27 czerwca 2016

Czwarty rozdział

Zapraszam do odpowiedzi w ankiecie, na jaki temat mam napisać miniaturkę ;)

Last Hope


Panna Granger właśnie się obudziła. Przetarła leniwie oczy i podniosła się do pozycji siedzącej. Odkryła się z kołdry i momentalnie zrobiło jej się zimno. Popatrzyła po pokoju i przypomniały jej się wszystkie wczorajsze wydarzenia - spalony dom Weasleyów, kłótnia z nimi, rozmowa z Draco i uderzenie go w nos. Na ostatnie wspomnienie uśmiechnęła się pod nosem. Sama się nie spodziewała, że w swojej małej piąstce zgromadzi aż tyle siły, aby po uderzeniu nosa poleciała z niego krew. Cóż, stało się i się nie odstanie... Zresztą... Jakby jej nie straszył, to jego nos by nie ucierpiał. Za dużo problemów jak na nią.
Tu nie chodziło o jej towarzysza, tylko o Weasleyów i Harry'ego. Źle jej było z faktem, że ich straciła. Właśnie teraz potrzebowałaby przyjaciółki i przyjaciela, aby pomogli jej w tym trudnym dla niej momencie. Chociaż, czy mogła ich określać mianem przyjaciół, jeśli odwrócili się od niej? W sumie sama nie wiedziała, co by zrobiła, gdyby znalazła się w takiej sytuacji jak Harry i Ginny. Dla Ginny był to brat, a dla Harry'ego najlepszy przyjaciel. Znajdowali się między młotem a kowadłem. Próbowała sobie to tak tłumaczyć, ale jakaś jej część mówiła, że to właśnie jej powinni uwierzyć albo chociaż z nią porozmawiać... Nie spodziewała się po nich takiej postawy. Mogłaby ich osądzić o wiele rzeczy, ale nie o to, że zarzucą jej kłamstwo. Na myśl o tym po jej policzku poleciała jedna łza. Wytyczyła ona ledwo widoczny mokry ślad, którędy podążała. Postanowiła wstać. Podniosła tyłek z łóżka i powędrowała poszukać łazienki. Kiedy wyszła na korytarz, do jej nozdrzy dostał się zapach stęchlizny. Był on bardzo nieprzyjemny, więc szybko skierowała się w stronę okna, aby je otworzyć. Po otworzeniu go wychyliła przez nie głowę. Zrobiła głęboki wdech. Zamknęła oczy, aby rozkoszować się ciepłym powietrzem, które lekko owiewało jej twarz.
Stała tak około pięciu minut. Z błogiego stanu wyrwała ją zimna dłoń pewnego chłopaka, którym okazał się Draco. Obróciła się w jego stronę. Spojrzała w jego szare oczy. On również wpatrywał się w jej oczy. Hermiona po chwili zwróciła wzrok ku swoim nogom. W ten sposób chciała uniknąć niezręcznej ciszy, panującej podczas tego spojrzenia. Udało jej się to.
– Malfoy, coś się stało? – Poczuła się lekko zmieszana. 
– Nie – odpowiedział szybko i podrapał się po karku. Nie miał pojęcia, o czym ma rozmawiać z dziewczyną. 
– Jeszcze raz zapytam i masz odpowiedzieć. – Zmrużył oczy. – Coś się stało?
- Ile razy mam ci powtarzać, że nic się nie stało?
Hermiona odeszła od okna i rzuciła tylko przez ramię:
– Gdzie jest łazienka? 
– Trzecie drzwi na lewo – mruknął bez zbędnych ceregieli. 
Dziewczyna otworzyła wskazane przez blondyna drzwi i rzeczywiście była tam łazienka. Panował tam bałagan, jednak był on jedynie pozorny. To gruba warstwa kurzu sprawiała wrażenie nieładu. Tak naprawdę wszystko było poukładane. Natychmiast wyszła z pomieszczenia i skierowała się ku pokojowi Draco. Zapukała. Nikt nie odpowiedział. Postanowiła wejść. Nie zastała tam nikogo.
– Gdzie on jest?
Po chwili jej wątpliwości zostały rozwiane. Przez drzwi z hukiem do pokoju wparował zdyszany blondyn.
– Co ty wyprawiasz?! – syknęła zdenerwowana Gryfonka.
– Granger, teraz nie czas na rozmowę.
Spojrzała na niego podejrzliwie.
