwiek wymyślić. Pomyślał, że bez sensu będzie działać pod wpływem stresu. Na razie i tak go nie znajdą. Pozbył się różdżki, więc odszukanie go będzie o wiele trudniejsze. Dobrze, że wpadł na taki pomysł. Spojrzał na Granger, która aktualnie przewracała się na drugi bok. Teraz zauważył, iż się obudziła.
Hermiona pospiesznie wstała i chciała sięgnąć po swoją różdżkę, ale nie mogła jej nigdzie znaleźć. Kiedy zobaczyła, że blondyn jest w pokoju, a ona nawet nie ma czym się bronić, wydała zduszony okrzyk. Nie wiedziała, co zrobić. Draco przetarł dłonią twarz i ruszył w jej kierunku. Ta cofała się z każdym jego krokiem. Nie wiedziała, do czego Malfoy może być zdolny. W końcu natrafiła na przeszkodę, na łóżko. Chłopak stanął przed nią, gdy ta siedziała. 
– Zostaw mnie! – krzyczała, jakby szukając czyjejś pomocy. – Pomocy! Pomocy! - krzyczała, mając nadzieję, że zwróci czyjąś uwagę, ale nikt się nie zjawił. Draco zdenerwowany postawą dziewczyny zatkał dłonią jej usta.
– Proszę, bądź cicho – poprosił ją. Pierwszy raz w życiu o cokolwiek, kogoś prosił, ale w tamtym momencie było to potrzebne. Hermiona chciała zabrać jego dłoń ze swoich ust, ale nie dała rady. Blondyn był o wiele silniejszy od niej. – Ja wezmę dłoń, ale ty będziesz cicho i mnie wysłuchasz - powiedział, a dziewczyna kiwnęła głową na znak, że się zgadza. Wziął rękę, ale ona obietnicy nie dotrzymała. Znowu zaczęła wołać o pomoc, więc chłopak nie mając większego wyboru, znowu zatkał jej usta. – Nie dotrzymałaś obietnicy, więc będziesz mnie tak słuchać. – Dziewczyna w oznace niezadowolenia przewróciła oczami i spojrzała na niego wzrokiem godnym bazyliszka. – Słuchaj, ocaliłem twoje cztery litery, więc teraz nie narzekaj. 
Hermiona spojrzała na niego pytająco. Teraz wyrwała się spod ręki blondyna.
– Co?!
– Słuchaj mnie – powiedział tonem nieznoszącym sprzeciwu. Ta nic się już nie odzywała, tylko spojrzała na niego wzrokiem "No mów". – Dobra, Śmierciożercy przynieśli cię do mojego domu. Miałem cię zabić, ale nie mogłem tego zrobić. – Teraz szatynka otworzyła ze zdziwienia usta, ale nie przerwała mu. - Myślałem, co zrobić i przyszło mi jedno do głowy. Przeteleportowałem nas na jakąś polanę. Później złamałem i wyrzuciłem moją różdżkę. Nie wiedziałem, co mam zrobić, a później spotkałem ludzi, do których należy ten dom. Tak oto znaleźliśmy się tutaj - wyjaśnił prawie na jednym wdechu. Hermiona patrzyła na niego z niedowierzaniem. Nie mogła pojąć jego słów, myślała, że to jakiś głupi sen, a to wszystko okaże się nieprawdą. Dalej siedziała na łóżku. Oparła się łokciami o nogi, a twarz ukryła w dłoniach. Nawet jak na nią, było to zbyt dużo informacji. To wszystko wzbudziło w niej niemały szok i nie umiała wydusić z siebie nawet słowa. Teraz musiała wszystko przemyśleć. Wstała i chciała wyjść, ale nie doszła nawet do drzwi. W połowie drogi zatrzymała ją ręka Draco. 
- Gdzie ty się wybierasz? - Patrzył na nią z lekkim zdenerwowaniem na twarzy.
- Muszę się przewietrzyć - rzuciła zdawkowo i wyrwała rękę z uścisku chłopaka. Kiedy zeszła na dół, zobaczyła dwoje ludzi. Zapewne byli właścicielami tego domu. Z grzeczności przywitała się z nimi.
- Dzień dobry. - Posłała subtelny uśmiech.
- O, Alice... - mruknęła kobieta, a szatynka zmarszczyła brwi. Nie wiedziała, czemu ją tak nazwała. Wydało jej się to dziwne, ale postanowiła wysłuchać pani domu. - Jak się czujesz?
- Dobrze - powiedziała, bo rzeczywiście tak było. Myślała, że będzie się czuła okropnie, ale ku jej zdziwieniu nic ją nie bolało. 
- A gdzie masz swojego chłopaka? - odezwała się z czystą troskliwością.
- Yyyy... Chodzi pani o Ma... - Nie dokończyła, bo na dół zszedł blondyn.
- O, właśnie idzie. - Wskazała na schody, po których schodził. Słyszał rozmowę kobiet, więc postanowił zejść na dół, aby Hermiona się nie wygadała. Wtedy całe kłamstwo wyszłoby na jaw, a oni sami mogliby mieć problemy. Czarodzieje popatrzeli z niezrozumieniem na Rose, a ona na nich pytająco.
- Pani myśli, że my jesteśmy parą? - Rozbawiony Draco uniósł lekko brwi.
- No, tak... Przecież to ty ją tu przyniosłeś i... - nie dokończyła, bo szatynka wyszła na zewnątrz.
Draco wybiegł za nią, ale już jej nie widział. Chodził chwilę w poszukiwaniu jej, ale znalezienie jej okazało się trudne. Wiedział, że Hermiona nie zrobi nic głupiego, ale martwił się o to, by nikt jej nie zobaczył, bo jeżeli ten ktoś okazałby się Śmierciożercą, mogliby ich znaleźć, a później... Wolał nie myśleć o takim scenariuszu. Szukanie dziewczyny przyniosło skutek po mniej więcej pięciu minutach. Stała nad jeziorem z rękami założonymi na piersi. Był już wieczór, więc księżyc pięknie odbijał się od gładkiej tafli jeziora. Teraz wszystko wyglądało inaczej niż za dnia, bardziej mrocznie, a zarazem tajemniczo i pięknie. Cicho podszedł do dziewczyny. Było słychać jedynie jego kroki i cykanie świerszczy.
