2 sierpnia 2016

Szósty rozdział

Just a dream

Dziękuję za zbetowanie rozdziału Sovbedlly [klik] :)

         Harry stał przy oknie, a w jego głowie panował kompletny zamęt. Starał się kierować słowami Dumbledore'a. Miał tę misję wykonać sam, nikt inny oprócz jego Hermiony i Rona nie wchodził w grę, a tu taka sytuacja. Zdrowy rozsądek mówił mu, że ma odmówić Draco, ale jakiś cichy głosik starał się przetłumaczyć, iż chłopak może się przydać. Był w kropce. Usiadł na wyświechtanym fotelu. Oparł łokcie o kolana i złapał się za głowę. Wiedział, że musi teraz podjąć decyzję.
– Nie wiem, co o tym wszystkim myśleć. – Westchnął i oparł się o oparcie.
Hermiona nie wiedziała, co ma powiedzieć. Sama była trochę zdezorientowana wizją wspólnego szukania horkruksów z Draco. Co prawda, mówił jej o tym wcześniej, ale ona nie brała jego słów na poważnie. Była święcie przekonana, że blondyn sobie żartuje, ale się pomyliła. 
Nikt nie śmiał wypowiedzieć słowa. W pokoju panowała cisza przerywana co jakiś czas dźwiękiem szkła z pomieszczenia obok.
Draco patrzył to na szatynkę, to na Wybrańca.
– Hermiono, co o tym myślisz? zapytał w końcu, bo chciał poznać zdanie przyjaciółki.
– Harry, ja też nie wiem, co o tym myśleć powiedziała. – To tobie Dumbledore zlecił to zadanie i to ty musisz podjąć decyzję.
Podeszła do fotela, na którym siedział jej przyjaciel i poklepała go po plecach. Chciała, chociaż w ten sposób dodać mu otuchy.
– A ty? – zwrócił się do blondyna. – Czemu chcesz iść z nami?
Draco wstał i stanął przed Gryfonami.
– Słuchajcie, mam wiedzę, która może wam się przydać. Wiem, na co stać Śmierciożerców. Mogę wam pomóc. Znam prawie wszystkie kryjówki Vo... To znaczy Sami-Wiecie-Kogo. Podejrzewam, gdzie może być ukryty jeden z horkruksów, ale co do tego też nie mogę być pewny.
Harry zastanawiał się jeszcze około pół godziny. Był postawiony przed trudną decyzją. W każdej chwili blondyn mógł ich zdradzić i polecieć z podkulonym ogonem do Voldemorta.
– Złóż przysięgę – zażądał Harry. Chciał mieć pewność.
Podali sobie dłonie. Hermiona przyglądała się całej sytuacji.
– Przysięgasz nie zdradzić mnie ani nikogo z Zakonu Feniksa?
Wokół ich dłoni zaczęła pojawiać się świetlista linka.
– Przysięgam.
Te słowa wypowiedział pewnie. Puścili dłonie. Zielonooki popatrzył na Hermionę. 
– O, prawie bym zapomniał – powiedział i zaczął przeszukiwać swoją kurtkę.
Dziewczyna spojrzała podejrzliwie. Zdziwiła się, ponieważ podał jej małą torebeczkę, którą szykowała jeszcze przed wyjściem z domu. Ostatecznie zostawiła ją, a zabrała tylko kilka rzeczy w tym różdżkę i kilka eliksirów w małych flakonikach.
– Skąd to wziąłeś? – zapytała, patrząc z niedowierzaniem w torebkę, która leżała w jej dłoniach.
– Byłem u ciebie w domu – powiedział niepewnie. Hermionie zaszkliły się oczy na myśl o rodzicach. – Myślałem, że mogłaś zostawić coś, co mogłoby się przydać i nie się pomyliłem. 
Mocno go przytuliła.
– Już wyjechali – powiedział cicho.
– S-skąd...?
– Pakowali walizki do auta, kiedy wchodziłem. – Powoli odsuwał od siebie przyjaciółkę.
– Dziękuję – wyszeptała.
Oboje się uśmiechnęli. Draco odchrząknął znacząco. Ci popatrzyli na niego. Nastała chwila ciszy.  Harry postanowił ją przerwać.
– Ma... Draco, mówiłeś, że wiesz, gdzie może znajdować się jeden z horkruksów.
– Kiedyś, jak byłem na spotkaniu Śmierciożerców, Sami-Wiecie-Kto zwrócił się do Bellatrix i pytał, czy to jest bezpieczne. Nie wiem, czy mówili o horkruksie, ale z tej rozmowy wynikało, że powierzył jej coś bardzo ważnego.
Harry z wrażenia usiadł na fotelu.
– To lepiej przypomnij sobie tę rozmowę, bo może to mieć, nawet nie wiesz jak, ogromny wpływ – powiedział zielonooki.
– Może lepiej skupmy się na tym, co mamy – zaproponowała dziewczyna.
– A macie coś? – Z ust blondyna wydobyło się pytanie.
– Tak, podróbkę medalionu – odpowiedziała szatynka. 
– Mogę zobaczyć? – zapytał Ślizgon.
Harry rzucił mu medalion, a tamten dokładnie go obejrzał. Po dokładnym przyjrzeniu się można było zobaczyć, że idzie go otworzyć. Zajrzał do środka. Znajdował się tam list. Szybko go przeczytał.
– Kto to jest ten RAB? – zapytał bardziej siebie niż Gryfonów.
– Też chciałbym wiedzieć – odrzekł Wybraniec.
Draco na chwilę się zadumał. Świtał mu w głowie jeden pomysł, ale nie mógł potwierdzić, czy będzie on trafny. 