– Znaleźli nas – powiedział na jednym wdechu.
– Co?!
– Nie gadaj, tylko chodź.
Złapał ją za dłoń i pociągnął ku wyjściu. Ku jego zdziwieniu ta zacisnęła dłoń na jego mocniej. Dodało mu to otuchy, ale jednocześnie nie spodziewał się tego gestu ze strony dziewczyny. Poczuł, że mu ufa. Szatynka nawet nie zwróciła uwagi na ten gest. Wybiegli na zewnątrz. Tam czekało na nich pięciu Śmierciożerców. Byli otoczeni. Draco odruchowo wyciągnął różdżkę i schował za siebie Hermionę jakby była najcenniejszą osobą na świecie. Jeden ze Śmierciożerców przemówił.
– Nawet nie wiesz, jak wielki błąd popełniłeś.
Draco nie miał wątpliwości czyj to głos. Słyszał go praktycznie przez całe życie. 
– Już z ojcem się nie przywitasz? – zapytał ironicznie i ściągnął maskę.
– Ja już nie mam ojca. – W jego głosie brzmiała oschłość, a w oczach widoczny był gniew.
Wyciągnął różdżkę i rzucił ciąg zaklęć. Po kolei z różdżki wylatywały czerwony, pomarańczowy, niebieski, znowu czerwony i niebieski promień. Zaklęcia ugodziły trzech zamaskowanych. Zostało tylko dwóch.
Dziewczyna postanowiła, że zajmie się jednym. Trochę się bała, ponieważ nie miała różdżki. Musiała to załatwić "ręcznie'. Podeszła bliżej.
             - I ty myślisz, że mnie pokonasz? - Zaśmiał się jej przeciwnik. Najprawdopodobniej był to Rookwood. Hermiona uśmiechnęła się pod nosem. Teraz już nie było odwrotu. Co ma być, to będzie... Spojrzała prosto w jego oczy.
             - Avada kedavra! - rzucił zaklęcie Rookwood. 
Dziewczyna cudem go uniknęła. Oddychała ciężko. Kolejne zaklęcie i jej efektowny unik. Kiedy omijała zielony promień, zrobiła fikołka i podcięła nogi przeciwnikowi. Prawie się przewrócił. Wykorzystała dobrze sytuację. Kopnęła go w krocze i jeszcze uderzyła w nos. Następnie wykręciła jego ramię. Ten jakoś się wyrwał.
–Ty mała, wredna szlamo! – wykrztusił, a następnie siarczyście zaklął. Hermiona stała oniemiała. Złapał ją ręką za szyję i podniósł. Szatynka niewiele myśląc, ugryzła go. Natychmiast schowała się za jakimś krzakiem. Nie zauważyła tylko za jakim. Była to trująca roślina! Natychmiast się odsunęła, ale jej przeciwnik ewidentnie szedł w jej kierunku. Odsłonił gałęzie, a następnie sam wpadł w liście. W jego ręku spoczywała różdżka. Hermiona natychmiast ją zabrała. Nie rzucała na niego żadnego zaklęcia, ponieważ wiedziała, że i tak nie wstanie. Nie był w stanie się podnieść. 
– A trzeba było ze mną zadzierać? – zapytała retorycznie. – No właśnie.
Następnie pobiegła pomóc Draco. Ten walczył ze swoim ojcem. Przegrywał. Natychmiast zaczęła miotać zaklęciami. Po blondynie widać było, że jest zmęczony pojedynkiem. Nie trwał on długo, ale na czole młodego Malfoy'a pojawiły się kropelki potu. Razem rzucali zaklęcia. Dziewczynie szło to nieco opornie, ponieważ nie była to jej różdżka. Jej zaklęcia straciły na sile co najmniej dwa razy, ale cóż... Robiła, co mogła. Zaklęcia Lucjusza Malfoy'a powoli traciły na sile. Śmierciożerca coraz bardziej się męczył. Sam miał do pokonania dwoje czarodziei. Nikt nic nie mówił. Słychać było jedynie promień zaklęć. W końcu obaj osłabli. Przestali rzucać zaklęcia. Oddychali ciężko.
Ojciec Dracona spostrzegł jego wycieńczenie. Nadarzyła się dobra okazja, aby teraz go pokonać. Szybko wypowiedział zaklęcie:
 Avada kedavra!