Hermiona wsłuchiwała się we wszystko i myślała nad wieloma sprawami, a najbardziej o bieżącej. Przypomniała sobie... Wymazała pamięć rodzicom, aby byli bezpieczni, a sama została zaatakowana. Czyli Malfoy nie kłamał... Dalej do niej nie docierały słowa chłopaka. Nie mogła uwierzyć, że to zrobił, a bynajmniej nie zrobił tego bezinteresownie. Pewnie miał jakiś plan, dzięki któremu będzie mógł szantażować Gryfonkę. Teraz tylko taka myśl chodziła po głowie dziewczyny. Wiedziała, że będzie mu dłużna, ale czekała tylko, aż blondyn wykorzysta sytuację i będzie czegoś od niej chciał.
 Wsłuchując się w dźwięki natury, usłyszała czyjeś kroki. Automatycznie obróciła się za siebie, ale wiedziała, kim jest ta osoba. Był to Draco Malfoy. Teraz właśnie jego potrzebowała najmniej. Odeszłaby, ale nie wiedziała, gdzie jest. Miejsce to było jej zupełnie obce. Nigdy tam nie była. Postanowiła nie odchodzić, bo byłoby to głupie i bezsensowne. Postanowiła stawić czoła rozmowie z chłopakiem, ale nie miała na to w tamtym momencie najmniejszej ochoty. Wcześniej, czy później do tego dojdzie, więc nie ma co zwlekać. Szła w jego kierunku. Byli od siebie zaledwie kilka metrów. Coraz bliżej. Już widziała jego stalowoszare oczy.
– Czego chcesz?
– Gdzie ty łazisz? – zapytał lekko na nią zirytowany. On jej szuka, a ona jeszcze jest na niego wielce obrażona.
– Chciałam się przejść – zaczęła. – Zresztą, nie będziesz mi mówił, co mam robić – powiedziała i wyminęła go bez słowa.
– Granger, gdzie ty znowu idziesz? – Wzniósł bezradnie ręce.
– Do przodu – odpowiedziała złośliwie. Nawet na niego nie spojrzała.
– Chodź do środka. – Pokazał na domek, w którym mieli dzisiaj nocleg.
Hermiona westchnęła i się zatrzymała. W tym momencie blondyn miał rację. Bezsensownym byłoby szlajanie się w niewiadomym sobie miejscu. Nie miała ze sobą nic ani różdżki, ani czegokolwiek. Poczekała chwilę, aż Ślizgon do niej dojdzie.
– Malfoy – zwróciła się do niego. – Czemu ta pani nazwała mnie Alice? – Marszczyła brwi.
- Skłamałem jej, jak się nazywamy.
– Ale... – zaczęła, lecz Draco nie dał jej dokończyć. Wciął jej się w słowo.
– Jakby ktoś później nas szukał, to żeby nie dostał informacji kim jesteśmy. – Głos Draco wskazywał pewność siebie.
– To jak się nazywamy?
– Ja jestem Peter Richards, a ty Alice Carter.
– Dobra – powiedziała, dając mu znać, że zrozumiała. – Malfoy, a gdzie moja różdżka? – zapytała. Teraz było bardzo niebezpieczne poruszanie się gdziekolwiek bez różdżki. Śmierciożercy mogli być wszędzie.
– Nie wiem. Nie miałaś jej ze sobą – Wzruszył tylko ramionami, po czym otworzył drzwi do drewnianego domu.
Weszli do środka. Tam czekała na nich gospodyni z dwoma kubkami herbaty i talerzem kanapek. Zaprosiła ich do kuchni, aby zjedli. Kuchnia okazała się równie przytulnym miejscem, jak reszta domu. Była mała, ale bardzo funkcjonalnie urządzona. Zostali w kuchni sami. Oboje byli głodni, więc nawet nie rozmawiali, tylko zajęli się posiłkiem. Szatynka zjadła szybciej, więc postanowiła udać się do łazienki, aby wziąć prysznic. Po drodze spotkała Rose z ubraniami w dłoniach.
– Alice, tutaj masz ubrania na zmianę. – Jej głos był czuły. Podała jej krótkie jeansowe spodenki i czarną bokserkę. Ta spojrzała lekko zdezorientowana na kobietę.
– Ale... Ja nie mogę tego przyjąć – powiedziała i chciała oddać pani domu ubrania, jednak ta ich nie przyjęła.
– Należały one do mojej córki, ale już z nich wyrosła. Możesz sobie je zatrzymać.
– Ja naprawdę nie mogę.
– Możesz – powiedziała delikatnie acz stanowczo.
Dziewczyna nie chciała się kłócić, więc posłusznie zabrała ubrania do pokoju, a następnie ruszyła do łazienki w celu umycia się. Szybko wzięła prysznic i wróciła do sypialni. Położyła się pod kołdrą. Już prawie zasnęła, gdy poczuła, jak ktoś kładzie się obok niej. Odwróciła się i zobaczyła, że tą osobą jest Malfoy. Natychmiast się poderwała.
– Wynocha stąd, Malfoy! – Zaczęła na niego krzyczeć.
– To gdzie mam spać? – zapytał, patrząc na nią wzrokiem, jakby oszalała.
– Na podłodze. – Wyrwała kołdrę z jego rąk.
– Chyba śnisz.
– Nie, ja mówię całkiem poważnie – powiedziała spokojnie, chociaż tak naprawdę cała była na niego zdenerwowana. Blondyn w odpowiedzi prychnął i ponownie się położył. Hermiona też musiała gdzieś spać, a że nie miała za bardzo wyboru, musiała zasnąć obok niego. W ogóle mu nie ufała, ale teraz mógł guzik jej zrobić. Jak coś mogłaby zawołać o pomoc. Postanowiła, że położy się obok niego, ale miała jedno zastrzeżenie.
– Łapy przy sobie. – Obdarzyła go groźnym spojrzeniem godnym bazyliszka.
Nawet nie zauważyli, gdy zmógł ich sen. Z pewnością ten dzień był męczący dla obojga, ale tak naprawdę nie wiedzieli, co ich jeszcze spotka.

