14 lipca 2016

Piąty rozdział

We Don't Have To Dance

Dziękuję za zbetowanie Sovbedlly [klik] :)


Draco stał oniemiały obecną sytuacją. Trzeba działać szybko. Dementorów na razie nie było, więc miał chwilę, żeby ocucić Gryfonkę. Leżała nieprzytomna. "Dobra, co ja mam robić? Trzeba sprawdzić oddech!" – myślał gorączkowo. Szybko się jeszcze rozejrzał i sprawdził, czy aby na pewno jest bezpiecznie. Uklęknął przy dziewczynie i sprawdził, czy oddycha. Poczuł na swoim policzku jej oddech, więc nie było tak źle.
– Co ja mam z tobą zrobić? – zapytał szeptem pod nosem.
Wziął dziewczynę na ręce i zaniósł do namiotu. Teraz nie mógł zrobić nic innego. Zaklęcia lecznicze to nie jego bajka, więc tutaj za bardzo nie pomoże. Jedyne, co mógł zrobić, to pilnowanie, aby Hermionie nic się nie stało, co w tym momencie było w niepewnej sytuacji. Pozostało czekać na rozwój sytuacji. Wyczarował koc i przykrył nim dziewczynę.
Sam usiadł przed namiotem i próbował pilnować ich tymczasowego obozu. Starał się nie zasnąć, ale powieki chłopaka same się zamykały. Tyle, co zasnął, szybko się przebudzał i próbował się doprowadzić do porządku, lecz nie do końca mu to wychodziło. Nie mógł ukryć, że jest zmęczony całą sytuacją. W takim trybie funkcjonował przez około dwie godziny, a później zmógł go sen i oddał się w objęcia Morfeusza.
Hermiona rzucała się podczas snu. Pot zlatywał z jej czoła i jego krople wytyczały mokre ślady po jej twarzy.

Stała właśnie pomiędzy Draco a przyjaciółmi. Nie wiedziała, gdzie się znajduje. Miejsce nie było ani trochę przyjemne, ani obskurne. Po prostu wyglądało to tak, jakby znajdowali się w środku dużego czarnego pudła i nie mieli możliwości uciec.
– Żałuję, że cię kiedykolwiek poznałem! – krzyknął prosto w jej twarz Harry.
– Nie mów tak! – Próbowała przemówić mu do rozsądku, ale jej słowa nie brzmiały ani trochę pewnie pod wpływem łez cisnących się do oczu Gryfonki.
Dziewczyna upadła na kolana i zaniosła się łzami.
– Avada kedavra – wypowiedział zaklęcie blondyn. Ugodziło ono Harry'ego i Ginny.