Draco szybko zareagował, słysząc te słowa. Z jego różdżki wyleciał czerwony promień. Promienie światła spotkały się, tworząc niesamowity efekt dwukolorowych błysków. Hermiona nie wiedziała, co ma teraz zrobić. Była oszołomiona pod wpływem zderzenia dwóch zaklęć. Podczas gdy się spotkały, nastąpił niemały wybuch, a ta go odczuła. Głowa ją niemiłosiernie bolała. Nie umiałaby się nawet skupić na walce. Teraz wszystko w rękach jej towarzysza.
Dwa zaklęcia dalej się ze sobą mierzyły. Raz wygrywał Draco, raz jego ojciec. Walka była wyrównana. 
Młodszy blondyn zebrał w sobie cała swoją siłę i skupił się jeszcze mocniej na walce. Teraz jedynie jego wolna wola mogła ich ocalić. Starał się, jak mógł. Kiedy już myślał, że przegra, jakaś mała nadzieja zaiskrzyła się w jego umyśle. Nagle zaklęcie Draco stało się o wiele silniejsze. Mocniej napierało na Avadę jego ojca. Jeszcze trochę i go pokona... Tak mało brakuje... BUM! Zaklęcie młodego Malfoy'a wygrało. Utworzyło ono wielki wybuch. Chłopak jeszcze chwilę stał i z niedowierzaniem wpatrywał się w magiczny patyk. Hermiona nerwowo patrzyła to na dym po wybuchu, to na blondyna. Śmierciożercy leżeli nieprzytomni, a prawdopodobnie niedługo się ockną albo zjawi się ich więcej. Trzeba myśleć racjonalnie.
Szatynka zerwała się i szybko pozabierała Śmierciożercom różdżki. Pobiegła do blondyna, złapała go za koszulę i pobiegła w tylko sobie wiadomym kierunku. Biegli około dziesięciu minut. W końcu uciekli w miarę daleko. Byli zdyszani, ale było to nieważne. Ważne było to, że uciekli, ale pewnie nie na długo. Za jakiś czas znowu ich znajdą. Znaleźli ich już aż dwa razy! Przebywanie w jednym miejscu jest zbyt niebezpieczne. 
– Granger, gdzie my jesteśmy? – Dyszł Draco. 
– Nie wiem – odpowiedziała szybko. Taka była prawda. Biegła, gdzie ją nogi poniosą, byle jak najdalej od tego przeklętego domu.
Na razie byli bezpieczni. Na razie... W każdej chwili mogą się znowu zjawić.
– Zastanawia mnie jedno – zaczął blondyn. – Jakim cudem pokonałaś Rookwooda?
– Zna się te sztuczki. – Uśmiechnęła się delikatnie. – A tak na serio, to chodziłam kiedyś na karate.
Blondyn spojrzał na nią jak na wariatkę.
– Na ka... co? – Zmarszczył brwi.
– Na karate.To mugolskie sztuki walki.
Blondyn pokiwał z niedowierzaniem głową. Dalej nie mógł pojąć, jak ta mała Gryfonka pokonała Śmierciożercę, który miał różdżkę. 
– Ale go wykiwałaś. – W jego głosie słychać było uznanie.
– Trzeba się w życiu czasami wycwanić. 
Na tym skończyła się ich krótka rozmowa. Chwilę musieli odsapnąć.
Panowała cisza. Czasami było słychać szelest trawy i cykanie świerszczy. Znajdowali się w jakimś małym lesie. Nie wydawał się on zbyt straszny. Zwykły, mały lasek. Nic szczególnego...
Blondyn postanowił przerwać ciszę.
– Granger. – Zwrócił się do niej.
– Hm? – Dała na znak, że słucha.
– Dlaczego mnie wtedy uratowałaś? – Patrzył prosto w czekoladowe oczy dziewczyny.
– Byłam ci to winna – odpowiedziała zdawkowo.
– Nie musiałaś mnie ratować.
– Ale chciałam. Czułam, że to był mój zasrany obowiązek – Pojawiło się lekkie podenerwowanie w jej głosie. – Gdyby nie ty już dawno byłabym martwa – wymruczała pod nosem, ale na tyle wyraźnie, aby chłopak to zrozumiał.
– Czyli gdybym cię nie wtedy uratował, a ty jakimś cudem byś przeżyła, zostawiłabyś mnie? 
– Nie wiem. – Spojrzała na swoje nogi. – Nie mam pojęcia, co bym zrobiła – wyznała. - Z resztą... I tak nie zmienisz przeszłości ani swoich wyborów, więc nie ma, co się nad tym rozwodzić. Pewnie teraz żałujesz, że mnie ocaliłeś.
– Nie, nie żałuję. – Objął dziewczynę ramieniem. 