– Ej, posłuchajcie. – Oczy szatynki i czarnowłosego zwróciły się ku Draco. – Może to być ktoś z Blacków. – Popatrzyli na niego jak na ostatniego idiotę. – Pomyślcie. Kto służy Sami-Wiecie-Komu? Kto mógł mieć jakiekolwiek pojęcie o horkruksie?
– A jeśli to nie jest nikt z Blacków? – zadał pytanie retoryczne zielonooki.
Draco się zamyślił. Z jednej strony Potter miał rację, ale z drugiej mogło być tak, jak mówił. Hermiona w końcu się odezwała; olśniło ją.
– Przecież możemy to sprawdzić.
Spojrzeli na nią pytająco.
– Na Grimmauld Place jest drzewo rodziny Blacków. – Wyjaśniła. – Możemy sprawdzić, czy w tej rodzinie znajdował się ktoś, kto mógł mieć takie inicjały.
– To nie głupie – przyznał Harry.
– Może przenieśmy się do naszego obozu – zaproponowała Hermiona.
Chłopaki tylko kiwnęli na potwierdzenie głowami. Podała im dłonie, a oni je chwycili. Przeteleportowała ich do lasu, w którym rozbiła z Draco namiot. 
– Trzeba nazbierać drewna na ognisko – powiedziała szatynka. – Rozłóżcie większy namiot. – Rzuciła im swoją torebkę. – Zaraz wrócę.
Zauważyła zdziwione miny chłopaków.
Ruszyła w las. Na początku miała problem, żeby przejść przez pokaźną ilość krzaków. Kiedy przebiła się przez gąszcz, napotkała na swojej drodze niedźwiedzie. „Świetnie", pomyślała. Na razie jej nie wyczuły. Chciała przejść po cichu naokoło nich. Starała się iść najciszej, jak mogła, a okazało się to trudne przy dużej ilości liści i małych krzaczków pod nogami, które szeleściły z każdym jej krokiem.                   
Niechcący nastąpiła na jakąś gałązkę, które złamała się z trzaskiem. Nie był głośny, ale ten dźwięk wystarczył, aby zwierzęta zwróciły uwagę na Hermionę. Przekonała siebie w myślach za swoją nieuwagę. Mogła patrzeć pod nogi, a nie na objadające się czymś zwierzęta. Powoli się wycofywała i chciała wyciągnąć różdżkę, ale nigdzie jej nie umiała znaleźć. Pewnie ją zgubiła po drodze. Karciła się w myślach, jak mogła być tak nieuważna. Niedźwiedź zaczął biec w jej kierunku. Starała się myśleć racjonalnie, co w obecnej sytuacji okazało się trudne. Jej pierwszą myślą było wdrapanie się na drzewo, co też uczyniła. Przychodziło to dziewczynie z trudem, ponieważ nigdy wcześniej nie uskuteczniała podobnej wspinaczki. Wystarczyło zrobić jeden nieprawidłowy krok, a jakaś gałąź mogła się złamać. Na szczęście drzewo było mocne i posiadało grube gałęzie, co dodatkowo wspomagało dziewczynę. Weszła.
Oddychała szybko i płytko. „Ach, ta adrenalina", pomyślała. Starała się uspokoić swój oddech. Liczyła w myślach do dziesięciu. Trochę odzyskała panowanie nad sobą. Pod drzewem dalej łaziły niedźwiedzie. Patrzyła na nie i myślała, co ma zrobić. „Co charakteryzuje niedźwiedzie?", myślała gorączkowo. „Lubią miód", zaśmiała się w duchu, chociaż sytuacja nie była adekwatna do śmiechu. Rozejrzała się i dostrzegła coś, co mogłoby przegonić zwierzęta. Gniazdo pszczół. Wisiało na gałęzi. Wystarczyło ją złamać, a spadnie na ziemię, a pszczoły prawdopodobnie uczepią się niedźwiedzi. Tylko czy to się sprawdzi w praktyce? Wiedziała, że równie dobrze może zaczekać na chłopaków, ponieważ na pewno zaczną jej szukać, ale w obecnej sytuacji nie było chwili do stracenia. Problemy z wykonaniem tego planu znalazły się dwa. Pierwszym było strącenie gniazda, ponieważ znajdowało się z trzy, jak nie cztery metry dalej, a drugim to, że nie wiadomo, czy pszczoły rzeczywiście zaatakują niedźwiedzie.
Wzięła głęboki oddech. Powoli przechodziła z gałęzi na gałąź. W pewnym momencie się zachwiała, gdyż ujechała jej noga i o mało nie spadła. Zdążyła tylko się mocno złapać i podciągnąć. Znajdowała się może trzydzieści centymetry od pszczół. Cofnęła się bardziej ku pniowi drzewa i ułamała przy nim gałąź, a w efekcie gniazdo spadło prosto na ziemię i się rozbiło. Teraz pozostało tylko czekać na to, co się wydarzy. Miała szczerą nadzieję w powodzenie jej planu. Spojrzała w dół. Udało się! Niedźwiedzie uciekały przed pszczołami, a sama mogła zejść i wrócić do Harry'ego i Draco. Nie pomyślała o jednym. Owady mogą zaatakować również ją. Znajdowała się w beznadziejnej sytuacji.
 Niechcący źle postawiła nogę i spadła. Rozcięła ją, a z rany sączyła się krew. Ruszyła powoli w stronę namiotu. Kierowała się intuicją. 

