12 czerwca 2016

Trzeci rozdział

Coming Down


Dochodziła godzina druga pięćdziesiąt cztery. Prawie wszyscy w domu państwa Weasley spali. Wyjątek stanowiła jedna dziewczyna – Hermiona Granger. Tej nocy nie mogła spać. Przez ostatnie dwa dni zbyt wiele się wydarzyło. Stres przejął kontrolę nad jej ciałem. Działała pod jego wpływem. Bała się, że przez to wszystko może zginąć, gorzej, mogą zginąć jej najbliżsi. Tego by sobie nie wybaczyła. Zbyt wiele wszyscy dla niej znaczą. Nie bez powodu wymazała pamięć rodzicom. Zrobiła to, aby ich chronić. Nie wie, czy kiedykolwiek przypomną sobie, że jest ich córką, a nawet, czy jeszcze z nimi porozmawia. Teraz tak by ich potrzebowała, ale nie może się z nimi kontaktować. Jest zbyt wielkie ryzyko i pewna śmierć jej rodziców. Chciała wymazać z pamięci na ten wieczór obraz jej rodziców, ale nie mogła. Cały czas w jej głowie pojawiały się wspomnienia z nimi związane, wspólne wakacje, rozmowy, kłótnie, a nawet te jeszcze mniej istotne jak przebywanie razem, bez żadnej rozmowy. Było to więcej niż cokolwiek. Czasami milczenie jest lepsze niż rozmowa. W końcu się ocknęła. Nie bez powodu. Ku oknu jej pokoju zmierzało zaklęcie. Szybko się poderwała i obudziła Ginny.
– C-co jest? – zapytała zaspana Ginny.
Hermiona nic nie odpowiedziała, tylko wskazała na okno. Od razu pobiegły, aby obudzić domowników. W mgnieniu oka znaleźli się na zewnątrz. 
– Wszyscy są? – Spojrzała po Weasleyach i Harrym. Kogoś jej brakowało. – Malfoy... – wyszeptała.
W tym samym czasie najwyższe piętro domu zaczęło płonąć. Hermiona bez zastanowienia ruszyła do palącej się Nory. Zaczęła się zawalać. Nie miała różdżki. Szła, ryzykując swoje życie. Migiem znalazła się w pokoju, gdzie jeszcze spał Draco. "Ten to ma twardy sen..." - pomyślała, ale zwalające się z góry drewno przywróciło ją do trzeźwego myślenia.
– Draco! – krzyczała i szturchała go, aby się obudzić. 
Lekko uchylił powieki i przetarł jedno oko.
– Która godzina?
– Bura... Nie gadaj, tylko bierz różdżkę i spadamy – rzuciła szybko szatynka, łapiąc chłopaka za rękę. Czuła się trochę nieswojo, kiedy złapała jego dłoń, ale walić to! Teraz ratuje życie swoje i tej tlenionej fretki.
Byli już na korytarzu, ale był on prawie cały w płomieniach. Z góry zwaliła się jeszcze jedna drewniana belka. O mały włos nie uderzyła dziewczyny.
– Uważaj! – krzyknął blondyn, łapiąc Hermionę i przyciągając do siebie. 
Cały dom się zawalał. Chłopak starał się ugasić za pomocą różdżki ogień, ale to niewiele dawało. Był zaczarowany, a ta różdżka nie była jego i trudno mu się nią było posługiwać. Dziewczyna dalej była przestraszona. Prawie otarła się o śmierć. Spojrzała szybko na blondyna i wyrwała z jego dłoni różdżkę.
 Aguamenti! – krzyknęła, a ogień, w który mierzyła, powoli gasł.
Jej zaklęcie nie ustawało. Cały czas strumieniami wody gasiła płomienie. Torowała drogę do wyjścia. Na szczęście nic się na nich nie zawaliło. Byli już na dole. Tam wszystko nie paliło się tak jak na górze. Jedynie salon zaczął płonąć, ale nic poza tym. Wybiegli z domu. Na podwórku toczyła się zacięta walka. Hermiona nie wiedziała, kto walczy z kim, ponieważ Śmierciożercy mieli na swoich twarzach maski. Zauważyła jedynie spod jednego z kapturów wystające długie blond włosy. Nie zastanawiała się, kim jest ta osoba. Od razu poznała, że jest to Lucjusz Malfoy. Walczył on z panem Arturem. Postanowiła nie stać bezsensownie i się patrzeć, tylko podeszła do niego i rzucała zaklęcia niewerbalne. "Drętwota... Immobilus... Expeliarmus... Drętwota... Expeliarmus... Expulso" – wymawiała je w myślach. Po serii zaklęć jej przeciwnik "padł". Wydawało się, że już wygrywają walkę, ale to była zgubna myśl.