Szatynce od łez zaszkliły się oczy.
– Kłamiesz. – Głos jej zadrżał.
– Nie, mówię prawdę.
– To nie prawda. - Z jej oczu leciało coraz więcej łez. 
– Hermiono. Nic nie dzieje się bez powodu. Czułem, że muszę cię uratować i to zrobiłem. 
– Ale... – zaczęła, lecz nie dokończyła.
– Nie ma żadnego "ale" – przerwał jej. – Tak się stało i jak sama powiedziałaś, nie zmienisz przeszłości. – Złapał ją za ramiona ją za ramiona.
Szatynka delikatnie się uśmiechnęła. Potrzebowała słów otuchy i osoby, która zmotywowałaby ją do dalszego działania. Nigdy nie powiedziałaby, że tą osobą okaże się Draco Malfoy. Dokuczał i poniżał ją tyle lat, a teraz okazał się bardziej wartościowym człowiekiem niż jej byli przyjaciele.
– Dziękuję. – Przytuliła go. 
Draco stał się oniemiały obecną sytuacją. Na początku nie wiedział, co zrobić, ale po chwili odwzajemnił gest. 
Dziewczyna popatrzyła się na jego twarz i szybko odsunęła, przy czym spłonęła rumieńcem.
– Przepraszam... Ja... ja... – Zaczęła się jąkać. 
– Nie masz za co.
Oboje się uśmiechnęli. Nie był to żaden wymuszony czy sztuczny uśmiech. Należał on do jak najbardziej szczerych. 
– Draco, może rozbijemy jakiś namiot? – zaproponowała Gryfonka.
– Dobry pomysł.
Hermiona stała zdziwiona.
– Co się tak patrzysz? - zapytał Draco.
– Czy ty właśnie przyznałeś mi rację? – odpowiedziała pytaniem na pytanie z uśmiechem, który cisnął jej się na usta.
Blondyn jedynie przewrócił oczyma i wyciągnął różdżkę w celu wyczarowania namiotu. Wszystko nie poszło po myśli chłopaka. Chciał go od razu złożyć, ale magia odmówiła posłuszeństwa i wyczarował jedynie stelaż i dużą, jasnoniebieską płachtę z materiału.
– Czemu to się nie chce złożyć? – zapytał retorycznie.
           – Daj mi spróbować to złożyć, geniuszu – rzuciła kąśliwie.
Szczerze była zadowolona, że coś blondynowi nie wychodzi i może pokazać swoje umiejętności. Machnęła różdżką.
 Reparo!
Elementy namiotu ledwo się uniosły. Również dziewczynie nie udało się wyczarować zaklęcia, które mogłoby złożyć namiot.
         – Brawo! - Pogratulował ironicznie Hermionie. Ta się zaczerwieniła po twarzy i zacisnęła ręce w pięści. Przecież to nie jej wina, że ma taką, a nie inną różdżkę.
– To, czemu sam, panie "Idealny", nie złożyłeś tego namiotu? – zapytała, unosząc jedną brew. 
Chłopak nie wiedział co odpowiedzieć. Szatynka wykrzywiła usta w kpiącym uśmiechu. Później jej wyraz twarzy się zmienił, był obojętny. Jakby nic się nie stało.  
– Rozłóż ten namiot, a ja pójdę nazbierać drewna na ognisko. – Zarządziła.
Jak powiedziała, tak zrobili. Odeszła około pięciuset metrów od chłopaka. Zaczęła zbierać patyki, chrust, a za pomocą różdżki zebrała również trochę większych kawałków drewna. Było jeszcze przed południem, więc mieli dużo czasu na przygotowanie się do nocy, jednak nie mogli lekceważyć rozpalenia ogniska i przygotowania miejsca do spania. Nie wiadomo, jakie licho siedzi w tym lesie. Oddalała się coraz bardziej, a w jej rękach spoczywało coraz więcej drewna. Popatrzyła na to chwilę i stwierdziła, że tyle im wystarczy. Wracała do Draco.