...

         Harry grzebał w torebce Hermiony. Rozumiał, że kobiety w torebkach mają wszystko, ale nie, że dosłownie. Chwilę zajęło, zanim znalazł to czego szukał.
– Jest! – krzyknął dumny z siebie, jakby właśnie wygrał mistrzostwa w Quidditchu. 
Draco przewrócił oczyma i podszedł do chłopaka. 
– Dobra, Potter, trzeba to rozłożyć. – Wskazał na namiot.
– Najpierw trzeba złożyć ten – powiedział Harry, wskazując na wcześniej rozłożony namiot.
Za pomocą zaklęcia Harry'ego namiot się rozłożył. Materiał się złożył, a tyczki, które podtrzymywały całą konstrukcję, leżały na stosie. Następnie również za pomocą zaklęcia złożył szkielet większego namiotu. Z materiałem był problem. Trzeba go rozłożyć ręcznie. 
– Złap z tamtej strony – powiedział Draco. 
Harry złapał dwa rogi materiału, a kolejne dwa blondyn. Szli w stronę stelażu. Jakimś sposobem to zamocowali, jednak nie trzymało się to długo. Już po paru minutach materiał spadł. Malfoy zaklął pod nosem.
– Nie klnij, tylko pomóż mi – powiedział zirytowany sytuacją Wybraniec.
Zrobili to samo co wcześniej, tyle że dokładniej. Teraz się udało. Wystarczyło tylko rozłożyć posłania w środku. Draco zaczął grzebać w torebce Hermiony.
– Ona tu ma wszystko – mówił pod nosem. – Jak ona cokolwiek tu znajduje? Nie ma opcji, żeby tu coś znaleźć. – Położył torebkę na ziemi. 
– Pokaż to – powiedział zielonooki. Już po chwili wyciągnął to, czego szukał.
– Jak ty...? – pytał zdezorientowany blondyn. 
– Normalnie. Mniej pytań, więcej rozkładania.
               Po prawie dwudziestu minutach wszystko rozłożyli. W namiocie znajdowało się wszystko, czego potrzebowali. Postanowili wejść do środka. Usiedli na swoich posłaniach.
               – Potter – zaczął, ale przerwał mu Wybraniec.
               – Może mówmy sobie po imieniu – zaproponował.
            – Harry – dziwnie było tak do niego mówić po tylu latach, gdy zawsze mówił do niego Potter – po co mnie z wami wziąłeś? – zapytał bez owijania w bawełnę.
               Wybraniec westchnął. Sam w sumie nie wiedział, co nim kierowało. Dopiero teraz zdał sobie sprawę, że chyba przygarnął go z dwóch powodów. Pierwszym było to, że ma informacje, które mogą się przydać w całej eskapadzie szukania horkruksów, a drugi powód to, że uratował Hermionę. W innym wypadku mogłaby już dawno nie żyć.
               – Możesz nam pomóc w poszukiwaniach. Długo przebywałeś w obecności Śmierciożerców i możesz wiedzieć rzeczy, o których Zakon Feniksa nie ma zielonego pojęcia – wytłumaczył zielonooki. – Już i tak nas nakierowałeś, że Blackowie mogą mieć coś wspólnego z horkruksami.
               Draco kiwał powoli głową z góry na dół.
               – Poza tym uratowałeś Hermionę – dodał Harry. – Równie dobrze mogłeś ją zabić.
               Blondyna nagle olśniło. Gdzie jest Granger?
               – Ej, coś długo jej nie ma – powiedział, patrząc na swój zegarek. – Wyszła ponad godzinę temu i jeszcze nie wróciła.
               Popatrzyli na siebie i wybiegli z namiotu. Nigdzie jej nie było.
               – Po… Harry – poprawił się. – Idź w tamtą stronę. – Wskazał na lewo. – Ja pójdę w drugą.
               Harry przebijał się przez gąszcz. Gdy szedł, zauważył, że niektóre gałązki są połamane, co mogło świadczyć, że ktoś albo coś tędy przechodziło. Miał cichą nadzieję, że to Hermiona, ale równie dobrze mogło to być jakieś zwierzę. Przebijał się przez krzaki parę minut. W końcu stwierdził, że w takim tempie to nie ma większego sensu. Wyciągnął różdżkę i utorował sobie ścieżkę. Teraz o wiele lepiej się szło.
