5 grudnia 2016

Jedenasty rozdział


               Typowy jesienny dzień – kolorowe liście, zachmurzone niebo zwiastujące, że za chwilę spadnie deszcz, a także ludzie chodzący ubrani w płaszcze, kurtki, którzy przygotowani są na każdą niepogodę. To właśnie zaobserwowała Suzanne, siedząc przy oknie. Ostatnio rzadko wychodziła, w tamtym tygodniu tylko kilka razy. Nie chodziło o to, że nikt nie kazał jej chodzić po dworze, ale sama nie miała na to ochoty. Wolała usiąść w fotelu i zagłębić się w lekturze. Tak, Suzanne darzyła książki dużą sympatią. Widziała niezrozumienie w oczach domowników, chociaż uważała to za dziwne, bo Hermiona prawie cały czas siedziała z nosem w książce, a ona w porównaniu do niej spędzała go bardzo mało. Pamiętała, jak była w sierocińcu. Dzieci dziwnie się patrzyły, gdy oddawała się swojemu ulubionemu zajęciu. Nie należało to do najmilszych, ale cóż. Nie potrafiła sobie odmówić czytania. W pewnym momencie okazało się, że książek, których nie przeczytała, zostało naprawdę niewiele. Dopiero wtedy zaczęła chodzić do biblioteki, tak ukochanego przez dziewczynkę miejsca. Dzieci często przezywały ją od mola książkowego, aczkolwiek to nie przeszkadzało Suzanne. To określenie do niej pasowało. 
                 Z tych przemyśleń natchnęło Suzanne do oddania się swojej ulubionej czynności. Wiedziała, iż gdzieś w domu rodziny Black znajduje się jakaś biblioteczka i nie myliła się. Już po chwili ją odnalazła i wybierała kolejną lekturę. Tytułów było pełno, więc miała z czego wybierać. Zdecydowała się na tę o zaklęciach. Zawsze ją to ciekawiło, ale niespecjalnie zgłębiała tę wiedzę, z resztą nie miała jak. W sierocińcu znajdowały się same mugolskie książki.
                Już słowa pierwszej strony książki zaabsorbowały dziewczynkę. Uwielbiała zdobywać nową wiedzę, a zaklęcia takie jak na przykład Alohomora czy Wingardium Leviosa mogą przydać jej się w życiu. Ćwiczyła ich wymawianie oraz za pomocą ołówka kreśliła w powietrzu odpowiednie gesty.
                Wychodziło jej to coraz lepiej, ale nie odważyłaby się na razie czarować naprawdę. Nagle naszła ją ochota podzielenia się nowymi dla niej informacjami z Hermioną. Zabrała jeszcze książkę i szybko pobiegła na górę, i wpadła z wielkim uśmiechem na ustach do pokoju szatynki. W ciągu tych kilku godzin znacznie jej się poprawiło. Może nie na tyle, żeby była w pełni sprawna, ale na pewno nie zdarzały się momenty, kiedy nie umiała oddychać oraz co chwila odczuwała spazmy bólu.
                Po prostu spała. Pogrążyła się w głębokim śnie.
                Suzanne wpadła do pokoju i szybko usiadła na stołku. Czekała, aż Hermiona się obudzi. Nie wiedziała, ile czasu to zajmie. Była gotowa czekać.
                Do pokoju zaglądnął Draco. Nie umknęło to uwadze Suzanne.
                – Ja tylko… – Zaczął, a dziewczynka uniosła jedną brew.
                Widziała, że Ślizgon martwi się o Hermionę. Może tego nie mówi, ale widać, iż co jakiś czas zagląda do jej pokoju oraz się dziwnie zamyśla. Suzanne zauważyła to, nie jest przecież głupia.
                Na twarzy dziewczynki pojawił się ciepły uśmiech zapraszający Draco do środka.
                Niepewnie wszedł. Oparł się o komodę stojącą przy ścianie, założył ręce na piersi.
                Nie miał zielonego pojęcia, o czym ma mówić. Rozmowa się nie kleiła. Po prostu ciężko nawiązywał nowe kontakty. Chociaż, czy tak trudno? Przez te kilka tygodni w swego rodzaju sposób „przyzwyczaił” się do obecności Hermiony. Nawet mniej go irytowała, jednak nie znaczyło to, że ją polubił. Dalej pozostawała dla niego „Panną Mądralińską”. Kiedyś ją tak nazwał. Kłócili się o jakąś drobnostkę.