Gdy szła, musiała uważać na wszelkiego rodzaju połamane gałęzie, krzaki, a nawet na wiewiórkę, która przebiegła przed jej nogami i o mało się nie wywróciła. Jedynie z jej rąk do góry poleciał jeden kawałek drewna, który złapała jeszcze w locie. Na szczęście nie była już daleko. Jeszcze tylko kilka metrów. W końcu doszła. Rzuciła wszystko na ziemię. Myślała, że ręce jej odpadną, ponieważ wszystko, co przyniosła, było dość ciężkie. Usiadła na jakimś większym kamieniu i chciała odpocząć, chociaż pięć minut, niestety nie było to jej dane. Spojrzała na blondyna, który dosłownie siłował się z namiotem. Próbował połączyć stelaż, mimo tego, że to w ogóle do siebie nie pasowało. Hermiona musiała "interweniować".
– Malfoy, źle to składasz. – Zwróciła mu uwagę.
– To pomóż mi to łaskawie złożyć – wycedził przez zaciśnięte zęby. Tyle czasu składa namiot, a nic nie chce do siebie pasować.
Dziewczyna złapała dwa kawałki stelażu i połączyła je ze sobą bez żadnego problemu.
Blondyn zirytował się jeszcze bardziej. Rzucił to wszystko na ziemię i mrużąc oczy, spojrzał na szatynkę.
– Co się tak patrzysz? – zapytała zdezorientowana Hermiona, próbując dopasować części namiotu do siebie.
– Jak ty to... Nieważne... – Westchnął. 
– Jak składam namiot?
– No.
– Patrz – powiedziała i gestem ręki przywołała go do siebie. – Tutaj masz różne końcówki. – Wskazała na koniec jednej części. – Trzeba znaleźć drugą, która wpasuje się w tą – powiedziała, a blondyn patrzył na nią, jakby odkryła coś niesamowitego. – Ot co, cała magia. – Uśmiechnęła się delikatnie.
Zaczęli składać namiot. Poszło to zdecydowanie o wiele szybciej, niż gdyby chłopak składał sam. Po około godziny stelaż stał gotowy. Trzeba było założyć tylko materiał.
Hermiona udała się po niego i rozłożyła z chłopakiem koło "szkieletu" namiotu.
– Weź to z tej strony. – Wskazała na drugą stronę płachty.
– Z której?
– No z tej. – Nie kryła irytacji. Już od dłuższego czasu jej nie słucha.
Jak powiedziała, tak zrobił. 
– Teraz to założymy.
– Jak to zrobić?
– Normalnie – odpowiedziała złośliwie. – Trzeba to od dołu przymocować, a później spiąć od tej samej strony i do góry.
– Że jak? – Wytrzeszczył oczy.
Hermiona uniosła czy ku górze, pokazując przy tym swoje zirytowanie.
– Spokojnie, Hermiono – mówiła do siebie pod nosem. Nie chciała, aby ta tchórzofretka usłyszała cokolwiek. Zaczęła iść w swoje prawo, a chłopak szedł w tym samym kierunku co szatynka. 
Jakoś to zamocowali, ale po chwili wszystko się odczepiło, ale tylko z jednej strony - tam gdzie Draco przymocowywał. 
– Będziesz spał pod gwiazdami – oznajmiła pewnie i wskazała na materiał, który luzem wisiał na stelażu.
Draco niechętnie podszedł do prawie skończonego namiotu i około piętnastu minut zajęło mu poprawienie tego i się udało. Był z siebie dumny, jakby wygrał Mistrzostwa Świata w Quidditchu. Hermiona tymczasem ułożyła się na trawie, a pod głowę ułożyła swoją bluzę. Zasnęła. Z racji, że blondyn jest Ślizgonem, a zazwyczaj czarodzieje pochodzący z tego domu są złośliwi, postanowił obudzić Gryfonkę. 
– Granger, wstawaj! – krzyknął z odległości okołu pięciu metrów.
– Spadaj – odpowiedziała niewyraźnie i obróciła się tyłem do blondyna.
Chłopak podszedł bliżej i popatrzył na twarz dziewczyny. Z czystej złośliwości przejechał palcami po jej policzku. 
Ta uderzyła go w przedramię.
– Gdzie te łapy?! Trzymaj je przy sobie – warknęła i patrzyła na niego spod byka.
Ten roześmiał się, czym jeszcze bardziej ją zirytował.
Nie pozostała mu dłużna. Jeżeli chce się tak z nią bawić, to proszę bardzo.
– Draco, wiesz co. - Zaczęła i uśmiechnęła się do niego. - Bardzo mi się podobasz.
Jej słowa po prostu go zamurowały. Nie był w stanie nic powiedzieć.
