23 sierpnia 2016

Siódmy rozdział

Ma Philosophie

Dziękuję za zbetowanie Sovbedlly [klik] :)

                 Hermiona właśnie się przebudziła. W końcu się wyspała. Od dłuższego czasu męczyły ją bezsenne noce i często się przebudzała. Ostatnie wydarzenia namieszały w jej głowie, ale w tę noc jakby o nich zapomniała i w końcu dała sobie odpocząć. Sen jest dla niej czymś w rodzaju ucieczki od problemów. Chociaż na chwilę może zapomnieć o otaczających ją z każdej strony i czekających aż będzie w rozsypce, gotowych do ataku problemów.
                Teraz kiedy o tym pomyślała, wszystko wróciło. Przełknęła nerwowo ślinę i skuliła się na swoim posłaniu. Jej oczy zaszły łzami, ale ona za wszelką cenę nie chciała dać im wypłynąć. Złapała szybko swoją torebkę i znalazła w niej chusteczkę. Otarła łzy.
                – Spokojnie, Hermiono. – Starała się uspokoić.
                Nie sądziła, że jej słowa zadziałają na nią samą kojąco. Nagle usłyszała jakiś trzask. Dochodził z jej lewej strony. Szybko zwróciła wzrok w tamtą stronę. Okazało się, że to Harry uderzył przez sen dłonią o namiot.
                Zastanawiała się, która może być godzina. Na materiał namiotu padały promienie słońca, które go rozświetlały, więc postanowiła wstać. Szybko się przebrała, korzystając z okazji, że chłopaki jeszcze śpią. Włosy zaplotła w warkocz. Następnie wyszła na zewnątrz, aby zaczerpnąć świeżego powietrza. O dziwo w namiocie było duszno. Z pewnością słońce za bardzo nagrzało tam powietrze. Westchnęła i usiadła w wejściu namiotu. Spojrzała na swoją zabandażowaną nogę, z którą było o wiele lepiej niż poprzedniego dnia. Teraz odczuwała jedynie ból, czuła, jakby ktoś rozrywał jej nogę, a później wbijał w nią szpilki. Rozprostowała ją i oparła się dłońmi o ziemię, a sama rozkoszowała się ciepłem, które dawało słońce, którego promyki padały na jej twarz.
                W takiej pozycji siedziała kilka minut. Dopiero czyjś głos, a raczej ziewnięcie przerwał jej błogą chwilę. Odwróciła się za siebie i nie zauważyła, żeby ktoś wstał. Sama podniosła się i ruszyła sprawdzić, kto wydał ten dźwięk. Harry jeszcze spał, więc wychodziło na to, że to Malfoy ziewnął. Nie pomyliła się. Przewracał się z boku na bok. Widziała, że już się obudził, ale on usilnie próbował zasnąć.
                Zerwała z niego kołdrę.
                – Wstawaj, Malfoy.
                – Jeszcze trochę. – Próbował wyrwać kołdrę z jej rąk. Ta jednak nieugięcie trzymała ją w swoich rękach i nie chciała wypuścić.
                – Jeszcze trochę – przedrzeźniała go. – Wstawaj, leniu.
                Ten niechętnie podniósł się do pozycji siedzącej i przeciągnął. Hermiona prychnęła pod nosem i podeszła do Harry’ego, aby go obudzić.
                – Harry, wstawaj. – Szturchała jego ramię.
                – Dobra, już, daj mi jeszcze chwilę – wymamrotał.
                Dziewczyna westchnęła. Malfoy również nie chce wstawać. Zirytowała się zachowaniem chłopaków. Sięgnęła po różdżkę.
                – Aguamenti – wypowiedziała zaklęcie, a z różdżki w stronę chłopaków ruszył strumień wody.
                Wstali jak poparzeni. Ta zaśmiała się, a oni spojrzeli na siebie porozumiewawczo.
                – Hermiono, przyjaciółko droga – powiedział Wybraniec i zaczął iść ku dziewczynie. – Chodź, niech cię przytulę.
                – Nawet się nie waż – zagroziła, jednak jej słowa niewiele dały. Powoli się cofała, ale za sobą napotkała przeszkodę, jaką była ściana namiotu. Harry ją złapał w objęcia, a w efekcie jej ubrania stały się mokre.
                – Dziękuję ci za to, Harry – zironizowała.
                Wysuszyła swoje ubrania za pomocą zaklęcia i to samo zrobiła z ciuchami Draco i Harry’ego. Rzuciła im ubrania na przebranie, a sama wyszła z namiotu. Po chwili wyszli z niego przebrani już chłopcy.
                – Ruszamy? – zapytał blondyn.
                Przełknęła ślinę i powiedziała niepewnie:
                – Nie mam różdżki.