               – Hermiona! – zawołał. Jeżeli nie szła tą ścieżką, co on, to chociaż może pójdzie za głosem i się znajdą. – Hermiona! – krzyczał.
               Po kilku sekundach usłyszał „Harry”. Ruszył w kierunku głosu. Znalazł ją po paru minutach. Szybko do niej podbiegł i pokierował na ścieżkę, którą utorował.
               – Co ci się stało? – zapytał, patrząc na jej nogę, z której ciekła krew.
               – Miałam małą konfrontację z niedźwiedziami, pszczołami i później spadłam z drzewa – wytłumaczyła jak gdyby nigdy nic.
               Harry przejechał dłonią po twarzy.
                Chodź do namiotu – powiedział Harry. – Trzeba coś z tym – wskazał na zranioną nogę szatynki – zrobić.
               Harry złapał ją w tali, a ona podtrzymywała się przyjaciela, żeby nie upaść. Nie ukrywając, noga bolała ją niemiłosiernie, a z każdym krokiem ból tylko się nasilał. Do obozu szli dość długo. Z nogą dziewczyny okazało się to trudniejsze, niż przypuszczali. O mało jeszcze szatynka nie potknęła się o gałąź, która leżała na ściółce. Widać było już namiot. Powoli się ściemniało, a w ognisku jeszcze nikt nie napalił. Miała zebrać trochę drewna, ale wszystko zostawiła, kiedy przestraszyła się niedźwiedzi. Usiadła na jakimś dużym kamieniu. Nie miała siły już dłużej iść. Poczuła ulgę, gdy nie musiała dźwigać ciężaru swojego ciała na nogach.
               – Harry, w mojej torebce są potrzebne rzeczy – powiedziała. Wybraniec złapał torebkę i zaczął szukać. Znalazł kilka bandaży i coś, co powinno zdezynfekować ranę. Nie wiedział, jak się do tego zabrać. Podrapał się po głowie. Szatynka przewróciła oczyma i wytłumaczyła mu, co musi zrobić. Postępował według wskazówek przyjaciółki. Starał się to wszystko wykonywać dokładnie, aby nie było jeszcze gorzej z raną przyjaciółki. Już zawijał w bandaż nogę Hermiony.
               Nagle oboje usłyszeli krzyk, a co najciekawsze Malfoya. Szatynka wzniosła oczu ku niebu. „Co on znowu zrobił?”, pomyślała.                                     
              – Siedź tu – powiedział do Hermiony, za co ta spojrzała na niego wzorkiem „Na serio?”. – Zaraz wrócę.
               Siedziała tak chyba z godzinę. Zaczęła się martwić o chłopaków. Najchętniej sama poszłaby, ale z jej nogą na pewno nie zakończyłoby się to dobrze. Pozostawało jej czekać. Była już zmęczona. Chciała wejść do namiotu i się położyć. Niedaleko kamienia, na którym siedziała, leżał na ziemi jakiś kij. Sięgnęła po niego i oparta o kij ruszyła w stronę namiotu. Znajdowała się może z dwa metry od namiotu, gdy usłyszała czyjeś głosy. Automatycznie sięgnęła po różdżkę do kieszeni, ale zapomniała, że ta gdzieś jej wypadła. Miała cichą nadzieję, że to Harry i Draco. Przypatrzyła się dokładnie sylwetkom. Tak, to chłopaki.
               – Gdzieś ty polazł?! – zapytała od razu Draco, gdy podeszli do niej.
               – Szukać cię – odpowiedział. – Powinienem zapytać, gdzie ty łaziłaś. – Spojrzał na jej zabandażowaną nogę.
               – Miałam konfrontację z niedźwiedziami i pszczołami. – Na te słowa Draco delikatnie otworzył usta. – Na dodatek spadłam z drzewa. Pomóżcie mi wejść do namiotu – dodała.