– Kiedy mnie uratowałeś, tam w twoim domu i przed Ronem – mówiła spokojnym głosem, dotykając wierzchem dłoni jego policzka. – Zauroczyłeś mnie.
Malfoy dalej stał, wpatrując się w nią z niedowierzaniem. 
Przybliżyła się do niego, a jej i jego twarz dzieliły milimetry.
Chłopak myślał, że zaraz go pocałuje i był na to przygotowany. Hermiona uśmiechnęła się przebiegle, odepchnęła go od siebie.
– I ty myślałeś, że ja z własnej, nieprzymuszonej woli cię pocałuję? – Zaśmiała się.
Blondyn był na nią zirytowany, ponieważ go wykiwała. 
– Zemsta jest słodka – powiedziała pewnie.
– Nawet nie wiesz jak. – Głos chłopaka stał się lodowaty, przez co dziewczynę przeszedł nieprzyjemny dreszcz.
Wiedziała, że jego zemsta nie będzie taka jak jej. Musiała być przygotowana o każdej porze.
Popołudnie minęło nadzwyczaj szybko i o dziwo już prawie wcale się nie kłócili. Nadszedł wieczór.
– Granger, wracasz do Hogwartu?
– Nie wiem – odpowiedziała szczerze. – A ty?
– Wracam. – Ton jego głosu wyrażał niepewność.
– Ja już sama nie wiem, co mam zrobić. Boję się wracać do Hogwartu.
– Nie masz czego.
Dziewczyna spojrzała na niego pytająco.
– Co masz na myśli?
– No, skoro nie przyjaźnisz się z Weasley'em i Potterem, to chyba nie mają cię o co podejrzewać.
– Oni i tak nie wracają do szkoły, bo... – Urwała. Nie wiedziała, czy może powiedzieć o tym Draco.
– Bo co?
– Nieważne.
– Dokończ – powiedział tonem nieznoszącym sprzeciwu.
– Nie – odparła pewnie.
– Jak coś zaczęłaś, to mów.
– Złóż przysięgę, że nikomu nie wygadasz.
Szarooki wziął różdżkę i uścisnął dłoń Granger, a następnie wypowiedział zaklęcie, a wokół ich rąk zaczęła zataczać krąg złoto-biała smuga zaklęcia. Kiedy zawarli przysięgę, zaczęli rozmawiać.
– Harry dostał od Dumbledore'a wskazówki, jak pokonać Sam-Wiesz-Kogo – powiedziała na jednym wdechu.
– Co?! Jak? – zapytał dociekliwie.
– Draco. – Spojrzała mu w oczy. – Ja i Ron mieliśmy pomóc Harry'emu w pokonaniu go, ale teraz wszystkie plany wzięły w łeb. Mieliśmy iść szukać horkruksów.
– Hor... czego? 
– Horkruksów – powtórzyła. – To takie przedmioty, w których ukrywa się cząstkę duszy i przez to jest się nieśmiertelnym. Dopiero gdy zniszczymy te przedmioty, to on będzie śmiertelny.
– Znaleźliście już coś? – zapytał, co spowodowało na twarzy Hermiony zdziwienie. – Co się tak dziwisz?
Dziewczyna była zdezorientowana. 
– Dwa są już zniszczone. Teraz szukamy trzeciego. Harry miał wskazówkę w medalionie, po który byli z Dumbledorem. Myśleli, że to jeden z horkruksów, ale to był jedynie zwykły wisiorek.
– Pomogę wam, a raczej tobie i Potterowi ich szukać.
– Nie – odpowiedziała szybko. – To niebezpieczne. Zresztą nie wiemy, czym są.
– Masz rację.
Nastała cisza między czarodziejami. Słychać było jedynie szum liści i gałęzi. Czasami jakieś małe stworzonko przebiegło między krzakami. Księżyc powoli pojawiał się na niebie, a gwiazdy zaczęły mu w tym wtórować. Ognisko było już rozpalone, więc siedzieli przy nim. Nagle usłyszeli, jak coś się porusza. Zrobiło się bardzo zimno. Hermiona podczas oddychania wypuszczała parę z ust, tak samo, jak Draco. Ogarnęło ją poczucie smutku i przygnębienia, które towarzyszy... DEMENTORZY!        
Natychmiast się poderwała i wyciągnęła różdżkę. Blondyn powtórzył jej czynności. Słusznie zrobili. Już po chwili wyłoniło się pięć zakapturzonych, czarnych postaci. Dziewczyna zebrała całą swoją odwagę. Zrobiła głęboki wdech. "Najszczęśliwsze wspomnienie, szybko" - myślała gorączkowo. Przypomniała sobie.