Obudziła się z krzykiem. Szatynka rozejrzała wokół siebie i zdała sobie sprawę, że to tylko sen, ale wywołał w niej tyle negatywnych emocji, że nie mogła powstrzymać łez cisnących się do jej oczu. Krzyk szatynki obudził Draco, który wpadł do namiotu.
– Co się stało? – zapytał, rozglądając się po namiocie.
Dziewczyna nic nie odpowiedziała, ale trochę się uspokoiła. Już nie płakała.
– Zły sen? – Zadał kolejne pytanie Malfoy.
Ta w odpowiedzi pokiwała tylko twierdząco głową. Następnie spojrzała na chłopaka. W jego oczach dostrzegła zmęczenie.
– T-ty siedziałeś cały czas p-przed namiotem? – Trochę się jąkała, ponieważ próbowała uspokoić swój oddech.
– Tak – odpowiedział spokojnie i ziewnął.
– Połóż się spać, a ja teraz popilnuję. – Starała się uśmiechnąć, ale bardziej wyszedł grymas.
Draco nie był pewny pomysłu dziewczyny, ale jego zmęczenie dawało o sobie znać coraz bardziej, więc postanowił, że to, co wymyśliła dziewczyna, okaże się lepszym pomysłem. Sam położył się spać.
Dziewczyna wyszła przed namiot i usiadła przed nim. Wzięła głęboki wdech. Poczuła, jak do jej nozdrzy dociera przyjemny zapach lasu. Chociaż w ten sposób na chwilę mogła zapomnieć o swoich zmartwieniach. Chwila ukojenia nie trwała długo.
Od razu w jej głowie pojawiły się wspomnienia sprzed kilku dni. Sama myśl o tym wszystkim przyprawiła ją o nieprzyjemne dreszcze. Przez te kilka dni jej życie się tak odmieniło, że gdyby ktoś powiedział jej to kilka miesięcy wcześniej, wyśmiałaby go. Najbardziej bolał ją fakt utraty przyjaciół. Chciałaby znowu móc z nimi usiąść, porozmawiać czy pośmiać się z byle czego. Teraz najbardziej ich potrzebowała, ale jak się okazało, nie mogła na nich liczyć. Jak na razie jedyne oparcie miała w chłopaku, który śmiał się i szykanował ją w szkole przez ostatnie sześć lat. Nie rozumiała tylko, jakim cudem to wszystko się stało.
Najpierw się nienawidzą, a później okazuje się jej wybawcą. Nie układało jej się to w logiczną całość. To nie miało żadnego sensu. Dopiero teraz o tym pomyślała. Po części mu zaufała, ale zdała sobie sprawę, że może był to jakiś pomysł Voldemorta, aby wyciągnąć z niej informacje o Zakonie Feniksa i jego działaniach. Z drugiej strony, po co ojciec Draco chciałaby go zabić? Chyba że to wszystko było ukartowane od początku. Czemu ona o tym wcześniej nie pomyślała? Pewnie chodziło o zdobycie jej zaufania, a później ta tleniona fretka pójdzie i jako wierny zwolennik Voldemorta wszystko mu opowie. O horkruksach nie ma opcji, aby powiedział, bo wiedział, z czym to się wiąże, ale w każdej chwili będzie mógł kazać swemu Panu wejść do umysłu, a ten bez problemu zdobędzie informacje mu potrzebne. Sprytnie to wymyślili, ale ona nie jest głupia. Najbardziej karciła się za to, że była tak głupia i opowiedziała Draco o horkruksach, jednak w tamtej chwili wydarzenia z poprzednich dni zaćmiły jej umysł i nie pozwalały myśleć od logicznej strony. Teraz gdy o tym wszystkim pomyślała, czuła nie złość na chłopaka, ale rozczarowanie. Myślała, że naprawdę się zmienił, a pewnie chciał ją wykorzystać do swoich niecnych celów. Jedna łza poleciała po jej policzku. "Dobra, Hermiono, nie płacz... Ostatnio za dużo płaczesz" – skarciła się w myślach. Musiała obmyślić jakiś plan. Nie może powiedzieć o swoich założeniach, ponieważ chciała to dobrze rozegrać, niepochopnie. Trzeba się nad tym zastanowić, a dopiero później działać. Z myślami biła się długo, aż półtorej godziny.
Z zamyślenia wyrwał ją dźwięk dochodzący spomiędzy liści. Wstała i mocniej zacisnęła ręce na różdżce. Zmrużyła oczy, aby przypatrzyć się, co wywołało ten szelest. Nie mogła rozpoznać tego stworzenia.  Dopiero gdy chciała usiąść, spostrzegła, że jest to sowa, i to do tego sowa Harry'ego!
– Hedwiga... – wyszeptała. 
Ptak tylko wyciągnął posłusznie nóżkę, aby szatynka mogła odwiązać list. Szybko zabrała list, ale trzymała go chwilę w dłoni, ponieważ wahała się, czy ma go otworzyć. Nie chciała tego przyznać samej sobie, ale bała się, co nadawca listu chce jej przekazać. Zrobiła głęboki wdech i rozerwała kopertę, a następnie wyciągnęła kawałek pergaminu. Ręka jej drżała, ale rozłożyła list i zaczęła czytać.

Droga Hermiono,
Bardzo się o ciebie martwię. Proszę, odpisz mi, żebym chociaż wiedział, że żyjesz i nic poważnego ci się nie stało. Wiem, że źle się zachowałem i strasznie tego żałuję. Rozumiem, że możesz mi tego nie wybaczyć i nie wymagam tego od ciebie. Proszę cię również o spotkanie w Gospodzie pod Świńskim Łbem jutro koło 9:00. Jeżeli nie przyjdziesz, zrozumiem to.

                                                                                                                H.P.

Gdy Hermiona przeczytała list, nie wiedziała, co ma zrobić, czy ma być zła na Harry'ego, czy wręcz przeciwnie. Wiedziała, że pójdzie na spotkanie, ale nie obiecywała nikomu, nawet sobie samej, że mu wybaczy. Okazało się dla niej trudnym wybaczenie tego wszystkiego. Mógł, chociaż z nią porozmawiać, ale nie... On tylko patrzył się na to wszystko i nie zamierzał nic zrobić. Znała Harry'ego nie od dziś i wiedziała, że tak naprawdę nie uwierzył w jej rzekomy romans z Malfoyem. 
Westchnęła i sięgnęła po różdżkę. Następnie wyczarowała pergamin i pióro z atramentem. Pisała "na kolanie".

Drogi Harry,
o mnie nie musisz się martwić. Wszystko ze mną w porządku. O reszcie porozmawiamy jutro.