                Upierała się, jak zwykle, przy swoim, ale Draco był pewien, iż nie ma racji. Do rozejmu doszli dopiero wtedy, gdy Harry sprawdził rozwiązanie w jakiejś książce i wyszło na to, że Hermiona miała rację. Oczywiście, gdzieś uświadamiał sobie, iż może jej nie mieć, bo gdyby rzeczywiście tak było, nie kłóciłaby się z nim.
                Często sobie dogryzali, jednak bardziej wyglądało to na koleżeńskie spięcia niż kłótnie pomiędzy odwiecznymi wrogami. Cała ich relacja uległa wielkiej zmianie, i to z pewnością na lepsze. Potrafili razem przebywać w jednym pomieszczeniu, nie rzucając w siebie zaklęciami, co raz im się zdarzyło, oraz obraźliwymi wyzwiskami. Czasami Draco miał na końcu języka słowo „Szlama”, ale coś go powstrzymywało od powiedzenia tego. Może dlatego,  że nie chciał sprawić Hermionie przykrości.
                Z zamyślenia wyrwał go pstryknięcie palcami Suzanne.
                – Hej, kontaktujesz? – Spojrzała na niego pytająco.
                Kiwnął twierdząco głową.
                – Co taki zamyślony jesteś?
                – Nie wiem, tak jakoś po prostu. – Wzruszył ramionami. Ostatnio nachodziło go dużo refleksji i oddalał się myślami gdzieś daleko stąd, ale nie sądził, że widać to jak na dłoni.
                Nastała cisza. Nie była niezręczna. Wiedzieli, że w każdej chwili mogą się do siebie odezwać, i tak zrobiła Suzanne.
                – Jaki jest twój ulubiony kolor?
                Spojrzał na nią z niezrozumieniem.
                – Jaki jest twój ulubiony kolor? – Powtórzyła pytanie.
                Niby proste pytanie, ale słowa jakby ugrzęzły w jego gardle.
                – Odpowiesz?
                Zamrugał kilkakrotnie.
                – Zielony.
                Dziewczynka pokiwała powoli głową i uśmiechnęła się subtelnie.
                – A twój? – zapytał po kilku sekundach.
                – Żółty – odpowiedziała. – Ale nie taki ostry, pastelowy odcień.
                Znowu o niczym nie rozmawiali, Suzanne widocznie to niecierpliwiło. Kiedy już poznała Harry’ego, Draco i Hermionę, otworzyła się.
                – Masz jakieś hobby?
                – A co to? Sto pytań do?
                Suzanne lekko poirytowały te słowa, aczkolwiek i tak postanowiła skupić swoje spojrzenie na Ślizgonie, aby wprawić go w lekkie zakłopotanie, a ten pod jego wpływem powiedział:
                – Quidditch. Wystarczy ci taka odpowiedź?
                Suzanne zeszła ze stołka i podeszła do parapetu, przesunęła doniczki z uschniętymi już w kwiatkami, następnie usiadła na nim. Nogi podparła o ścianę.
                – Czemu nie chcesz rozmawiać? – zapytała bez owijania w bawełnę.
                Już po wyrazie warzy chłopaka widać, że nie ma ochoty na pogawędkę, a Suzanne nie jest głupia. Potrafi odczytać czyjeś emocje nawet po drobnych gestach. Zauważyła, że gdy Harry się denerwuje, porusza palcami, Draco marszczy brwi, Hermiona natomiast marszczy nos.
                – A czemu cię to interesuje?
                Nie wiedziała, co odpowiedzieć. W sumie czego mogła się spodziewać? Na pewno nie tego, że teraz zacznie przed nią wylewać swoje żale i wszystkie emocje. Może źle postąpiła, zadając to pytanie.
                – Jeśli będziesz chcieć porozmawiać, to się nie krępuj. – Uśmiechnęła się słabo i wyszła z pokoju.
                Draco natomiast został w pokoju Hermiony. Chciał po prostu tam posiedzieć, mimo że i tak nie miał z kim porozmawiać.
                Czasami lubił przebywać w samotności. Wtedy nikt nie zawracał mu głowy, a sam mógł oddalić się gdzieś myślami. Nie znaczy to również, iż był aspołeczny.