                – To, co ty z nią zrobiłaś?
                – Zgubiłam – odpowiedziała trochę ciszej. Przygryzła dolną wargę i szykowała się na solidny monolog któregoś z chłopaków, ale o dziwo to nie nastąpiło.
                Wybraniec podał jej magiczny patyk i skinął głową na znak, że ma ich teleportować.
                Podała obu dłoń i teleportowała ich przed Grimmauld Place. Stali przed ścianą, na której zaraz miało pojawić się wejście do budynku o numerze dwanaście. Upewnili się, że nikt nie idzie. Akurat była taka godzina, że większość osób poszła do pracy.
                Pomiędzy budynkami o numerach jedenaście i trzynaście pojawiły się drzwi,  które prowadziły do domu rodzinnego rodziny Black. Harry podszedł do drzwi i otworzył je za pomocą zaklęcia. Wcześniej zamknięto je od środka. Zamki zaskrzypiały, a czarodzieje weszli do środka. Zaraz na początku czekało ich zdziwienie.
                Zmagał się jakby wiatr i tym samym uformował się w ducha. W rzeczywistości nie był to duch, a jedynie jego złudzenie. Uformował się z kurzu. Sunął prosto na czarodziei. Hermiona krzyknęła i schowała się za chłopaków. Duch jak szybko powstał, tak szybko zniknął.
                Pierwszy szedł Harry, za nim kolejno Hermiona i Draco. Szli niepewnie przez korytarz. Nagle usłyszeli trzask. Jak na zawołanie odwrócili się w kierunku hałasu, który dochodził z salonu.
                – Zostańcie tu – powiedział tonem nieznoszącym sprzeciwu zielonooki.
                Ci posłusznie zostali w korytarzu. Usłyszeli, jakby ktoś trzaskał garnkami. Mimo zaleceń Harry’ego poszli do kuchni, aby zobaczyć, co hałasuje. Ku ich zaskoczeniu nikogo nie zastali. Rozejrzeli się po pomieszczeniu. Ani żywej duszy. Nagle do ich uszu dobiegły słowa kłótni. Był to głos Harry’ego i kogoś o bardzo chrapliwym głosie.
                – Harry, co się stało? – zapytała, wchodząc do pokoju Hermiona.
                Chłopak odwrócił się jej stronę i wskazał na skrzata domowego, którego trzymał za tył podartej ścierki, która uchodziła za ubranie tego stworzenia.
                – Postaw go! – rozkazała tonem nieznoszącym sprzeciwu szatynka.
                Co jak co, ale nienawidziła gorszego traktowania skrzatów. Mimo że Stworek odzywał się do niej niemiło i często wyzywał ją od szlam, zawsze starała się być dla niego miła.
                Wybraniec postawił skrzata na podłogę nieco gwałtownym ruchem. Dziewczyna nie skomentowała tego, tylko zwróciła się do chłopaków:
                – Jeśli mamy coś znaleźć, to lepiej zacznijmy szukać.
                Pokiwali twierdząco głowami i rozeszli się po domu.
                Hermiona jako jedyna została na dole. Weszła do jednego z pomieszczeń. Z tego co pamiętała, to tu znajdowało się drzewo genologiczne rodziny Blacków. Przyglądała się dokładnie rozgałęzieniom drzewa. Najpierw sprawdziła lewą część, potem zabrała się za prawą. Doszła w końcu do Walburgi Black – matki Syriusza. Wzdrygnęła się na to imię. W korytarzu na piętrze wisiał jej portret, który dawał o sobie prawie cały czas znać. Najczęściej obrażała osoby znajdujące się w tym domu od szlam, nędznych szumowin oraz coraz to gorszych określeń. Hermiona nigdy nic sobie nie robiła ze słów kobiety z portretu. Najzwyczajniej w świecie ją ignorowała.
                W końcu natrafiła na imiona, które ją zainteresowały.
                – Harry! – zawołała.
                Do pokoju wbiegli Draco i Wybraniec.
                – Co się stało? – zapytał zielonooki.
                – Popatrz. – Wskazała na imiona, które zwróciły jej uwagę. – Regulus Arcturus Black ­– przeczytała na głos.
                Chłopaki przez chwilę analizowali to, co powiedziała szatynka. Pierwszy skojarzył fakty Harry.
                – To ta osoba, która zostawiła list w naszyjniku. – Przerwał na chwilę. – Brat Syriusza.
                Tutaj założył ręce na piersi. Hermiona nic nie mówiła, ponieważ nie chciała wyrywać z zadumy przyjaciela. Zupełnie inaczej postąpił Draco.