                                                                                                               H.G.

         Zaadresowała list i przywiązała do nóżki sowy. Ta poleciała, a szatynka tylko się za nią patrzyła. Znowu usiadła przed namiotem i wpatrywała się tępo przed siebie. Delikatny wiatr owiewał jej twarz, a pojedyncze włosy okalały je twarz. Zaciągnęła się świeżym powietrzem i przypomniała sobie, jak pojechała z rodzicami na biwak.
Wtedy nie znała jeszcze swoich magicznych mocy, wszystko wydawało się takie proste. W tamtym momencie zastanawiała się, co mogą robić jej rodzice. Zapewne wyjechali do Australii, według zaklęcia, które na nich rzuciła. Zawsze marzyli, aby tam pojechać, a teraz może się to ziścić. Nie było dnia, w którym nie myślałaby o mamie i tacie. Obiecała sobie, że odnajdzie ich i przywróci im pamięć, tylko nie wiedziała jeszcze jak, ponieważ chyba nie istniało zaklęcie ani eliksir, który mógłby to zrobić. Jeszcze zanim wyczyściła pamięć rodzicom, szukała czegoś, co mogłoby cofnąć skutek zaklęcia. Przeszukiwała książki, a odpowiedzi nie znalazła. Wierzyła, że jej się to uda.
Minęło około godziny. Wycieńczenie dawało się we znaki w postaci bólu głowy. Stanęła przed namiotem i wyczarowała niewidzialną tarczę, dzięki której, nie było ich widać. Wyczarowała jeszcze koc i położyła się na nim przed namiotem. Pogoda sprzyjała spaniu pod gołym niebem, więc nie znalazła większych przeszkód przed położeniem się na dworze. Nie miała ochoty spać z Malfoyem w namiocie. Po tych wszystkich przemyśleniach zraziła się do niego i jakby znowu chciała odbudować dzielący ich niewidzialny mur. Z takimi przemyśleniami zmógł ją sen.

...

Następnego dnia obudziła się przed swoim towarzyszem. Przeciągnęła się leniwie. Nie wiedziała, która może być godzina, ale przypominała sobie, że blondyn miał ze sobą zegarek. Cicho weszła do namiotu i rozejrzała się, czy przedmiot jej poszukiwań nie leży gdzieś luzem. Niestety, nie miała tyle szczęścia. Chłopak miał go na ręce. Musiał zapomnieć go ściągnąć, zanim zasnął. Przeszła obok niego i chciała zajrzeć na tarczę zegarka, ale na jej nieszczęście nie udało się dojrzeć, która obecnie jest godzina. Chciała jakoś po cichu wyjść, ale nie udało jej się to. Podczas gdy się skradała, potknęła się o nogę Draco. Chłopak się obudził, a ona przeklinała swoja nieuwagę.
– Jeszcze pięć minut... – jęczał i przewrócił się na drugi bok. – Która godzina? –Przecierał jedno oko.
– Ty mi powiedz. – Wskazała głową na rękę chłopaka.
Ten jedynie leniwie podniósł rękę i spojrzał na zegarek.
– Jest równo ósma.
– Dobra, dzięki - odpowiedziała nieco chłodnym tonem.
Draco popatrzył na nią z niezrozumieniem. Wyczuł w jej głosie złość i wiedział, że Hermiona nie denerwuje się bez powodu, więc takowy musiał być, jednak nie chciał dopytywać. Wolał przeczekać to, aż emocje Gryfonki opadną.
Dziewczyna wyszła z namiotu i wyczarowała dla siebie i blondyna nowe ubrania. Szybko mu je podała i rzuciła tylko:
– Przebieraj się.
Z jej głosu aż wiało zdenerwowaniem. Nic nie powiedział, tylko wziął ubrania i się przebrał. Wyszedł na zewnątrz. Dziewczyna obrzuciła go takim spojrzeniem, jakim codziennie obdarowywała go w Hogwarcie - zimne i nienawistne. Nie miał pojęcia, o co może jej chodzić. Jedyna myśl, która mu wtedy przychodziła do głowy to to, że wszystkie te wydarzenia tak na nią oddziałały.
Szatynka wyszła z namiotu przebrana, a jej włosy były związane w kucyk.
– Słuchaj, Malfoy – zwróciła się do niego. – Muszę się teleportować do Hogsmeade.
– Gdzie?! Czy ty jesteś normalna?!
– Jak najbardziej – odpowiedziała gniewnie. – Umówiłam się tam z jedną osobą.
– Nie chcę cię pouczać, czy coś, ale teraz umawianie się tam na randki, w miejscu gdzie pałętają się Śmierciożercy, nie jest najlepszym pomysłem. 
– Malfoy, nie denerwuj mnie! – krzyknęła i zmierzyła co wzrokiem. 
– Powiedz, o co ci chodzi, a nie jesteś obrażona na cały świat. – Ton jego głosu się podnosił.
Patrzyła na niego zdenerwowana. Ręce miała zaciśnięte w pięści i z trudem powstrzymywała się, aby nie rzucić jakiejś klątwy na tę tlenioną fretkę. 
– Chcesz wiedzieć, o co mi chodzi?!
– Tak – powiedział niby spokojnym tonem, ale w środku po prostu się gotował.
– Jesteś zapatrzonym w siebie kretynem! – krzyknęła mu prosto w twarz.
Wpatrywał się w nią, nie dowierzając jej słowom. Myślał, że wszystko sobie wyjaśnili, ale widocznie ona nie może pojąć, że ma sumienie i chociaż w jakimś stopniu chce się w zmienić i porzucić wartości, które wpajał mu ojciec, od kiedy był dzieckiem.
– Czemu tak sądzisz? – Przerwał w końcu ciszę.
– Mam swoje powody, a teraz przepraszam, ale za niedługo muszę być w Hogsmeade – rzuciła na odchodne i odeszła kawałek dalej od chłopaka. Miała się już teleportować, gdy poczuła czyjąś dłoń na swoim ramieniu. 
– Malfoy! Możesz łaskawie puścić moje ramię? – zapytała trochę bardziej powśiągliwym tonem niż wcześniej.
– Idę z tobą – odpowiedział tonem nieznoszącym sprzeciwu.
– Nie.
– Idę i nie ma innej opcji.
Oboje patrzyli na siebie równie zaciętymi spojrzeniami. Hermiona zrobiła kilka głębokich wdechów i powiedziała:
– Dobra, tylko jeżeli zrobisz coś głupiego, masz zagwarantowane, że śpisz na dworze.
Po tych słowach się zaśmiała.
– A co, ja pies?!
– Nie, fretka – odpowiedziała z kpiącym uśmiechem. Tymi słowami tylko bardziej rozeźliła blondyna. – Teleportujesz się ze mną, czy nie?
Podał jej dłoń, a ona ją złapała. Wyciągnęła różdżkę. 