Smutny burzowy dzień. Brązowooka dziewczyna siedziała w swoim pokoju i próbowała zająć się czymkolwiek. Do jej pokoju nagle weszli rodzice. 
– Kochanie – zwróciła się do niej matka – cokolwiek by się działo, pamiętaj, zawsze jesteśmy z tobą – powiedziała i przytuliła córkę. 
Następnie wszedł ojciec i dołączył się do uścisku. Wszyscy płakali, ale byli szczęśliwi, że mają siebie wzajemnie.
– Mamo, tato, kocham was. – Wtuliła się w matkę.


Zgromadziła swoje wszystkie emocje, które towarzyszyły jej podczas tego wspomnienia.
 Expecto patronum! – krzyknęła, a w stronę zakapturzonych postaci zaczęła biec śnieżno-srebrna wydra.
Pokonała wszystkich dementorów. Zemdlała.

Dziękuję za zbetowanie Sovbedlly [klik] :)

Hej :)
Kolejny czwarty rozdział na dobre rozpoczęcie wakacji ;D Chciałam wam od razu życzyć miłych i udanych nadchodzących dwóch miesięcy :)
Tak, właśnie dziś rozpoczynają się wakacje! Hura! Macie już jakieś plany? ;)
Dobra, wracamy do rozdziału...
Jest on trochę krótszy od poprzedniego, ale nie miałam na niego pomysłu :P Nie szło mi w ogóle pisanie, nie umiałam się zebrać przez prawie dwa tygodnie. Zaczęłam go pisać w pierwszym tygodniu i napisałam tylko parę zdań. Najbardziej chyba w pierwszym tygodniu ograniczył mnie czas a w drugim wena :P Już pisałam wam notkę, że pojawi się później, ale zebrałam się w piątek i do porządku przysiadłam nad nim i tak oto powstał ;) Najpierw musiałam sobie ułożyć plan, jak to wszystko ma wyglądać, ale wszystko poszło w... krzaki, a ja wymyśliłam coś nowego :P Cóż... Tak wyszło.
Ja to was chyba zawsze zanudzam moim gadaniem :P
Chciałam wam również podziękować za 1200 wyświetleń ;* Dwa tygodnie temu było ich 600, a teraz jest aż dwa razy tyle *.* Wow! Jesteście super.
Kolejne podziękowania idą do E.M.S. za to, że miała cierpliwość do przeczytania i skomentowania moich rozdziałów :)
Jak zapewne zauważyliście zmieniłam szablon bloga. Jakby ktoś pytał, to sama robiłam ;) Trochę się nad nim namęczyłam, ale chyba teraz o wiele lepiej wygląda. Ocenę szablonu pozostawiam wam ;) 
Dodałam również dwie zakładki tj. "Bohaterowie" i "Autorka", w której możecie troszkę o mnie poczytać ;)
Ojej... Jaka długa ta notka wyszła... Dobra, już kończę ;)
Tak więc zapraszam was do komentowania i obserwowania mojego bloga ;) Każdy komentarz naprawdę daje dużą motywację do dalszego pisania :)
Pozdrawiam, zakręcona01 ;*

P.S. W najbliższym czasie możecie spodziewać się miniaturki z okazji 1000 wyświetleń ;)

9 komentarzy:

  1. Czytałam! Niestety nie mam czasu na szczegółowy komentarz, więc powiem w skrócie. Pomysł dobry, zaciekawia. Niestety masz liczne błędy interpunkcyjne i powtórzenia. Powinnaś też popracować nad opisami czynności - przede wszystkim walki.
    Pozdrawiam i życzę weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za twoją opinię :) Postaram się poprawić błędy ;)