Dziękuję za zbetowanie Sovbedlly [klik] :)

Heyo, heyo :)
Takie info, że nad rozdziałem macie podlinkowaną piosenkę, której słuchałam podczas pisania ;) Zazwyczaj będzie podlinkowana nad rozdziałem i od razu uprzedzam, że nie zawsze będzie pasować do nastroju rozdziału.
Za wami pierwszy rozdział. Powiem szczerze, że rozdział pisało mi się bardzo fajnie. Najlepiej chyba początek. Wiedziałam, jak chcę to ująć, bo pomysł na to miałam już jakiś czas temu. Musiałam tylko dopracować parę rzeczy i w sumie rozdział gotowy :) Na następny też mam już pomysł ;)
Przed wstawieniem go bardzo się stresowałam... Denerwowałam się tym, czy wam się spodoba, czy spełnię wasze oczekiwania. Szczerze mówiąc, nigdy przed opublikowaniem czegokolwiek nie wahałam się. Jest to chyba pierwszy raz, gdy zastanawiałam się, czy wstawiać rozdział. Chciałam, aby wypadł on jak najlepiej, jednak ocenę pozostawiam wam ;)
A co do prologu... Chciałam wam podziękować za pozytywne odebranie go. Naprawdę, te dwa komentarze dały mi satysfakcję i motywację do dalszego pisania :) Myśl, że komuś podoba się to, co piszę, jest niesamowita. Jeszcze raz wam bardzo dziękuję ;*
Mam nadzieję, że was nie zawiodłam, a rozdział wam się podobał. 
Zachęcam do pozostawienia po sobie śladu w postaci komentarza. Każdy komentarz motywuje do dalszej pracy :)
Pozdrawiam, zakręcona01 ;*