               Złapali ją w tali i weszli do środka. Wszystko było już rozłożone. Usiadła na jednym z posłań.
               – Harry, podaj mi torbę – poprosiła.
               Wybraniec podał jej przedmiot, a ta wyciągnęła z niej czyste ubrania.      
               – Moglibyście na chwilę wyjść?
               Spełnili jej prośbę. Sama powoli ściągnęła spodnie brudne od krwi i ziemi. Szybko zmieniła bieliznę i założyła spodnie i t-shirt. Zawołała chłopaków. Ci weszli do środka.
               – Jutro teleportujemy się na Grimmuald Place – zarządził Harry. Hermiona i Harry patrzyli się tylko na niego i uważnie słuchali. – Jeśli mamy być bliżej rozwiązania, gdzie znajduje się jeden z horkruksów to warto tam zajrzeć.
               – Dobra, ale to dopiero jutro – powiedziała Hermiona, a następnie się położyła.   
              Zamknęła oczy w celu zaśnięcia, ale nic to nie dawało. Wierciła się cały czas i myślała o tym wszystkim. Wojna bez wątpienia zmieniła światopogląd Hermiony. Nie potrafi już zaufać każdemu. Głównie przez Weasleyów. Najbardziej tęskniła za Ginny. Dalej do niej nie dochodziło, że uwierzyła w kłamstwo Rona. Przez co to wszystko wyszło? Przez zazdrość, i to do tego nieuzasadnioną. W tym momencie potrzebowała osoby, z którą mogłaby porozmawiać. Do Harry’ego również w jakimś stopniu straciła zaufanie. Nie wstawił się za nią. Nie ma mu tego za złe, ale było jej z tego powodu przykro. Podniosła się do pozycji siedzącej. Wiedziała, że na razie nie zaśnie. W jej głowie kłębiło się zbyt wiele myśli. Powoli się podniosła i usiadła w wejściu namiotu. Musiała przyznać, że teraz z nogą jest o wiele lepiej. Wpatrywała się w rozgwieżdżone niebo. Pamięta, jak kiedyś siedziała z rodzicami i wypatrywali spadających gwiazd. Żadna nie spadła, ale chwile, które z nimi spędziła, były bezcenne. Tak bardzo chciała ich teraz przytulić, a oni powiedzieliby, że wszystko będzie dobrze, ale jak na razie to tylko marzenie. Oczy jej się zaszkliły. Nie chciała pozwolić, aby łzy zaczęły płynąć po jej policzkach. Musi sprawiać wrażenie silnej dziewczyny. Chociaż, jaki to ma sens, skoro tak nie jest? Wrażliwość towarzyszy jej, od kiedy pamięta. Teraz pozwoliła łzom się wydostać. Zakryła twarz dłońmi. Nagle poczuła, jak ktoś łapie jej ramię. Natychmiast się odwróciła. Za nią stał Draco.
               – Też nie możesz spać? – zapytał.
        Pokiwała twierdząco głową. Chłopak usiadł koło niej. Ta wytarła swoje oczy. Niepewnie objął ją ramieniem. Dziewczyna nie zrzuciła jego ramienia. Przeciwnie, poczuł, jakby jej mięśnie nieco się rozluźniły.
               – Wszystko dobrze się skończy. – Próbował ją jakoś pocieszyć.
         Szatynka nic nie odpowiedziała, tylko popatrzyła się w szare oczy chłopaka. Niby pozbawione emocji, ale kiedy się przyjrzała, dostrzegła niepokój i poczucie winy. Patrzyli sobie w oczy. Nic nie mówili. Nie potrzebowali słów. Teraz były tylko zbędne. Draco przysunął ją bliżej siebie. Nie opierała się. Co prawda, zdziwił ją ten gest, ale nie miała mu tego za złe. W tym momencie potrzebowała drugiej osoby. Nie sądziła tylko, że tą osobą okaże się Draco Malfoy. Siedzieli tak kilka minut. Hermiona oddała się w objęcia Morfeusza. Chłopak zaniósł ją na swoje posłanie i przykrył kocem. Sam również się położył i zasnął równie szybko, jak dziewczyna.