Po chwili pojawiła się Bellatrix Lestrange i miotała zaklęciami, gdzie popadnie. Nie zważała, czy zabije przeciwnika czy Śmierciożercę. Hermiona schowała się za autem, aby nie trafiło jej zaklęcie Bellatrix. Za nią schował się Draco i pan Weasley. Jedyną osobą, którą ugodziło zaklęcie był jeden ze Śmierciożerców, jednak szatynka nie umiała rozpoznać, kim był przez jego maskę. Lestrange przestała miotać zaklęciami. Oddychała ciężko, a w jej oczach widoczne było szaleństwo.
– No wychodźcie! Już! – krzyczała w obłędzie. Hermiona z racji, że jest odważną i honorową Gryfonką, wyszła zza auta. Patrzyli na nią z niedowierzaniem. Z popleczników Voldemorta na podwórku państwa Weasley została tylko ona. Reszta zginęła albo się przeteleportowała. – O, jakie to słodkie... Szlamcia myśli, że mnie pokona – powiedziała szyderczo.
Nikt nie ważył się ruszyć. Wiedzieli, że szatynka chce to rozegrać sama, bez niczyjej pomocy.
– Zamknij się! – krzyknęła. Następnie rzuciła ciąg niewerbalnych zaklęć. Nie zrobiła jednak dużo czarnowłosej. Ta unikała zaklęć bądź używała zaklęcia tarczy.
– Zmęczyłaś się już?! 
Teraz szatynka nie wytrzymała. Uniosła różdżkę.
 Crucio! – wypowiedziała bez zająknięcia. Śmierciożerczyny zwijała się z bólu. Widząc to, Hermiona wyrzuciła różdżkę z ręki. Nie wiedziała, co jej strzeliło do głowy. Co ona narobiła?! Upadła na kolana i zaczęła płakać. Mimo to, że użyła tego zaklęcia na znienawidzonej osobie, nie mogła sobie tego wybaczyć. Bardzo się zmieniła. Tamta Hermiona – szczera, miła, pomocna – zamieniła się w to, czego najbardziej się bała – osobę bez sumienia, bez uczuć i bez wrażliwości. Takie miała o sobie mniemanie. Klęczała na środku pobojowiska pozostawionego przez Śmierciożerców i zanosiła się łzami. Bellatrix jednak pozostała nieustępliwa.
 Avada kedavra!
Nikt nie reagował. Prawie wszyscy byli w zbyt wielkim szoku. Zaklęcie leciało w stronę szatynki, która nie reagowała na nic. Była w swoim świecie, a ten ją otaczający, jakby zupełnie przestał istnieć. 
Draco, który od małego przyglądał się takim poczynaniom, nie był tak bardzo zszokowany tą sytuacją, bardziej był zdziwiony. Nie myślał, że Hermiona się do tego posunie. Chyba jako jedyny w tamtej sytuacji myślał racjonalnie. Widząc zielony promień szybko zabrał pierwszą-lepszą różdżkę i wyczarował tarczę.
 Protego
Zaklęcie odbiło się od tarczy. Lestrange uniknęła go. 
– Czego chcesz? – Zmrużył oczy Draco.
– Czarny Pan wysłał mnie tu po ciebie. – Uśmiechała się.
Draco zawahał się chwilę nad odpowiedzią. 
– Czy jeśli pójdę z tobą, to teraz się stąd zabierzecie?
Bellatrix wybuchła niekontrolowanym śmiechem.
– Ooo... Jakie to słodkie... Dracuś chce się poświęcić, aby uratować zdrajców i szlamę.
– Skończ pie***lić, wchodzisz w ten układ, czy nie? – zapytał już zdenerwowany zachowaniem swojej ciotki Draco.
Nikt nie śmiał powiedzieć ani słowa. Blondyn patrzył z zaciętością na czarnowłosą, ale ta nie umiała opanować szaleńczego śmiechu. Hermiona spojrzała wokół siebie. Jej policzki były mokre od łez. Dopiero teraz w miarę się uspokoiła i zdała sobie sprawę z powagi sytuacji. Nie przelewało się. Wstała i stanęła kilka metrów naprzeciw Śmierciożerczyni.