...

         Teleportowała ich w jakąś wąską uliczkę. Założyła okulary oraz kaptur, a Draco zrobił to samo. Wyjrzała na główną drogę, czy nie ma zbyt wielu Śmierciożerców i miała szczęście. Była dopiero ósma czterdzieści, więc mało osób wychodziło z domów. Można było spotkać kilku pracowników poszczególnych sklepów i barów otwierających lokale, a oprócz nich parę osób, które najwidoczniej wyszły na spacer. Wyszła spokojnie zza budynku, chociaż jej serce głośno łomotało w piersi. Bała się, że zaraz jakaś osoba, w najgorszym wypadku Śmierciożerca, zaraz ich wyda, a cały jej plan spotkania z Harrym się posypie.
– Dokąd idziemy? – zapytał Draco.
– Idę do Gospody pod Świńskim Łbem. – Próbowała zachować spokój, co w obecnej sytuacji przychodziło jej z trudem.
– Jak to idziesz? Idziemy – powiedział tonem nieznoszącym sprzeciwu blondyn.
Hermiona przewróciła oczyma, ale nie kłóciła się z chłopakiem. Pomyślała, że to nawet lepsze, żeby poszedł z nią, ponieważ na zewnątrz ktoś bardziej mógłby go rozpoznać, a tam usiądą gdzieś w kącie i nie będą zwracać na siebie uwagi. Weszli do lokalu. Jak zwykle było tam obskurnie i nieprzyjemnie, ale chociaż nie napatoczyło się zbyt wielu osób. Zastali tam tylko jakiegoś czarodzieja, który leżał twarzą na ladzie barmana. Zapewne spał. Usiedli w kącie. Nie rozmawiali aż do wejścia pewnej osoby.
Nie mogli jej poznać, ponieważ była podobnie ubrana, jak oni, czyli miała kaptur na głowie i okulary przeciwsłoneczne. Postać ta chwilę się zawahała, ale podeszła do nich.
– Dzień dobry. – Przywitał się, a Hermiona od razu poznała czyj to głos.
– Harry? – zapytała jeszcze, chcąc się upewnić.
Chłopak usiadł naprzeciwko niej. Nie ściągnął kaptura. Cała trójka tak zrobiła, żeby nikt ich nie poznał.
– Cześć. – Spojrzał na blondyna.
Hermiona znała Harry'ego na wylot i wiedziała, że nie był zachwycony jej pomysłem wzięcia ze sobą Draco. 
– Harry, proszę, nie gniewaj się, że go wzięłam – powiedziała spokojnie i rzuciła spojrzenie młodemu Malfoyowi. 
– Nie ważne – podsumował Wybraniec. – Nie o tym chciałem z tobą porozmawiać.
Blondyn przysłuchiwał się rozmowie Gryfonów, ale sam nic nie mówił.
– Przejdźcie do rzeczy. – Zwrócił uwagę blondyn, za co został spiorunowany wzrokiem Hermiony i Harry'ego. 
– Dobra, on ma rację.
– Ok, nie wiem, od czego zacząć. - Westchnął zielonooki.
Draco przewrócił oczyma. Hermiona z trudem powstrzymywała się, aby coś mu nie powiedzieć, ponieważ jakiś cichy głosik w jej głowie powstrzymywał ją od tej jakże kuszącej propozycji. 
– Hermiono, wiem, że zachowałem się źle i bardzo, ale to bardzo tego żałuję – mówił ze skruchą czarnowłosy. – Od razu, gdy odeszłaś, chciałem porozmawiać o tym z Ronem. – Dziewczyna skrzywiła się na to imię. – Zaczął coś kręcić i wtedy się go zapytałem, czy to jest prawda. 
– I? – zapytała, dając przyjacielowi do zrozumienia, aby kontynuował.
– Powiedział, że to ty kłamiesz. Później do niego przyłączyła się Ginny. – Hermiona zamarła. Nie mogła uwierzyć w słowa Wybrańca. Po prostu nie mieściło się w jej głowie to, że jej kiedyś najlepsza przyjaciółka może wierzyć w słowa Rona. – Powiedzieli, że jeśli uważam, że Ron kłamie, mogę się od nich wynosić. 
Siedzieli w ciszy. Szatynka postanowiła ją przerwać.
– A ty uniosłeś się honorem, prawda? – podsumowała, na co Harry pokiwał twierdząco głową. – Czyli mam rozumieć, że skoro oni się od ciebie odwrócili, to ty przychodzisz do mnie z podkulonym ogonem i błagasz o wybaczenie?
– To nie tak miało wyjść... – zaczął Harry.
– Ale wyszło – powiedziała spokojnym głosem szatynka. – To wszystko, czy coś jeszcze masz mi do powiedzenia?
Nastała cisza. Nikt nie śmiał się odezwać.
Ciszę przerwał dopiero jakiś mężczyzna, który wszedł do lokalu z dużym pakunkiem. Miał co najwyżej trzydzieści lat. Jego twarz pokrywał czarny zarost, a włosy w tym samym kolorze splecione były w kitkę. Nie wyróżniał się praktycznie niczym. Zapewne przyszedł z zamówieniem do właściciela lokalu.