Hej, kochani :)
Za wami już kolejny rozdział :) Przepraszam was, że dopiero dziś, ale powiem szczerze, ciężko mi się go pisało. Miałam na niego pomysł, ale nie wiedziałam, jak to wszystko ująć.
Chciałam was również poinformować, że rozdziały będą się pojawiały co 3 tygodnie.
Do was idą również podziękowania. Dziękuję wam za 2800 wyświetleń ;* Nie spodziewałam się, że na tym blogu tak szybko wybije tyle wejść.
Dzisiaj krótsza notka, bo w sumie, co miałam napisać, to napisałam.
Mam nadzieję, że rozdział wam się podobał :) Zapraszam do komentowania. Każdy komentarz daje dużo motywacji do pisania ;)
Pozdrawiam, zakręcona01 ;*

P.S. Jak wam mijają wakacje? ;)

9 komentarzy:

  1. Kurczę, dadałaś go jak akurat żegnam się z netem! Będę miała czas na przeczytanie prawdopodobnie w czwartek, chyba że uda mi się dorwać do kompa szybciej i nadrobię ostatnie posty. Ostatnio skupiłam się na swoim blogu i mam mase zaległości w czytaniu :(
    Do napisania jak wrócę do domu :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękny rozdział. Draco pocieszający Mionę. Ja uwielbiam ich i oni tu są xD
    Życzę dużo weny i czekam na następny :)
    All the love xxx