- Ooo... Szlama będzie walczyć.
Hermiona nic nie powiedziała, tylko posłała serię zaklęć, aby ogłuszyć przeciwniczkę. Tamta pozostawała nieugięta; unikała zaklęć lub wyczarowywała tarczę. Pod wpływem zaklęć dwojga czarodziejów, w końcu się poddała i uciekła. Prze teleportowała się gdzieś. Nie mieli zielonego pojęcia gdzie, ale ważne, że teraz z nią wygrali. 
Teraz pozostała sprawa Nory. Cała stała w płomieniach. Nawet w nocy widać było unoszący się dym. Nad domem unosiła się jasna poświata. Nie czekali. Z każdej różdżki zaczęły lecieć strumienie wody. Pożar powoli gasł, ale gaszenie go szło bardzo mozolnie. Nie było już nawet czego ratować. Wszystko się paliło i nic się już nie uratuje. W oczach niektórych zakręciły się łzy. Nora była, jaka była, ale to ich rodzinny dom! To tu się wychowywali. Hermiona przeszła się kawałek i usiadła na ziemi. Wszystko ją wykańcza, zarówno psychicznie jak i fizycznie. Obok niej zauważyła kawałek ostrego metalu. Sięgnęła po niego. Popatrzyła się na swoje odkryte nogi i nie zastanawiając się, przecięła swoją skórę. W pewien sposób uśmierzyła swój ból psychiczny. Strużki krwi spływały po jej nogach, a ona czuła się błogo, jakby wszystko, co złe odeszło w niepamięć, ale tak nie jest. To nie naprawi niczego! Wyrzuciła "narzędzie" gdzieś w trawę.
Jakaś sylwetka zaczęła się do niej zbliżać. W tym momencie było jej wszystko jedno, czy ktoś ją zabije, czy nie. Miała to gdzieś. Nie obchodził jej już swój los. Jak się okazało był to Draco i Ron. Szukali jej.
– Miona, gdzie ty poszłaś? – zapytał Ron. Hermiona na jego słowa przyciągnęła nogi do siebie, aby nic nie zauważyli.
– Musiałam przemyśleć parę spraw.
– Malfoy, zostawisz nas samych? – Rudy spojrzał na swojego rozmówcę.
Draco wywrócił oczyma. Wyglądało to jak w jakimś kiepskim filmie. I co? I teraz będzie czas na jakąś szczerą rozmowę? Na to wygląda... Postanowił przysłuchać się jej.

...

– Hermiono. – Zwrócił jej uwagę Ron. – Słuchaj, bo ten... No... – Nie wiedział jak zacząć.
– Powiedz, przecież znamy się tyle lat, nie będę się z ciebie śmiała – uśmiechnęła się lekko szatynka.
– No, bo... Ty... Ja... My... 
– Wyduś to z siebie – powiedziała lekko zdenerwowana dziewczyna. 
– No, bo mi się podobasz – powiedział i pocałował dziewczynę. 
Pocałunek był długi i namiętny.
Draco stojący za drzewem zrobił minę, jakby miał zwymiotować.
Szatynka odepchnęła chłopaka. Przeczuwała, że jej przyjaciel coś do niej czuł, ale ona nie była pewna swojego uczucia do niego. Uważała, że jeśli nie wie, czy go kocha, nie jest to prawdziwe uczucie. Trzeba wiedzieć, że się kogoś kocha, a w tym przypadku miała dylemat. Przyjaźnili się od siedmiu lat i nie chciała tego zmieniać. Dla niej był tylko i wyłącznie przyjacielem. Nie wyobrażała go sobie w roli jej chłopaka. Teraz przyszła pora na najgorsze. Powiedzieć mu, co o tym myśli.
– Ron... Ja... – Zaczęła.
– Proszę, Hermiono, chociaż spróbujmy.
– Nie – odpowiedziała pewnie. – Nie zrozum mnie źle, ale nie chcę, abyś był moim chłopakiem.
– Co?! – zapytał nerwowo i poderwał się z miejsca. Szatynka wystraszyła się go. Nigdy nie widziała takich emocji w jego oczach.
– Ron, posłuchaj mnie... Nie kocham cię – powiedziała na pozór spokojnie. Tak naprawdę strach przenikał ją od wewnątrz.
– Czyli co?! Wolisz Malfoya?! – zapytał cały w gniewie.