                – Dobra, mamy to, kto napisał list, ale dalej nie wiemy, co się stało z medalionem.
                – On ma rację – przyznała szatynka.
                Harry pokiwał powoli głową i nad czymś myślał. Nagle usłyszeli trzask. Spojrzeli odruchowo na futrynę. Nikogo tam nie zobaczyli. Dopiero młody Malfoy podszedł i sprawdził, co było źródłem dźwięku. Już po chwili wrócił ze Stworkiem.
                – Podsłuchiwał – powiedział Draco, patrząc na skrzata nieprzyjaznym wzrokiem.
                Stworek wymamrotał coś niezrozumiałego dla czarodziei. Słowa te zapewne były obraźliwe względem Hermiony i Harry’ego. W przeciwieństwie do Gryfonów skrzat szanował Dracona, ponieważ wywodził się z rodu czystej krwi, chociaż w tym momencie Stworek mógł mieć do tego obiekcje po tym, gdy blondyn uratował pannę Granger. Dopiero teraz powiedział wyraźnie.
                – Pani nigdy by nie pozwoliła, żeby jacyś zdrajcy krwi i szla… - Nie dokończył, ponieważ Wybraniec złapał go za ubranie i lekko podniósł do góry.
                – Jeszcze raz obrazisz kogokolwiek w tym domu, a uwierz mi, nie będziesz chcieć być w swojej skórze.
                Na te słowa Stworek obdarzył czarnowłosego zimnym spojrzeniem.
                – Harry, zostaw go – poprosiła szatynka.
                Zielonooki wykonał prośbę dziewczyny i oparł się dłońmi o zakurzony stolik. Kiedy zauważył, że jego ręce są w kurzu, szybko otrzepał dłonie i za pomocą zaklęcia wyczyścił pomieszczenie z kurzu. Następnie spojrzał na wychodzącego z pokoju skrzata.
                – Stworku, czy wiesz coś o Regulusie Blacku? – zapytał dalej lekko zdenerwowany Harry.
                – Ach, pan Regulus… – Westchnął skrzat. – Stworek zawsze był wierny panu Regulusowi. Pan Regulus był zupełnie inny od Syriusza. – Imię ojca chrzestnego Wybrańca prawie wypluł, a ten już chciał się zerwać do skrzata i ponownie złapać go za ścierkę, która uchodziła za jego ubranie, ale Hermiona powstrzymała przyjaciela i złapała go za ramię. – Pan Regulus zmarł osiemnaście lat temu – powiedział nieco smutniej, na co Draco przewrócił oczyma, a gdy Hermiona to zobaczyła, dała mu kuksańca w bok.
                Harry wyciągnął medalion i zatrzymał na wysokości swoich oczu.
                – Stworku, czy wiesz coś o tym?
                Skrzat wyglądał, jakby zaraz miał się popłakać. Na jego usta wkradł się uśmiech, a szatynka wiedziała, że na pewno Stworek wie coś o medalionie.
                – Stworek dostał taki sam medalion od pana Regulusa. Kazał stworkowi go zniszczyć, ale Stowrek nie potrafił.
                Czarodzieje uważnie słuchali słów skrzata.
                – Gdzie jest ten drugi? – zapytała Hermiona.
                – Nie będę odpowiadać jakiejś szlamie! – krzyknął.
                – Stworek, opanuj się – Groził palcem Wybraniec. Stworek złapał swoje brudne ubranie i zaczął je miętolić w swoich chudych rękach. – Gdzie jest drugi medalion?
                – Pewnej nocy ktoś przyszedł i zabrał dużo rzeczy.
                – Kto to był? – dopytywał zdenerwowany Harry.
                – Mundungus, Mundungus Fletcher.
                – Znajdź go. – Wskazał palcem w stronę skrzata.
                Skrzat pstryknął palcami i zniknął.
                Nie było go dosyć długo. Hermiona wpatrywała się w okno, przez które mogła dostrzec ulicę, która znajduje się koło domu. Dostrzegła tam brązowowłosą dziewczynkę. Mogła mieć co najwyżej dwanaście lat. Niespodizewanie podszedł do niej jakiś mężczyzna dużo bardziej zbudowany od niej. Zaczął ją szarpać za ramię, a dziewczynka ewidentnie sobie tego nie życzyła. Targał ją za ramię i prowadził w stronę jakiegoś auta. Hermionie nie trzeba było dwa razy powtarzać, że musi interweniować.
                – Chodźcie – powiedziała zdawkowo do chłopaków.