– Dzień dobry! – krzyknął. Tymi słowami zapewne chciał dać znać, że właśnie przyszło zamówienie.
Hermiona, Harry i Draco spojrzeli na niego, a on zaczął im się bacznie przyglądać. Podszedł do ich stolika. Dziewczyna nerwowo przygryzła wargę. Jeżeli okaże się jakimś Śmierciożercą to koniec. Harry i Draco mierzyli mężczyznę wrogim spojrzeniem, ale on zdawał się tym nie przejmować. 
– Ej, czy wy jesteście... – zaczął, ale coś mu przerwało.
Był to barman Gospody. Wyszedł z drzwi za ladą.
– Witam. – Przywitał się i podszedł do dostawcy. – Mogę w czymś pomóc? – Kątem oka spojrzał na nastolatków.
– Przywiozłem zamówienie. – Wskazał na duże pakunki. 
– Dobrze – podsumował barman i podszedł do szuflady, otworzył ją zaklęciem i podał dostawcy woreczek z pieniędzmi. Ten tylko zajrzał i wyszedł z baru.
Hermiona spodziewała się, że ktoś ich rozpozna i prawie się to udało mężczyźnie, który wyszedł z Gospody. Chciała wstać i wyjść, ale wiedziała, że byłoby to nierozważne, ponieważ mogłaby wzbudzić podejrzenia u barmana, chociaż i bez tego to zrobili.
– Chodźcie ze mną – powiedział i ruszył w kierunku drzwi prawdopodobnie prowadzących na zaplecze.
Ci posłusznie wstali i poszli za barmanem. Jak się okazało, za drzwiami nie znajdowało się zaplecze a mały pokój, który wyglądał na zabałaganiony i zakurzony. Również zapach nie zachęcał do wejścia, ale wtedy sytuacja ich zmusiła. Hermiona starała się oddychać ustami, aby choć po części nie czuć tego okropnego zapachu.
Dopiero teraz przyjrzała się barmanowi. Był on w podeszłym wieku. Posiadał mnóstwo siwych włosów na głowie i długą brodę w tym samym kolorze. Przypominał kogoś Hermionie, ale za żadne skarby nie mogła sobie przypomnieć kogo.
Stanęli przed drzwiami, gdy mężczyzna przyglądał im się uważnie. 
– Co tu robicie? – zapytał bez zbędnych grzeczności.
Nikt nic nie mówił.
– Wiem, kim jesteście i nie zamierzam was wydać – powiedział.
Harry wziął głęboki wdech i ściągnął kaptur. Dziewczyna zrobiła to samo, a na końcu Draco.
Mężczyzna patrzył w delikatnym osłupieniu na nastolatków. Zapewne nie spodziewał się tutaj Malfoya. Otrząsnął się.
– Nazywam się Aberforth Dumbledore – przedstawił się.
– Jest Pan bratem Albusa Dumbledore'a? – zapytała.
– Tak – odpowiedział. – Usiądźcie. – Wskazał na wyświechtaną sofę.
Ci posłusznie usiedli. Hermiona nie wpatrywała się w Aberfortha Dumbledore'a, natomiast chłopcy robili to bez skrupułów. 
– Co tutaj robicie? – Oparł się jedną ręką o stolik, który stał po przeciwnej stronie pokoju.
Milczeli. Ciszę w końcu przerwał Wybraniec.
– Musieliśmy się spotkać.
– Czy wyście całkowicie zgłupieli?! – Skarcił ich Dumbledore. – Czy wy nie wiecie, ilu Śmierciożerców się tu kręci?!
– Zdajemy sobie z tego sprawę, ale... – zaczęła Hermiona.
– Tutaj nie ma żadnego "ale"! Czy wy zdajecie sobie sprawę, jakie byłyby konsekwencje, gdyby was złapali?! – Ton mężczyzny był lekko podniesiony. Zapewne bardzo zdenerwował się ich postępowaniem.
– Proszę pana – zaczęła Hermiona – wiemy, że nasze postępowanie było nierozważne, ale niech Pan pomyśli. Gdzie mieliśmy się spotkać? Praktycznie w każdym miejscu są Śmierciożercy. Schowaliśmy się. – Wskazała na Draco. – W jednym domu, który był oddalony o dość dobry kawał drogi i też nas znaleźli. 
– Po co tu przyszliście? – zapytał już nieco spokojniejszym tonem.
– Miałem porozmawiać z Hermioną – odpowiedział Harry tym razem.
– Dlaczego jest z wami młody Malfoy? – Dalej zadawał pytania Dumbledore.
Zielonooki spojrzał na pozostałą dwójkę, aby odpowiedzieli na to pytanie, ponieważ on nie miał zielonego pojęcia, jak to wszystko wyglądało.
– Długa historia – podsumował blondyn.
– Mam czas. – Próbował zachęcić barman. 