– Co?! Skąd ci to przyszło do głowy? – zapytała. Teraz również wstała. Nie zważała już na rany, które sobie zrobiła.
Ron podniósł na nią rękę. Już spodziewała się uderzenia, ale do niego nie doszło.
Znikąd pojawił się Draco. Zatrzymał jego rękę, a następnie wykręcił ją. Coś w niej strzeliło. Hermiona czuła swego rodzaju ulgę. 
– Nikt cię nie nauczył, Weasley, że kobiet się nie bije? – wycedził przez zęby Draco. Może i był wychowany na ostatniego palanta i egoistę, ale nauczono go, że kobiet się nie bije.
– Czyli jednak jesteście razem... – powiedział jeszcze pod nosem rudowłosy.
– Czy ty zidiociałeś do reszty?! – zapytał Draco.
Nic się nie odzywał. Po prostu zostawił Gryfonów. Ruszył w tylko sobie wiadomym kierunku. Szedł przez wysokie trawy. Jakoś miał wszystkiego dość. Najchętniej poszedłby tam, gdzie go nikt nie znajdzie i będzie mógł pobyć w samotności. Nie potrzebował z nikim rozmawiać. Niestety, jego prośby nie zostały spełnione. Ujrzał, jak szczupła sylwetka idzie w jego kierunku. Nie miał wątpliwości, że to Hermiona Granger. Nie chciał z nią rozmawiać, z nikim.
– Draco... – Zwróciła się do niego. Jedynie na nią spojrzał. 
– Po co tu przyszłaś? – zapytał beznamiętnym tonem.
– No... Ja... – Nie wiedziała, co powiedzieć. Sama nie miała pojęcia, co ją podkusiło, aby tam poszła.
Chłopak wypuścił głośno powietrze z płuc i usiadł na ziemi. Spojrzał na dziewczynę i dostrzegł na jej nogach, coś, czego nigdy by się po niej nie spodziewał.
– Granger, czy ty się cięłaś? – Lustrował wzrokiem jej zgrabne nogi.
– Co? Nie, to tylko drobne zadrapania. – Podrapała się po głowie. Było jej bardzo głupio, że coś takiego zauważył. Zupełnie o tym zapomniała.
– Nie okłamuj mnie, przecież widzę. – Dalej nie chciał drążyć tego rematu. – Siadaj – powiedział i poklepał miejsce koło siebie. Dziewczyna usiadła.
Między nimi przez chwilę była niezręczna cisza.
– Dlaczego mnie uratowałeś? – szepnęła w końcu dziewczyna. To pytanie nasuwało jej się od dawna, a teraz postanowiła wykorzystać sytuację i się go o to zapytać. Nic nie odpowiedział. – Draco – powiedziała, aby zwrócić jego uwagę. Nic. – Draco! – Nic. – Malfoy! – krzyknęła zdenerwowana. Ignorował ją, a ona tego nienawidzi.
– Co? 
– Słuchasz mnie?
– Nie – odpowiedział, za co dostał kuksańca w bok.
– Faceci – prychnęła pod nosem Hermiona i wstała. 
Draco pokręcił jedynie z dezaprobatą głową.
– Gdzie idziesz? – zapytał. Ignorowała go. – Ej, Granger, gdzie leziesz? – powtórzył głośniej. Dalej nic. Podniósł cztery litery i poszedł za nią. Złapał ją za ramię. Nikt nie będzie go ignorować. Ta odwróciła się w jego stronę. – Gdzie idziesz? – zapytał jeszcze raz.
– Przed siebie. – Słodko się uśmiechała, jednak ten uśmiech był przepełniony wyższością, że potraktowała go tak jak on ją.
– A tak poważnie?
– Gdzie mam iść? Do Weasley'ów.
– Idę z tobą – powiedział stanowczym tonem. Szatynka przewróciła oczyma, ale nic nie powiedziała.
Razem ruszyli w kierunku spalonego domu. Przed domem stali Weasley'owie i Harry. Podeszła do nich, ale Ginny spojrzała na nią lekko gniewnie, z resztą tak samo, jak reszta. 
– Coś się stało? – Hermiona była nieświadoma niczego.
– I ty się jeszcze pytasz, czy coś się stało?! – burknęła Ginny.
– Ale, Ginny, o co chodzi? 
– Nie udawaj głupiej – powiedziała, a szatynka zmarszczyła brwi. – Czemu kazałaś złamać Ronowi rękę?