                Ci spojrzeli na siebie porozumiewawczo i kiwnęli głowami. Od razu ruszyli za dziewczyną. Wybraniec zabrał ze sobą jeszcze pelerynę niewidkę. Młody Malfoy zainteresował się, czym jest skrawek materiału, który czarnowłosy niesie w ręce, ale po chwili się dowiedział. Harry zarzucił pelerynę na siebie i Dracona, a Hermiona ruszyła w kierunku auta, do którego ewidentnie zmierzał mężczyzna ciągający dziecko.
                – Zostaw ją – powiedziała na pozór spokojnie Hermiona. Tak naprawdę się w niej gotowało. Miała ochotę rozszarpać tego faceta. Jak można skrzywdzić dziecko?
                – Co ty możesz mi zrobić? – Zaśmiał się, lustrując wzrokiem szatynkę.
                Ta w odpowiedzi zmrużyła oczy, a gdy ten złapał ją mocno za ramię, uniosła drugą rękę i wykonała ruch palcem z góry na dół. Wiedziała, że chłopaki jej pomogą i się nie pomyliła. Mężczyzna od razu unosił się w górę. Miała szczęście, że nikt tamtędy nie przechodził.  Zakrążyła palcem kółko, dając tym znak, żeby Harry i Draco zakręcili mężczyzną, a oni to zrobili.
                Dziewczynka się śmiała, a na twarz Hermiony wkradał się lekki uśmieszek. W końcu skierowała palec w dół, a lewitujący facet rąbnął o ziemię.
                Szybko się podniósł i wycofywał.
                – T-ty… Jesteś jakąś wiedźmą! - krzyknął.
                Szatynka uśmiechnęła się przebiegle, a on ruszył do ucieczki. Hermiona podniosła jeszcze dłoń, a ten, gdy się obrócił, zauważył to, a jego oczy wyrażały przerażenie. Nic się jednak nie stało, tak jak się spodziewała.
                Dziewczynka dalej się śmiała. Hermiona podeszła do niej i przykucnęła przed nią.
                – Dzień dobry – powiedziała niepewnie.
                – Cześć – przywitała się z dziewczynką. – Nazywam się Hermiona Granger. A ty? Jak masz na imię?
                – J-ja nazywam się Suzanne Jones.
                – Spokojnie, nie denerwuj się. – Złapała Suzanne za dłoń, próbując dodać jej tym gestem otuchy.  – Gdzie są twoi rodzice?
                Ta tylko przygryzła wargę, a z jej oczu popłynęły łzy.
                – Hej, spokojnie – powiedziała łagodnym głosem, patrząc prosto w szare oczy dziecka. – Chodź ze mną. – Szatynka wstała. Następnie wyciągnęła dłoń w kierunku Suzanne, a ta ją przyjęła. Zdziwiło to trochę Hermionę, ponieważ myślała, że będzie trudniej jakkolwiek trochę przekonać dziewczynkę. Sama trochę obawiała się tego, jak Suzanne zareaguje na to, co się stało kilka minut temu. Przeszły przez ulicę i weszły do domu. Zaprowadziła ją do kuchni i kazała usiąść, a w tym czasie przygotowała cztery kubki herbaty. Postawiła je na stole, siadając na krześle i podała dziewuszce. Ta niepewnie przyjęła kubek i, sądząc po jej minie, pewnie zastanawiała się, dlaczego szatynka przygotowała cztery, a nie dwa kubki parującego napoju. Po chwili jej zastanowienie zostało rozwiane. Do kuchni weszli Draco i Harry. Dziewczynka nieco się zaperzyła i schowała swoją twarz za kurtyną kasztanowych włosów.    Szatynka przygotowała się na długie kazanie ze strony Harry’ego i Draco, ale jej przyjaciel miło ją zaskoczył. Inaczej było z Malfoyem.
                – Co to było? – pytał zdenerwowany.
                Hermiona podniosła się z krzesła i kierowała powolnym krokiem w stronę blondyna. Gdy znajdowała się może czterdzieści centymetrów obok niego, wymierzyła palcem w środek jego klatki piersiowej.
                – A co miałam zrobić?! Zostawić ją?! – Wskazała na Suzanne siedzącą i niepewnie zerkającą to na Harry’ego to na kłócących się czarodziei. – Ty byś pewnie tak zrobił, prawda? – Emocje dziewczyny nieco opadły.
                Oboje patrzyli na siebie równie zaciętymi spojrzeniami. Żadne z nich nie zamierzało się poddać w walce spojrzeń. Harry postanowił interweniować. Trochę wstyd mu było za tę dwójkę. Kłócili się gorzej niż dzieci. Stanął między nimi i odsunął ich od siebie, ale oni dalej nie chcieli dać za wygraną, a ich spojrzenia stawały się coraz bardziej zaciekłe.
                – Skończcie już – upomniał ich zielonooki. – Jak zamierzacie się kłócić, to lepiej wyjdźcie stąd i trochę ochłońcie.