      Usuń
  2. Oczywiście w ankiecie zagłosowałam.
    Szybko rozwinęłaś akcję, bo to rozdział 4, a już mamy Lucjusza i avady. Tak jak koleżanka wyżej: błędy, powtórzenia.
    Pozdrawiam
    http://precious-fondness.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak już wcześniej napisałam, postaram się poprawić błędy ;) Już zaczęłam i rzeczywiście jest dużo powtórzeń :P Muszę nad tym popracować.
      Dziękuję ci za komentarz i również pozdrawiam ;*

      Usuń
  3. Zostałaś nominowana do LBA na moim blogu zapraszam:
    https://naprzeciw-przeznaczenia.blogspot.com/p/lba.html

    OdpowiedzUsuń
  4. Hejka!
    Nadrobiłam dość szybko wszystkie rozdziały i teraz przybywam z komentarzem. :) Od razu mówię, że pewnie nie wyjdzie mi on jakoś fenomenalnie długi, bo już prawie druga w nocy, ale mimo wszystko się postaram. :D
    Zacznę może od tego, że czytałam już naprawdę wiele opowiadań Dramione i w zasadzie każde ma jakąś inną fabułę i cały zamysł, a Twój naprawdę mi się podoba. :)
    Motyw całej tej ucieczki jest chyba najbardziej interesujący i to jak Draco na początku ocalił Hermionę. Jej, tak sobie teraz pomyślałam, że bardzo dobrze wychodzi Ci opisywanie ich wzajemnych relacji. Na początku jawna niechęć, a potem ten cień sympatii. Teraz tylko muszę czekać na wątek miłosny, hihi ♡
    Szkoda mi tylko, że z Weasleyów zrobiłaś takie trochę łajzy, Ron damski bokser, Ginny fałszywa przyjaciółka.Cóż, ale rozumiem, nie wszystko musi być zawsze idealne.
    Jejku, mega ciekawym wątkiem by było, gdyby Draco pomógł Harry'emu, Ronowi i Hermionie szukać tych horkruksów. *.*
    Wręcz cudowne! Jestem ciekawa jak to rozegrasz.
    Draco naprawdę będzie wracał do szkoły? Przecież tam są Śmierciożercy i szybko go pojmą.
    W ogóle wracając do Śmierciożerców - jak Lucjusz mógł chcieć zabić własnej syna? :O Ja rozumiem, że czasami był dla niego złym ojcem, ale żeby aż tak!
    Cóż, ja powoli kończę, bo już mi się oczy same zamykają, ale z czystym sumieniem mogę zakomunikować, że wszystko mam już u Ciebie przeczytane i od teraz jestem na bieżąco. :)
    Czekam niecierpliwie na kolejny rozdział, życzę weny u serdecznie pozdrawiam! ♡
    for-one-more-chance.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ci za komentarz :)
      Cieszę się, że podoba ci się moje opowiadanie ;)
      Co do wątku miłosnego to za szybko on się nie pojawi :P Może dopiero za kilka (kilkanaście) rozdziałów.
      Tutaj wspomniałaś jeszcze o Śmierciożercach "jak Lucjusz mógł chcieć zabić własnej syna?". Odpowiedź jest prosta - to Lucjusz Malfoy xD A tak na serio, to chciał zemścić się na synu, za to że nie wykonał zadania i zdradził rodzinę (i przy okazji Śmierciożerców i Voldka).
      Również pozdrawiam ;*

      Usuń
  5. Hejka!
    Przez chwilę myślałam, że w Hermionie coś pęknie i pocałuje fretkę XD Jednak widzę, że będzie to trochę dłuższa operacja, zanim się zejdą ;)
    Tak czy siak kolejny rozdział za mną i kolejne dobre wrażenia ;)
    Nie mam zielonego pojęcia, co mogłabym tu jeszcze dodać, więc już kończę i (jak się pewnie spodziewasz) idę czytać dalej :p
    Pozdrowionka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za komentarz :)
      Żeby Hermiona go pocałowała, będzie się musiał chłopak trochę natrudzić xd Ja mniej-więcej mam rozplanowane całe opowiadanie (chociaż pisząc, do głowy przychodzą mi całkiem nowe pomysły, a cały plan idzie w krzaki :P).
      Cieszę się, że rozdział się podoba i również pozdrawiam ^^

      Usuń