– Co?! Czy ja dobrze słyszę?!
– Nie kłam, Hermiono. – Do rozmowy wtrącił się Ron.
– Co ty im naopowiadałeś? – Dziewczyna była lekko zezłoszczona.
– Prawdę. 
– To jest po prostu śmieszne - odpowiedziała zniesmaczona dziewczyna. Spodziewałaby się wszystkiego, ale nie tego. – Jak mu wierzycie, to sobie wierzcie, ale ja mówię, że to nie jest prawda. Nie musicie mi wierzyć. – Patrzyła na Harry'ego i Ginny. 
– Nie ma w co tobie wierzyć. – Rudowłosa mrużyła oczy.
– Jemu również. – Pokazała na Rona. 
– A jemu możesz ufać? – Wskazała ruchem brody na Draco.
– Bardziej niż wam! – krzyknęła jej prosto w twarz.
– Wiesz, co... Myślałam, że jesteśmy przyjaciółkami.
– Ja również – odpowiedziała z równą zaciętością w głosie. – Ale jak wolisz kłamcę, to proszę, droga wolna. – Uniosła ręce. 
– Wolę jego niż dzi*kę Malfoya – syknęła jej prosto w oczy.
– Aha, czyli to wam naopowiadał... – powiedziała i zaczęła iść w swoim kierunku. – Jakbyś mnie znała, to byś wiedziała, że nawet kijem Malfoya nie tknę – rzuciła jeszcze przez ramię.
Wszyscy patrzyli z niedowierzaniem na dziewczyny. Były najlepszymi przyjaciółkami. Właśnie, były... Już nie są. Hermiona nie mogła w to uwierzyć. Nie sądziła, że jej przyjaciółka uwierzy w kłamstwo. Myślała, że się znają i w każdej sytuacji "skoczyłyby za sobą w ogień", ale się pomyliła. Żałuje, że ich przyjaźń musiała się tak skończyć, ale w takim przypadku było to nieuniknione. Gdyby chociaż porozmawiały... Niestety, nie miały takiej okazji. Od razu rozpoczęła się kłótnia, więc to było niemożliwe. Zresztą... Teraz to już nie ważne. Stało się i się nie odstanie. Może kiedyś naprawią przyjaźń. Na razie nie ma na co liczyć. 
Szła w tylko sobie wiadomym kierunku. Sama nie wiedziała, gdzie idzie i w jakim celu. Chciała uciec od wszystkiego. Miała dość wszystkiego. Była zmęczona wszystkim. Rodzice jej nie pamiętają, jest w rozsypce, straciła przyjaciół... Chociaż, nie powinna ich nazywać przyjaciółmi, ponieważ się od niej odwrócili. Usiadła na ziemi i się popłakała. Zasłoniła swoje mokre oczy dłońmi.
– Granger... – Ktoś się do niej zwrócił. Ta odkryła swoje oczy i przetarła je z łez. Okazało się, że to Draco.
– Czemu za mną poszedłeś? – zapytała.
– Miałem z nimi zostać? – Też zadał pytanie.
Na myśl o Weasley'ach znów z jej oczu popłynęły łzy.
– Nie płacz – poprosił Draco.
Szatynka głośno przełknęła ślinę.
– Ej, Granger, nie rycz... Wszystko będzie dobrze. – Poklepał ją po plecach.
– Nic nie będzie dobrze! – krzyknęła i wstała. Draco już miał coś powiedzieć, ale nie zdążył. – Z resztą, co takiego egoistę interesują uczucia jakiejś szlamy? – Brak reakcji z jego strony. – No właśnie. Po co mnie w ogóle ratowałeś?!
– Granger, posłuchaj mnie – powiedział ostrym głosem. – Życie to nie bajka. 
– Skąd ty możesz o tym wiedzieć?!
– Wiem o tym więcej niż ty. Życie nie jest usłane różami. Nie umiesz pojąć tego, że nie możesz się załamywać?! 
– Nie!
– To zrozum to! – On również krzyknął. – Czasami ludzie odwracają się od nas w najmniej oczekiwanym momencie... i tego teraz nie zmienisz. Jak będziesz się załamywać, będzie jeszcze gorzej. – Jego ton głosu lekko się opanował. Hermiona również się w miarę uspokoiła. – Ochłonęłaś?
– Nie! – Złość ponownie w nią wstąpiła. – Jesteś tylko skończonym egoistą. Nie liczysz się ze zdaniem innych, a teraz będziesz mnie wielce pouczać, jakie to życie jest niesprawiedliwe.