                – To on zaczął. – Założyła ręce na piersi.
                Za te słowa Harry obdarzył ją karcącym wzrokiem, a ta w odpowiedzi przewróciła oczyma.
                – Przepraszam cię za to, Suzanne – powiedziała, patrząc na dziewczynkę.  Ta tylko delikatnie się uśmiechnęła i pokiwała głową.
                Wybraniec dał kuksańca w bok Draco, dając mu do zrozumienia, że również ma przeprosić Suzanne.
                – Ja również cię przepraszam – powiedział trochę niechętnie Draco, ale dziewuszka widocznie tego nie zauważyła i uśmiechnęła się jeszcze szerzej.
                Teraz głos zabrała Hermiona.
                – Suzanne, to są Harry. – Wskazała na przyjaciela. – I Draco – powiedziała, zachowując spokój, pokazując na blondyna.
                Kasztanowłosa wpatrywała się w czworo czarodziei.
                – Suzanne, to co widziałaś na ulicy, to… - zaczęła szatynka, ale nie zdążyła dokończyć, ponieważ dziewczynka jej przerwała.
                – Jesteście czarodziejami.
                Ci wpatrywali się na nią niedowierzającym wzrokiem. Skąd ona to wiedziała? No dobra, na drugiej stronie ulicy miała miejsce dziwna sytuacja, ale skąd ona od razu na to wpadła.
                – Co? Nie… - mówiła, patrząc na chłopaków wzrokiem „Powiedzcie coś”.
                – Tak, jesteście czarodziejami – upierała się Suzanne. – Moja mama też nią była – wytłumaczyła.
                – Jak to „była”? – zadał pytanie blondyn.
                – Moja mama zginęła w wypadku, jak byłam jeszcze mała – szepnęła smutno.
                – Przykro mi – dodał Wybraniec. Nastała chwila ciszy, ale Harry ją przerwał. – Jeżeli ona była czarownicą, to ty również musisz nią być – wywnioskował. – Nie powinnaś iść do Hogwartu?
                – Tak, powinnam, ale tacy ludzie w maskach mnie złapali i przetrzymywali – tłumaczyła. – Kilka dni temu im się wymknęłam. Nie miałam dokąd iść i tak się wałęsałam, aż do dzisiaj.
                Znowu nastała cisza.
                – To może zaprowadzę cię do pokoju – zaproponowała szatynka.
                Obie udały się na piętro. Hermiona zapomniała zabrać ze sobą różdżki. Kazała tam poczekać kasztanowłosej, a sama udała się po magiczny patyk. Na dole zastała krzyki.
                – Puśćcie mnie, małe cholery!
                Skądś rozpoznawała ten głos. Weszła do kuchni. Zastała tam niecodzienny widok. Zgredek i Stworek trzymały Mundungusa Fletchera. W innych okolicznościach rozbawiłby ją ten widok, ale teraz było zbyt ważnym wyciągnięcie od niego informacji. Draco i Harry usadowili go na jednym z krzeseł.
                – Widziałeś gdzieś to? – zapytał bez zbędnych grzeczności Wybraniec.
                Fletcher dokładnie przyjrzał się medalionowi.
                – Kiedyś coś takiego sprzedałem. – Próbował sobie przypomnieć, komu opchnął wisiorek.
                – Komu? – zapytał tym razem blondyn.
                – Nie pamiętam – mówił Mundungus. – Jakaś kobitka to kupiła.
                – Nie pamiętasz, jak się nazywa? – zapytał prawie zrezygnowany już Harry. Fletcher pokręcił przecząco głową. – A pamiętasz, jak wygląda? – Wiercił dziurę w brzuchu zielonooki.
                Mundungus podrapał się po głowie.
                – Taka niska kobitka, cała ubrana na różowo, a głos… Ugh… - Wzdrygnął się na samą myśl piskliwego głosu tej landryny. – Piskliwy, jakby ktoś obdzierał kota ze skóry.
                – Umbridge – powiedzieli jednocześnie Harry i Hermiona.
                Spojrzeli po sobie.
                – Możesz iść – zwrócił się Harry do Fletchera, który natychmiast zerwał się z krzesła i popędził w stronę drzwi.
                Spojrzeli na skrzaty.
                – Zgredek nie chciał przeszkadzać, tylko gdy usłyszał imię Harry’ego Pottera, chciał pomóc Stworkowi – tłumaczył.
                – Nic się nie stało Zgredku. Dziękuję ci za pomoc. – Uśmiechnął się zielonooki do skrzata, a ten natychmiast się teleportował.
               