Szatynka nie wiedziała, czy bezpiecznym będzie opowiedzenie całej historii Aberforthowi Dumbledore, ale po chwili przemyśleń stwierdziła, iż może to zrobić. W końcu był on bratem samego Albusa Dumbledore'a. Zaczęła mówić:
– Wszystko zaczęło się od tego, że Śmierciożercy zaatakowali mnie. – Harry i barman uważnie się przysłuchiwali. – Za dużo z tego nie pamiętam... Byłam nieprzytomna... – Wypowiedź dziewczyny przerwał Draco.
– Leżała nieprzytomna, a ja miałem ją zabić. – Wpatrywał się tępo w swoje dłonie leżące na jego kolanach. – Nie mogłem tego zrobić. - Spojrzał prosto w oczy dziewczyny. Zauważył, że się zaszkliły, ale Hermiona nie chciała pozwolić uronić ani jednej łzy. Powrócił do swojej wypowiedzi. – Teleportowałem nas do pierwszego miejsca, które przyszło mi do głowy. Wyrzuciłem różdżkę i później zostaliśmy u jakichś ludzi... a właściwie czarodziei.
Teraz głos zabrała Hermiona. 
– Później przenieśliśmy się na Pokątną, ale tam nas znaleźli. – Na te słowa barman pokiwał głową z dezaprobatą dla tego pomysłu. Draco obdarzył go za to zimnym wzorkiem. – Przeteleportowaliśmy się do Weasleyów, ale... – Nie zdążyła dokończyć.
– Dlaczego tam nie zostaliście? – zapytał ze zdziwioną miną Aberforth.
– Miała tam miejsce nieprzyjemna sytuacja – odpowiedziała zdawkowo Hermiona. – Draco przypomniał sobie, że niedaleko jest domek, w którym spędzał wakacje – spojrzała na blondyna i szybko odwróciła wzrok – i tam przenocowaliśmy. Znaleźli nas Śmierciożercy i... – Dziewczynie załamał się głos. Nie wiedziała sama dlaczego, ale nastąpiła jakby jakaś blokada jej głosu i nie mogła wypowiedzieć ani słowa.
Draco postanowił dokończyć jej wypowiedź.
– Zaatakowali. Rozbiliśmy obóz w jakimś lesie, a ona. – Wskazał na Hermionę. – Twierdziła, że musi się z kimś spotkać w Hogsmeade. – Popatrzył na zielonookiego. – I tak oto znaleźliśmy się tutaj – powiedział i oparł się plecami o kanapę. 
Hermiona dalej siedziała, nie mogąc nic powiedzieć.
– Wracacie do Hogwartu? – Zadał kolejne pytanie starszy mężczyzna.
- Nie – odpowiedzieli wszyscy zgodnie.
– Malfoy, mówiłeś, że jednak wracasz – powiedziała zdziwiona Hermiona.
– Jaki to ma sens?
– Wczoraj mówiłeś co innego.
– Przemyślałem to sobie.
– A mówią, że to kobieta zmienną jest. – Prychnęła pod nosem.
Nastała cisza przerywana krzykami sprzedawców, którzy chcieli zachęcić klientów do kupna różnych przedmiotów.
Aberforth wyszedł z pomieszczenia, w którym siedzieli nastolatkowie i zajął się barem.
Na początku pomiędzy Draco, Hermioną i Harrym panowała niezręczna cisza. Jakby każde z nich pogrążone było w swoich myślach. Ciszę przerwał Harry.
– Hermiono, mieliśmy porozmawiać.
– No to mów. – Chciała zachęcić go do dalszej wypowiedzi, ale w ogóle jej to nie wyszło. Zamiast szczerego uśmiechu na jej twarzy pojawił się grymas.
– Na osobności. – Spojrzał na blondyna. – Chodzi mi o zadanie, które mi powierzył, wiesz kto.
– Harry, on wie – powiedziała.
– Co? Ale jak? – pytał zdezorientowany czarnowłosy.
– Powiedziała mi. – Do rozmowy wtrącił się Draco.
Harry nie wiedział, co ma w tej sytuacji zrobić. Był trochę zły na przyjaciółkę, że zdradziła misję, którą mieli wykonać Draco. Wiedziała dobrze, że nie może tego nikomu powiedzieć. Profesor Dumbledore powierzył mu, Hermionie i Ronowi tę misję i na samą myśl, że ktoś jeszcze o tym wie, denerwował się jeszcze bardziej. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że powiedziała to akurat Draco.
– Mogę wam pomóc – zaproponował blondyn. 
Gryfoni popatrzyli się na niego jak na ostatniego idiotę.
– Nie patrzcie tak na mnie. – Speszył się chłopak.
Ci dalej się na niego patrzyli.
– Dobra, wiem, że popełniłem w życiu wiele błędów, ale proszę, pozwólcie mi to naprawić.
Hermiona się nie odzywała, ponieważ to nie zależało od niej, czy Draco będzie móc im pomóc.