Blondyn również się zezłościł. 
– Posłuchaj, gdybym był skończonym egoistą, to ty zapewne byś tu nie stała. – Patrzył prosto w jej oczy. – Co z tego, że uratowałem twoje cztery litery? – zapytał ironicznie. – I tak jestem najgorszą osobą, jaką znasz. Wracaj lepiej do swoich "przyjaciół". Przecież to ja jestem tym złym. 
Hermiona się uciszyła, ale po jej głowie wałęsało się pełno myśli. Czuła się teraz źle. Nie powinna tak mówić o Draco. Rzeczywiście miał rację. Spojrzała na niego, a on z ramionami założonymi na piersi stał i wpatrywał się w tylko sobie wiadomy punkt. Był od niej odwrócony plecami. Był na nią rozgniewany. On robi wszystko, co może, a ona na niego "najeżdża". W miarę się uspokoił. Odwrócił się w stronę Granger.
– Przepraszam – wydukała pod nosem Hermiona.
– Co? – Nie zrozumiał, co mówi.
– Przepraszam – powiedziała trochę głośniej.
– Za co mnie przepraszasz?
– No, za to, jak się zachowałam.
– Nie musisz mnie przepraszać – powiedział pewnie. – Nie mam ci tego za złe. Oboje byliśmy zdenerwowani i zarówno z moich, jak i twoich ust padło kilka nieprzyjemnych słów.
Nastąpiła niezręczna cisza. Nikt się nie odzywał. Draco stał, a Hermiona siedziała na ziemi. Byli tak kilkanaście minut. Blondyn postanowił przerwać ciszę.
– Chodź za mną. Niedaleko jest mój domek.
– Co? – zapytała lekko zdezorientowana. Nie słuchała, co mówi. Po prostu rozmyślała o tym wszystkim, co się stało.
– No, chodź.
– Gdzie?
– Do mojego domku letniskowego. Jest niedaleko.
– Nigdzie nie idę! A jak tam będą Śmierciożercy?!
– Nie będzie ich tam. – Zapewniał ją, ale ona nie za bardzo wierzyła. – Przyjeżdżałem tu na wakacje. Nie było tam nikogo od kilkunastu lat.
– Jak zginę, to cię zabiję. – Ostrzegła go.
– Jak będziesz martwa, to mnie nie zabijesz.
– Będę cię nawiedzać. - Zaśmiała się.
– Chciałabyś.
– No, w końcu mogłabym się na tobie odegrać – powiedziała ze złośliwym uśmieszkiem.
Chłopak tylko pokręcił z dezaprobatą głową. Nawet nie zwrócili uwagi, gdy doszli do drewnianego domu. Był on naprawdę duży. Mogłoby tam mieszkać kilkanaście osób i pewnie każdy miałby swój pokój. Szatynka z wrażenia aż otworzyła usta.
– Granger, zamknij buzię, bo ci mucha wleci – powiedział złośliwie, za co dziewczyna spiorunowała go wzrokiem.
- I ty to nazywasz domkiem? Przecież to jest ogromne! – Stwierdziła szatynka.
– A czego ty się tak właściwie spodziewałaś? A tym bardziej po Malfoy'ach…
– Małej, drewnianej, przytulnej chatynki – mówiła to, co jej przyszło do głowy.
– Jeden warunek spełnia. – Stwierdził blondyn. Hermiona spojrzała na niego z niezrozumieniem. – Jest drewniany.
Brązowooka prychnęła pod nosem. 
– Chodźmy do środka – zaproponowała.
Jak powiedziała, tak zrobili. Powoli otworzyła drzwi. Zaskrzypiały. Przyprawiło ją to o nieprzyjemne dreszcze, jednak weszła do środka. Było ciemno. Draco wyciągnął różdżkę.
 Lumos – powiedział zaklęcie, a z końca różdżki wydobyło się światło. Oświetliło ono przedpokój. 
Hermiona szła przodem, ale chwilowo się zatrzymała.
– Czemu nie idziesz dalej?
– Idź przodem. – Lekko się uśmiechała się szatynka.
– Tak, jak coś ma kogoś zabić to lepiej mnie – powiedział pod nosem, ale dziewczyna to usłyszała.
– No, a jak. – Blondyn przewrócił oczyma.