***


                Draco, Hermiona i Harry siedzieli w kuchni, rozmyślając, co zrobić z informacją wydobytą od Mundungusa.
                – Musimy dostać się do ministerstwa – odezwał się w końcu Harry.
                – Ciekawe, jak chcesz się tam dostać? – prychnął blondyn.
                Tutaj leżał cały problem. W ministerstwie roiło się od ludzi, którzy złapaliby Harry’ego byle tylko przypodobać się Voldemortowi.
                Hermiona od kilku godzin rozmyślała o sposobie dostania się do ministerstwa, nie narażając się zbytnio. Do jej głowy wpadł jeden pomysł, tyle że jego realizacja trwałaby dość długo, bo aż miesiąc.
                – Ja mam pomysł – powiedziała w końcu szatynka. Chłopaki spojrzeli na nią, dając do zrozumienia, że ma kontynuować swoją myśl. – Można uwarzyć eliksir wieloskokowy.
                – Ale to będzie trwało zbyt długo. – Przypomniał Harry.
                – To masz jakiś lepszy pomysł? – Patrzyła w oczy przyjaciela.
                – To skąd weźmiemy składniki?
                Szatynka spojrzała na swoją torebkę.
                – Nie mów, że masz tam to, co nam potrzeba.
                – To mówię ci, że mam. – Sięgnęła po torbę, a następnie wyciągnęła po kolei muchy siatkoskrzydłe, rdest ptasi, skórkę boomslanga, pijawki, ślaz i… zapomniała o sproszkowanym rogu dwurożca.
                – No nie – powiedziała, nerwowo przetrzepując torebkę. – Zapomniałam roga dwurożca.
                – I tak dobrze, że masz resztę.
                Dochodził już wieczór. Hermiona udała się na górę, a idąc tam, musiała wysłuchać obelg Walburgi Black. Przewróciła oczyma. Zastała uchylone drzwi do pokoju, w którym przebywała Suzanne. Stanęła w progu i zapukała. Otworzyła szerzej drzwi, a te zaskrzypiały. Zauważyła, że zapomniała posprzątać pokój.
                – Jejku, miałam tu posprzątać. Zaraz wró… - Nie dokończyła.
                – Zaczekaj – poprosiła kasztanowłosa.
                Szatynka została i usiadła obok Suzanne na łóżku. Nastała niezręczna cisza.
                – Chciałam ci podziękować – powiedziała w końcu dziewczynka.
                – Nie musisz – odpowiedziała Hermiona. Spojrzała w szare oczy Suzanne. Przypominały jej czyjeś oczy… Tylko czyje? Nie mogła skojarzyć osoby, której oczy były identyczne do oczu kasztanowłosej.
                – Jeśli chcesz, to możesz tu zostać  – powiedziała niespodziewanie szatynka.
                – Naprawdę?
                – Tak – odpowiedziała, a nagle znalazła się w uścisku Suzanne. Sama ją przytuliła. Czuła, że ta dziewczynka dużo przeszła.
                – To ja może zejdę po różdżkę i tu posprzątam.
                Tak jak powiedziała, szybko poszła do kuchni po magiczny patyk, a następnie oprzątnęła tymczasową sypialnię Suzanne. Następnie weszła do łazienki i wzięła gorącą kąpiel. Czuła, jak pod wpływem gorącej wody jej mięśnie się rozluźniają. Chociaż w ten sposób mogła się odprężyć. Kiedy wyszła z wody, natychmiast zrobiło jej się zimno. Zmęczona całym dniem udała się do jednej z sypialni. Za pomocą zaklęcia posprzątała pokój. Położyła się na łóżku i oddała się w objęcia Morfeusza.