P.S. Kolejny rozdział może wstawię za tydzień, także możecie zaglądać na bloga ;)

12 komentarzy:

  1. Jeej <3 Dziękuję za dedykację, już zabieram się do czytania <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozdział idealnie pode mnie, uwielbiam Dramione. Nieważne w jakiej ilości, nigdy nie będzie za mało. Draco, czy Ty ludziu (xd) nie myślisz? A teraz jak was znajdą i zaatakują śmierciożercy to nie macie szans! Dlaczego złamałeś swoją różdżkę?! Coś czuję, że z tego wynikną jeszcze kłopoty, zupełnie tak samo wydaje mi się co do tych ludzi, którzy goszczą Draco i Mionkę... Ale jeśli oni okażą się tymi dobrymi i dowiedzą się, że Alice i Peter nie są tymi za kogo się podają?! Heh, przy tekście "Chyba śnisz" zawsze mam w głowie odpowiedź "tylko o Tobie", ale Herm niech go trochę przytrzyma na dystans. Mocniej kochać będzie XD Świetny rozdział <3 Pozdrawiam xx

      Usuń
    2. Dziękuję za komentarz i również pozdrawiam ;*

      Usuń
  2. Masz duży problem z powtórzeniami. Szczególnie dotyczy to słowa "być". Natknęłam się na akapity, w których znajdowało się kilka następujących po sobie zdań z tym czasownikiem.
    "Ta cofała się z każdym jego krokiem do przodu." Ze zdania wynika, że z każdym krokiem Draco ona cofała się do przodu. Cofanie się oznacza iście do tyłu, więc nie można cofać się do przodu. (Pisanie "cofała się do tyłu" też jest niepoprawne, bo to pleonazm.)Zakładam, że chodziło Ci o to, że z każdym posunięciem się Draco wprzód ona się cofała.
    Proponuję znaleźć osobę, która przed publikacją przeczyta rozdział, oceni i poprawi. Tekst będzie lepszy pod względem gramatycznym i logicznym.
    Proponuję zrobić konkretne akapity i wyjustować tekst. Wygląda to estetyczniej i wygodniej się czyta.
    Jestem wymagając czytelniczką i lubię wytykać błędy. Robię to jednak dlatego, że chcę Ci pomóc, a nie odebrać motywację albo Cie zdołować. Dlatego proszę nie zniechęcaj się, ponieważ opowiadanie jest ciekawe i dobrze się zaczyna. Nie odbierz też mojego komentarza jako "Twój blog jest beznadziejny", ponieważ to nieprawda. Gdyby tak było nie czytałabym go. Jest dobrze, ale może być lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ci za komentarz :)
      W zdaniu, które wyróżniłaś, chodziło mi właśnie o to, że jak Draco szedł do przodu, ona szła do tyłu ;)
      Dzięki komentarzom czytelników wiem, co powinnam poprawić i staram się, aby ten blog był coraz lepszy. Czytam wszystkie komentarze, a te, które zawierają "krytykę", dodają mi coraz więcej motywacji do pisania :) Nigdy nie odbieram komentarzy źle, ponieważ jest to każdego indywidualna opinia i każdy ma prawo do jej wypowiadania :)