W końcu doszli do kuchni, a w pomieszczeniu były drzwi do piwnicy. Draco wiedział, że znajdują się tam bezpieczniki, a za pomocą różdżki bez problemu je naprawi. Otworzył drzwi i już chciał zejść po schodach, ale zatrzymał go głos towarzyszki.
– Gdzie ty idziesz?! – 
– Włączyć światło – wyznał swobodnie, jak gdyby nigdy nic.
– Do piwnicy? 
– Nie, na strych. – Zironizował.
– Ale tam może coś być – mruknęła. Zaczęła żałować, że nie ugryzła się w język.
– Czy ty się o mnie martwisz? – zapytał lekko rozbawiony.
– Nie. 
– To zostań tu.
Jak powiedział, tak zrobiła. Usiadła na krześle przy oknie. Wpatrywała się w nie. Nagle usłyszała krzyk dochodzący z dołu. Serce zaczęło jej bić szybciej. Wstała i zaczęła po omacku szukać czegoś, co mogłoby świecić. Jak na życzenie na blacie leżała latarka. Próbowała ją oświecić, ale nie działała. Uderzyła nią mocno i nagle zaświeciła. Stanęła w progu drzwi prowadzących na dół. Wzięła dwa głębokie oddechy i zeszła po schodach. Były dwa rozwidlenia, w prawo i lewo. Nie wiedziała, które ma wybrać. Ponownie krzyk. 
– Z prawej strony – szepnęła do siebie.
Ruszyła w tym kierunku. Szła powoli. Po przejściu około dziesięciu metrów poczuła w swoich butach wodę.
– Świetnie – wyszeptała i zwróciła latarkę na swoje stopy.
Postanowiła się tym nie przejmować. Szła dalej. Doszła do końca korytarza. Nigdzie go nie było. Zirytowała się tym faktem. "Mogło mu się coś stać", pomyślała. Zawróciła. Przeszła kawałek. Czuła, że ktoś ją obserwuje. Jeszcze dwa metry.
– Bu! – Wyskoczył Draco zza ściany. 
Szatynka wystraszona pod wpływem impulsu uderzyła go w nos, tak mocno, że poleciała z niego krew.
– Czy ty chcesz, żebym na zawał padła?! – zapytała zła. Nie miała zamiaru go nawet przepraszać. Należało mu się za to.
– A czy ty musiałaś mnie uderzyć? – odpowiedział pytaniem na pytanie.
– To nie musiałeś mnie straszyć. – Założyła ręce na piersi.
         Przez chwilę nic nie mówili.
Doszli do skrzynki z bezpiecznikami. Otworzył ją i za pomocą jakiegoś niewerbalnego zaklęcia naprawił bezpieczniki. Nawet w piwnicy się zrobiło jasno. Dziewczyna wyłączyła latarkę. Chłopak złapał się za nos prawą ręką, a lewą złapał za przedramię dziewczynę i podniósł jej rękę do góry. Ta popatrzyła na niego z niezrozumieniem.
– Skąd ty masz tyle siły w tych rękach? – zapytał retorycznie, oglądając jej rękę.
– Skończ głupio gadać i chodźmy na górę. - Pociągnęła go za koszulkę. 
Nie minęła minuta i już byli na górze. Teraz w świetle wszystko wyglądało inaczej, lepiej. Kuchnia była dużym przestronnym pomieszczeniem w barwach zieleni i szarości, jak przystało na Ślizgonów. Poszli dalej. Następnie był przedpokój, przez który już przechodzili. Później weszli po schodach na piętro, a tam było chyba z sześć wejść do różnych pomieszczeń. Otworzyła jedne z nich. Okazało się, że znajduje się tam sypialnia. Jedyny problem był taki, że wszystko było zakurzone i nie szło tam normalnie funkcjonować. Poszła do Draco po różdżkę i zaklęciem Chłoszczyść posprzątała go. Nawet nie zwróciła uwagi, kiedy rzuciła się na łóżko i zasnęła. O tak, teraz sen to jedyne, o czym marzyła.