Harry podszedł do okna i wpatrywał się w nie przez dłuższy moment. Czekała go trudna decyzja.

Heyo, heyo :)
Za wami piąty już rozdział. Chciałam was od razu przeprosić, że pojawił się dopiero dziś, gdy tak naprawdę miał być wcześniej. 
Co do rozdziału. Nie mogłam się zebrać do napisania go. Przez pierwszy tydzień w ogóle mi nie szło, dopiero w drugim trochę przysiadłam i napisałam mniej-więcej połowę, a resztę dopisałam w tym tygodniu. 
Dzisiaj będzie trochę informacji...
Na Kurierze Elizjum, do którego załogi należę, pojawił się pierwszy numer. Serdecznie was tam zapraszam ;) [klik]
Jak widać na pierwszy rzut oka zmienił się szablon. Robiłam go sama. Tak, nagłówek też... Wiem, że nie jest jakiś wymyślny, ale starałam się, jak mogłam i myślę, że jak na pierwszy raz jest w miarę ok :) 
Jakiś czas temu można było zagłosować w ankiecie. Dotyczyła ona tematu miniaturki i wygrał temat o wspólnej pracy Hermiony i Draco. Powiem szczerze, że nie wiem, kiedy skończę miniaturkę :P Zaczęłam pisać i wstępnie już mam pomysł.
Kolejny rozdział planuję za 2 tygodnie w poniedziałek (25.07.).
To już chyba wszystko :) Nie będę przedłużać ;)
Zapraszam do komentowania i obserwowania mojego bloga :) Każdy komentarz daje sporą motywację do pisania :)
Pozdrawiam, zakręcona01 ;*

P.S. Jak wam mijają wakacje?