    OdpowiedzUsuń
  3. Heyooo!
    Rozdziały co trzy tygodnie? Bee ;-; Akurat następny będzie w tygodniu, w którym nie ma mnie w domu. Ech...
    Gratuluję 2800 wyświetleń! Mam nadzieję, że już zaniedługo dobijesz 10 000.
    Rozdział czytało mi się tak jakoś inaczej. W pozytywnym sensie, oczywiście. Różni się on od pozostałych- nie umiem dokładnie określić jak, ale się różni. Trzymaj tak dalej!
    Ogółem, jestem wredną osobą, dlatego miałam nadzieję, że kilka pszczół ją ukąsi. Wybacz, Hermiono! I tak cię dalej uwielbiam!
    W końcu poszukiwanie horkruksów idzie naprzód. Mówiłam, że jakby to Draco zamiast Rona byłby w Trójcy, to wszystko szłoby lepiej, szybciej?
    Nawet ja nie potrafię przyzwyczaić się do tego, jak Draco mówi na Wybrańca "Harry". To takie dziwne. Przeczytałam tyle fickow, w których się przyjaźnią, że nie powinno mnie to dziwić. A jednak.
    Przepraszam za wszelkie błędy- piszę komentarz na telefonie. Jak wolę czytać rozdziały na komórce, tak preferuję komentowanie na komputerze.
    Właśnie mi uswiadomilas, że już połowa wakacji za nami, a ja nic nie robię. No dobra Edzia, czas się wziąć za nocne spacery! Chociaż i tak pewnie na checiach pozostanę. Uch...
    Pozdrawiam i życzę dużo, dużo weny na kolejny rozdział,
    CanisPL

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej :)
      Cieszę się, że rozdział się podoba :D
      Mi też nie pasuje, jak Draco zwraca się do Harry'ego po imieniu, ale jakby nie patrzeć mają ze sobą spędzić kilka miesięcy i nie najlepiej byłoby, gdyby do siebie mówili po nazwisku :P
      Ja również wolę czytać rozdziały na telefonie, a komentować na komputerze xD
      Również pozdrawiam ;*

      Usuń
  4. Cześć! :)
    Przepraszam, że tyle zajęło mi dotarcie tutaj, ale dwa dni w ogóle nie było mnie w domu, a potem jakoś nie miałam czasu.
    Rozdział przeczytałam bardzo szybko, naprawdę dobrze wyszło Ci opisanie wszystkich uczuć i emocji. :)
    A jednak, Malfoy idzie z nimi. :O Ja nie mogę, nie potrafię sobie tego wyobrazić haha :D Przecież to będzie takie... dziwne i niemożliwe, tak samo jak to, że Draco mówi teraz do Harry'ego po imieniu! :O
    Nie mogę się doczekać, kiedy udają się do domu Syriusza, ech. Kurczaczki, no, ale że tak bez Rona? No nie dociera to do mnie xd
    Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział i życzę mnóstwa weny! <3
    Pozdrawiam! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz ^^
      Jak już wcześniej napisałam, mi też dziwnie jest się przestawić, że Draco mówi do Harry'ego po imieniu :P
      Cieszę się, że ci się podoba :)
      Również pozdrawiam ;*

      Usuń
  5. Hejka!
    Wowow, ten rozdział podobał mi się chyba najbardziej ;) Genialnie przedstawiasz Dracona, mówiłam to już? XD
    Kiedy wyobraziłam sobie, jak Malfoy wypowiada imię Harry... to było dziiiwne :D W sumie totalnie nie mogłam sobie tego wyobrazić, jeśli mam być szczera :P
    W tym rozdziale pojawiło się dosyć sporo powtórzeń, ale jeżeli chodzi o błędy... to tyle, nic więcej nie znalazłam;)
    Mam nadzieję, że odpłaciłam Ci się za Twoje superowe komentarze, które zostawiłaś u mnie :D!
    Oczywiście na pewno zobaczysz jeszcze kiedyś mnie na tym blogu, ale nie mogę Ci obiecać, że będę komentować każdy rozdział :/ Mimo to nie myśl sobie, iż już Cię opuszczam! Co to, to nie XDXD
    Pozdrawiam i życzę maksymalnej ilości weny <3!!1

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci za wszystkie komentarze ^^
      Nie spodziewałam się, że aż tak spodoba Ci się sposób przedstawienia Draco :P
      Zawsze myślałam, że to właśnie nie całkiem mi wychodzi, a tu w prawie każdym twoim komentarzu piszesz, że fajnie mi to idzie ;)

      Usuń