Hej, kochani :)
Przepraszam was, że rozdział dopiero dziś, ale musiałam dopisać jeszcze parę rzeczy ;)
Jak zapewne zauważyliście, zmieniłam szablon bloga. Jak wam się podoba? 
Chciałam wam podziękować bardzo za 4000 wyświetleń :D Nie sądziłam, że tak szybko wybije aż tyle wyświetleń. Jeszcze raz wam bardzo dziękuję ^^
Dzisiaj będzie bardzo króciutka notka, ale cóż...
Mam nadzieję, że rozdział wam się podobał. Zapraszam do komentowania i obserwowania. Każdy komentarz daje naprawdę dużą motywację do pisania ;)
Pozdrawiam, zakręcona01 ^^

19 komentarzy:

  1. Hej,
    Rozdział bardzo mi się podobał :) Postać Suzanne bardzo mnie zaintrygowała. Jej oczy mogły być podobne do Syriusza albo (co gorsza) do Lucjusza. Czekam na rozwinięcie :) A szablon bardzo ładny :)
    Życzę dużo weny i czasu.
    All the love xxx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz :D
      Cieszę się, że rozdział się podoba :)
      A co do Suzanne, mam pomysł, jak to się potoczy, ale, jak zapewne można się domyślić, nic nie zdradzę (albo może być też tak, że cały plan związany z tą postacią się zmieni, jak to w moim przypadku bywa :P) xd
      Cieszę się, że szablon się podoba :D

      Usuń
  2. Heyo!
    Tegoż pięknego wieczora pojawił się rozdział u kochanej zakreconej! Jak miło :D
    Zacznijmy od kwestii, która najbardziej mi się spodobała - Suzanne. Tak samo jak Clairy myślę, że to oczy Syriusza lub Lucjusza. Ewentualnie nieslubne dziecko Draco. Albo Narcyzy! ;o Sama dziewczynka jest bardzo urocza. Po prostu ją uwielbiam.
    Kłótnie Draco i Hermiony są wręcz legendarne xD Mogłabym czytać o nich przez cały czas.
    Harry też ci bardzo dobrze wychodzi. Nie stracił na swej lojalności do przyjaciół i bliskich. W kanonie brakowało mi właśnie tej lekkiej pogardy względem Stworka. Cieszę się, że je zamiescilas.
    Ogólnie rozdział bardzo miło mi się czytało. Życzę weny na następne i żebyś dotrwala do samego końca opowiadania, a wiem, że to ciężkie.
    Pozdrawiam gorąco, kochana! :*
    CanisPL

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do szablonu - jak wejdę na komputer, to go skomentuję. Będziesz musiała poczekać kilka dni xD

      Usuń
    2. Dziękuję za komentarz ^^
      Cieszę się, że rozdział się podoba :)
      Suzanne, na pewno nie może być córką Draco. Przecież ona ma 11 lat, a Draco 17, prawda?
      Co do Draco i Hermiony, powtarzam sobie, że czują miętę przez rumianek ;D
      A, i jeszcze kwestia szablonu... Tworzyłam go sama, a że jestem osobą, która tego nie robi, nie można ode mnie wymagać cudów. Jak nagłówek robiło mi się przyjemnie, tak CSS wymęczył mnie kompletnie :P
      Dobra, już nie narzekam ;)
      Również pozdrawiam i weny życzę ;*

      Usuń
    3. Oj, o Draco nie pomyślałam. Ale Syriusza i Lucjusza nie wykreslilas.
      Jak tak teraz myślę, to bardziej Syriusz pasuje. W końcu kasztanowe włosy, nie? Ale mogę być w błędzie.
      Dlatego ja nagłówków nie tworzę :D Nie jestem do tego urodzona :P

      Usuń
    4. Powiem tak, cała sprawa z Suzanne wytłumaczy się za kilka(naście?) rozdziałów. Mam pomysł co do jej postaci, ale tak jak napisałam w odpowiedzi do Clairy, mogę w pewnym momencie wszystko zmienić :P Na razie trzymam się planu i mam nadzieję, że wytrwam w nim :)

      Usuń
  3. Super rozdział! A ja zapraszam Cie do mnie :)

    Dramione-karmelove.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Cześć!
    Przepraszam za spóźnienie, ale ostatnio sporo mam na głowie. Mam nadzieję, że nie jesteś zła.
    Czytając rozdział, znalazłam kilka powtórzeń i błędów w dialogach, ale ogólnie jest dobrze. :D
    Co do fabuły, nadal ciężko mi uwierzyć w to, że Rona zastąpił Draco. Ciekawe jak Ronald się teraz czuję.
    Bardzo zaintrygowała mnie postać Suzanne. Hermiona dobrze zrobiła, pomagając jej, chociaż chyba nie powinni robić tego aż tak widoczny sposób.
    Jestem ciekawa, jak to wszystko dalej się rozwinie.
    Ah, bo zapomnę! Piękny szablon, jak tutaj weszłam, to przez dłuższą chwilę się w niego wpatrywałam. :D
    Życzę mnóstwa weny i pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za komentarz :D
      Zastanawiałam, czy dobrze będzie, jeśli tak jawnie Hermiona pomoże Suzanne, ale stwierdziłam, że tak zostanie.
      Cieszę się, że szablon się podoba :) I tak jest jeszcze parę rzeczy, które chciałabym w nim zmienić, ale na razie nie będę kombinować :P
      Również pozdrawiam ^^