Hej koteczki ^^
Za wami już trzeci rozdział. Jest on chyba troszkę dłuższy niż poprzedni (tak mi się przynajmniej wydaje :P). Wcześniej ten rozdział był o wiele krótszy. Wcześniejszą jego wersję napisałam chyba we wtorek, ale cały czas coś mi w nim nie pasowało, ale stwierdziłam, że pierwszy pomysł jest najlepszy. Nastała sobota. Coś mnie natchnęło, aby jeszcze przy nim przysiąść i go poprawić. Początek został. Cała końcówka została zmieniona. Wyszła dłuższa niż przypuszczałam, ale jest o wiele lepsza niż wcześniej. W przypadku tamtego zastanawiałam się, czy w ogóle wam to wstawić :P 
Dobra, pewnie zanudziłam was takim gadaniem :P 
Chcę wam również podziękować za 600 wyświetleń i pozytywne komentarze ;) Dziękuję wam bardzo za to, że jesteście i czytacie moje opowiadanie ;* 
Kolejna informacja... Dostałam się do redakcji Kuriera Elizjum, na którego was bardzo serdecznie zapraszam (link w zakładce Należę).
To chyba wszystko :) 
Mam nadzieję, że rozdział wam się podobał i zapraszam was bardzo serdecznie do komentowania moich postów. Każdy komentarz daje naprawdę dużo motywacji :)
Pozdrawiam, zakręcona01 ;*

8 komentarzy:

  1. Szlamcia! Kocham! Rona nie lubię. Bellatrix mnie zawiodła. Spodziewałam się po niej większych zdolności :D
    Latarka? Nie spodziewałam się po Malfoyach czegoś tak mugolskiego :D
    Trochę szkoda, że nie zostali w Norze. Wierzę jednak w Twoje umiejętności. Mam nadzieję, że mnie nie zawiedziesz ;D
    Komentarze zostawiłam Ci pod każdym postem. Mam nadzieję, że nie zezłościsz się na mnie i moje czepialstwo. Przy okazji zapraszam Ciebie i Twoich czytelników do lektury mojego bloga:
    https://naprzeciw-przeznaczenia.blogspot.com/
    Jeżeli będziesz miała ochotę przeczytać będzie mi bardzo miło. Komentarze również mile widziane! Wręcz wskazane ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz :)
      Co do tej latarki też nie miałam przekonania, ale była to chyba moja pierwsza myśl, na jaką wpadłam, a później nie umiałam wymyślić czegoś lepszego :P Dopiero teraz, kiedy pisze odpowiedź do komentarza, pomyślałam o wygaszaczu... Czemu ja wcześniej na to nie wpadłam? W ogóle, kiedy pisałam, jak ta latarka zadziałała to moja pierwsza myśl była taka "Dobre baterie" xD
      A co do Weasley'ów, mam zamysł, jak później to będzie, ale to w kolejnych rozdziałach ;)

      Usuń
    2. Jestem ciekawa, co z nimi zrobisz :D Gdybyś mogła powiadomić mnie o nowym rozdziale na moim blogu, byłabym wdzięczna ;)

      Usuń
  2. Na początku powiem, że bardzo lubię sposób, w jaki przedstawiasz Draco ;)))) Hermiona jest trochę zbyt uparta. Trochę jak z czasów, gdy miała jedenaście lat XDXD Ale to tylko moje zdanie ;) Co do Ginny, Rona i wszystkich Weasleyów to na naprawdę ich lubię i trochę dziwnie czytać mi coś, gdzie są oni "tymi złymi", ale dam radę! :DD
    Ale długaśny rozdział! Fajnie się go czytało ;) Naprawdę ciekawie :))))
    Pozdrawiam:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za komentarz :)
      Cieszę się, że się podoba ;D
      Do Weasleyów za bardzo nie mogę się odnieść, bo nie chcę spoilerować dla czytelników, którzy nie czytali kolejnych rozdziałów :P Powiem tak: ma to duży wpływ na kolejne rozdziały ;)
      Również pozdrawiam ^^

      Usuń
  3. Hej Hej! Jedno ale! Czyżby zaklęcia na niewybaczalne nie działało zaklęcie tarczy?
    Taka mała nieścisłość.
    No i z całym szacunkiem do Hermiony, która była NAPRAWDĘ zdolna, to nie dałaby rady doświadczonej czarownicy z wieloletnią praktyką w gronie śmierciożerców - a tym bardziej Bellatrix. Takie moje zdanie ;)
    I dziwne mi się również wydaje, że nikt nie wie o tym domku letniskowym. A może to tylko Draco ma takie przekonanie?
    Cała reszta świetna, Mionka świetna, nawet podoba mi się jak ją przedstawiasz :D
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, nie wiedziałam. :P Kurczę, muszę pomyśleć, co z tym zrobić.
      Cieszę się, że podoba ci się przedstawienie Hermiony. :)
      Również pozdrawiam!

      Usuń