      Usuń
  3. Pierwszy rozdział za mną.
    Muszę przyznać, że przyjemnie i szybko się czytało. Pierwsza część rozdziału była moim zdaniem najciekawsza.
    "Ta cofała się z każdym jego krokiem do przodu." Tak jak E.M.S napisała, to zdanie to kompletna bzdura.
    "Draco przetarł dłonią twarz i ruszył w kierunku szatynki. Ta cofała się z każdym jego krokiem do przodu."
    Draco przetarł dłonią twarz i ruszył w jej kierunku. Cofała się z każdym jego krokiem. - Chociażby tak.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za komentarz :)
      Rzeczywiście, jak teraz spojrzałam na to zdanie to jest kompletnie bez sensu :P Już to zmieniam ;)

      Usuń
  4. Nie wiem co napisać XD
    Ogólnie ten rozdział mi się spodobał;) Czytałam kilka Dramione, ale szczerze? Nie przepadam za tą parą, lecz Twoje opowiadanie mnie zaintrygowało! Nie jest przesłodzone, a za to wielki plus! ;)
    Hmm... Mam mieszane uczucia, co do Rose... Nie ufam takim ludziom XD
    Super opisałaś Draco!
    Pozdrawiam bardzo mocno i życzę duuuużo weny :33

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za komentarz :)
      Właśnie nie chciałam, żeby to opowiadanie nie było "przesłodzone" ;) Staram się mniej-więcej utrzymać to tak, żeby pojawił się ten wątek miłosny oraz żeby czytelnik mógł skupić się na przygodach bohaterów (tutaj czytelnicy, którzy przeczytali następne rozdziały, będą wiedzieć, o jakie przygody mi chodzi ;D).

      Usuń
  5. Te rozterki wewnetrzne Draco... :-3
    Zaskoczylas mnie po raz kolejny - tym razem ta deportacja xD
    Jednak dziwi mnie, ze Voldemort nie zdążył zareagowac, mazgajstwo i powooolnosc sa do niego niepodobne xD
    Piszesz raczej bez błędów, zauwazylam moze ze dwa miejsca gdzie coś mi nie grało.
    Nie będę juz och wyszukiwac bo piszę z telefonu, a przecież chodzi o caloksztalt a nie jakiej male glupotki ;-D
    A caloksztalt nawet mi się spodobal.
    Ciężko mi powiedziec cos wiecej - to pewnie ze zmeczenia, może wpadne jeszcze pozniej ^^
    ukryci-wiezniowie-iluzji.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za komentarz :)
      Cieszę się, że się podoba ;)
      Może nie tyle co Voldek jest mazgajowaty, tylko kto mógłby przypuszczać, że akurat Draco ich teleportuje.

      Usuń
    2. haha, no pewnie i tak :D ale jestem upierać się przy tym, że Voldemort z pewnością mógłby zobaczyć co też draco sobie "planuje" nawet w ostatniej sekundzie i go powstrzymać :D Jednak, w swoim zarozumialstwie mógł być po prostu zbyt pewny siebie ( jak mu się to nieraz zdarzyło - czyt. choćby nieudane morderstwo małego Harrego ;) ) i nie wpaść na to, że Draco mógłby się sprzeciwić jego woli, by ratować... hmm, szlamę? Jak to ją młody Malfoy zwykł nazywać :D Musiał mieć jednak niezłe zdziwko po tym całym zajściu haha :D nie chciałabym być naprawdę wtedy w jego pobliżu :D jednak minę musiałby mieć niezapomnianą :D hah
      Nie pamiętam już, czy czytałam kolejny rozdział, ale się przekonam ;)
      To na razie :*!

      Usuń