      Usuń
  5. Hej, hej, hej ;DD
    Dawno w sumie mnie tu nie było, ale chyba nie mam aż tak wielkich zaległości. Pierwsze, co mnie interesuję najbardziej to... kiedy następny rozdział?? :D
    Mega zachowała się Hermiona w związku z Suzanne. To było takie słodkieee ;) <333
    Hej! Kiedy w końcu Draco powie Hermionie o swoich uczuciach? Trzymasz mnie w takim napięciu, że aż mnie brzuch boli haha Oni muszą już teraz być razem!!!
    Co do Stworka to ja go po prostu uwielbiam :D Jest taki chamski, że jeszcze bardziej go uwielbiam! haha Taa... dziwne troszku ;p
    Dobra, chyba będę już kończyć. Powiedz mi jeszcze tylko, jak czujesz się ze świadomością, że jutro do szkoły??;D Ja szczerze nadal w to nie wierzę XD
    Pozdrawiam bardzo cieplutko i mnóstwo weny życzę!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za komentarz :)
      Następny rozdział, o ile dobrze liczę, gdzieś za półtora tygodnia ;)
      Na wątek miłosny jeszcze trochę trzeba poczekać.
      A, zapomniałabym... Do szkoły mam tak wielkiego lenia, że dzisiaj chyba będę tam jak żywe zombie :P Też nie mogę uwierzyć, że wakacje minęły tak szybko :(

      Usuń
    2. Ja się do wakacji przyzwyczaiłam dopiero w ostatnim tygodniu xD To takie smutne :D Ale plusem jest to, że codziennie mam na 8.45, więc nie jest tak źle. Tylko plan lekcji mam w cholerę głupi (napisalabym inny wyraz, ale wolę zachować kulturę xD)

      Usuń
    3. Ja wakacje czułam już w czerwcu xD Masz farta, że nie musisz wstawać na ósmą ;D Ja muszę dojeżdżać autobusem i choćbym miała lekcje później, to i tak muszę jechać wcześniej :P
      A plan nawet mi teraz taki zły nie ustalili, więc staram się patrzeć pozytywnie ;)

      Usuń
    4. Oooo! Jaki fart! ;D
      Ja niestety podobnie jak zakręcona01 muszę dojeżdżać, dlatego pobudkę robię sobie codziennie o 6:20 ;(((

      Usuń
  6. Dzień dobry!
    Jakiś czas temu dostałam zaproszenie na Tego oto bloga. Wiem, długo się zbierałam do skomentowania ale nie miałam czasu zbytnio a do tego internet u mnie w domu skapitulował. Ogólnie opowiadanie bardzo mi się podoba. Z reguły czytam tylko mangę ale coraz częściej czytam również inne opowiadania, na przykład takie jak to. :)
    Kochana, brawo! Jak narazie to najbardziej spodobała mi się sytuacja, kiedy w obcym domku nad jeziorem Draco i Hermiona kłócili się o to, kto ma spać w łóżku.
    Mam nadzieję, że będę informowana o nowych rozdziałach. Z chęcią przeczytam.
    Pozdrawiam, Moonlight.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz :)
      Naprawdę cieszę się, że opowiadanie ci się podoba.
      Scena w pierwszym rozdziale również jest jedną z moich ulubionych. Jakoś tak miło i przyjemnie mi się ją pisało ;)
      Również pozdrawiam :D

      Usuń
  7. Bardzo ciekawie się zapowiada. :) Piszesz lekko i szybko się czyta.
    Cieszę się, że Harry wybrał Mionę, ale jednocześnie jestem mocno zaskoczona zachowaniem Rona i Ginny. :)
    Ogólnie fajny pomysł.
    Wybacz, że tak króciutko, ale nie mam siły nawet myśleć o napisaniu jakiegoś dłuższego komentarza.
    Czekam na kolejny rozdział.
    Pozdrawiam i życzę weny!
    Charlotte

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz :D
      Cieszy mnie, że opowiadanie przypadło ci do gustu :)
      Również pozdrawiam ^^

      Usuń