10 komentarzy:

  1. Rozdział bardzo ciekawy. Draco zamiast Rona... Zapowiada się ciekawie o ile Harry się zgodzi :) Chyba nie lubisz Rona i Ginny. W kanonie Ginny raczej nie odwróciłaby się od Hermiony. A Ron to Ron. Czekam na następny :)
    Pozdrawiam i życzę weny :)
    All the love xxx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz :)
      To nie jest tak, ze nie lubię Rona i Ginny. Po prostu tak miałam w planie na to opowiadanie i tak wyszło :P
      Pozdrawiam ;*

      Usuń
    2. Heyo!
      Ja nie lubię kanonicznego Rona i Ginny. Z Rona w fanfiction robią idiotę (co mi bardzo odpowiada). Ginny... cóż, lubię swoje własne wyobrażenie. Wesoła, niezdarna, utalentowana w eliksirach i quidditchu, taka typowa optymistka z wiecznym uśmiechem na twarzy. Ale książka a fanfiction to co innego.
      Miło, że Harry postanowił przeprosić Hermionę. Na początku myślałam, że to będzie jakaś pułapka śmierciożerców (za dużo kryminałów się naczytałam!).
      Ach, ta Hermiona i jej zmienne humorki. Typowa kobieta :D
      Nowa Złota Trójca? Kupuję to! Od zawsze wiedziałam, że Ron nie pasuje do Hermiony i Harry'ego. O wiele bardziej pasował mi Draco.
      Życzę dużo weny i żebyś się nie poddawała w pisaniu! Pozdrawiam ;*
      CanisPL

      Usuń
    3. Ojeju, w złym miejscu dodałam komentarz xD no trudno

      Usuń
    4. Dziękuję ci bardzo za komentarz :)
      Na początku świtało mi w głowie, żeby zrobić z tego spotkania podstęp Śmierciożerców, ale przemyślałam to i stwierdziłam, że za dużo by tego było :P (Ostatnio też dużo kryminałów czytam xD)
      Również pozdrawiam ^^

      Usuń
  2. Hejka ♡
    Bez zbędnych wstępów od razu przejdę do części właściwej komentarza.
    Tak jakoś dziwnie mi czytać o Ronie i Ginnym, którzy się tak okropnie zachowują. :c Nie do tego tak w zasadzie przywykłam, czytając książki haha :D
    Nie rozumiem troszkę, dlaczego Hermiona jest aż tak wściekła na Harry'ego. Rozumiem, że jej nie uwierzył i w ogóle, ale żeby aż tak się zachowywać to już lekka przesada. Jego przewinienie nie było chyba aż tak wielkie, ze musiał prosić o wybaczenie. :D
    Ojeju! Draco zamiast Rona? Ale jestem ciekawa, jak im wyjdą te wspólne poszukiwania, już nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału! ♡
    Pisz szybciutko i od razu mnie poinformuj jak dodasz, pozdrawiam serdecznie!:*
    PS. Zapraszam serdecznie do siebie na pierwszy rozdział! :)
    for-one-more-chance.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz :)
      Hermiona jest wściekła na Harry'ego, bo wcześniej miał ją gdzieś, a jak Weasley'owie go wyrzucili to wraca z podkulonym ogonem :P
      Również pozdrawiam ;*

      Usuń
  3. Jestem! Z meeeega opóźnieniem, ale jestem.
    Cieszę się, że Harry wybrał Hermionę. Nie lubię Rona. I cieszę się, że nie rzuciłaś ich sobie od razu w ramiona. Zasłużył na boczenie się Herm. O i jeszcze podoba mi się ta rozkmina dziewczyny i teorie spiskowe na temat draco.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za komentarz :)
      Cieszę się, że Ci się podoba ^^

      Usuń
  4. Co tu mogę napisać???
    Bardzo interesujący rozdział ;) Cieszę się, że Harry 'wrócił', ale jeszcze nie jestem pewna, co będzie dalej... Pożyjemy, zobaczymy!
    Ogólnie wszystko bardzo fajnie napisane. Nie jest już tak bardzo chaotycznie jak w ostatnich rozdziałach ;)
    Pozdrawiam ;)))

    OdpowiedzUsuń