                Często dręczyły go myśli, jakby potoczyło się jego życie, gdyby zabił Hermionę. Na samą myśl o tym przebiegły mu ciarki po plecach. Teraz sobie tego nie wyobrażał. Powtarzał sobie, że nie zabił Hermiony, ponieważ dręczyłyby go wyrzuty sumienia i była to prawda. Nie był w stanie zabić nikogo, nawet osoby, którą szykanował przez kilka lat. Przekraczało to jego możliwości.
                Pewnie, gdyby ją zabił, byłby w szeregach Voldemorta, później nie wiadomo, jakby się potoczył jego los. Mógłby nawet już nie żyć. Jego życie zależałoby wtedy od humoru Czarnego Pana, a z tym bywało różnie. Jeden mały błąd i ktoś mógł wąchać kwiatki od spodu.
                Z zamyślenia wyrwało go uderzenie dłoni Granger o szafkę. Walnęła dosyć mocno i się obudziła. Syknęła z bólu i złapała się za dłoń.
                Dopiero po chwili zauważyła, że uważnie obserwuje ją para szarych oczu.
                Uniosła jedną brew w geście zdziwienia. Nie mogła uwierzyć, iż wraz z nią w pokoju siedzi Draco.  Może i przyniósł jej odtrutkę, ale myślała, że to Harry wysłał go po nią. Trudne do uwierzenia było, że z własnej woli pojechał nie wiadomo gdzie specjalnie, aby ją uratować.
                – Co ty tu robisz? – zapytała ze zdziwieniem na twarzy.
                – Siedzę.
                – Tyle to widzę – mruknęła. – Ale czemu, do jasnej cholery, akurat ty tutaj siedzisz?
                – Miła jak zawsze. – Uśmiechnął się kpiarsko.
                – Sarkastyczny jak zawsze – odparła, naśladując jego ton głosu.
                Draco zacisnął wargi w wąską linię, Hermiona zauważyła spięcie na jego twarzy, jednak zignorowała to i chciała wstać.
                Czuła się w miarę dobrze, naprawdę jej się polepszyło. Ból ustał i po części zregenerowały się jej siły. Może do doskonałego stanu brakowało dużo, ale porównując stan sprzed kilku godzin, było wspaniale.
                Przez ponad tydzień nie wychodziła z tego pokoju. Cały czas leżała w łóżku, więc nie dziwne było, iż chciała chociaż na chwilę wyjść z pomieszczenia. Odkryła się spod kołdry i usiadła, stawiając nogi na podłogę.
                Draco uważnie obserwował jej ruchy. Wszystkie te czynności wydają się Hermionie obce, jakby nigdy nie miała z tym styczności.
                Założyła jeszcze szlafrok.
                – Powinnaś leżeć.
                Hermiona prychnęła na te słowa i nie dostosowała się do rady Ślizgona, wstała. Jej nogi nie wytrzymały i już miała upaść, jednak nie poczuła żadnego uderzenia.
                Draco w ostatniej chwili ją złapał. Trzymał ją na rękach, a ona się zaczerwieniła. Głupio się czuła.
                – Widzisz? Mogłaś nie wstawać.
                – Tak, tak, panie lekarzu – sarknęła. – A czy mógłbyś mnie łaskawie postawić na ziemię?
                Popatrzył na nią i uniósł jedną brew.
                – Przecież ty nie ustoisz nawet dziesięciu sekund.
                – A założymy się? – Patrzyła hardo w jego oczy. – Chcę iść na dół.
                – Dobry żart, Granger.
                Posadził ją na łóżku.
                – To pomóż mi.
                – Magiczne słowo.
                – Hokus-pokus… – sarknęła. – Nie wkurzaj mnie, Malfoy! – zirytowała się.
                – Dobra, powiedzmy, że może być.
                Podał jej kulę, drugą ręką złapała się jego łokcia. Nie mógł uwierzyć w determinację Hermiony. Chociaż, gdyby był na jej miejscu, pewnie zachowywałby się podobnie. W sumie ile można leżeć w łóżku?
                Przeszli cały korytarz bez problemu, natomiast ten pojawił się, gdy doszli do schodów. Hermiona próbowała sobie jakoś z tym poradzić, ale za bardzo jej to nie wychodziło. Stawiała powoli nogi na schodkach, podtrzymując się Draco. Raz prawie spadła, jednak na szczęście blondynowi udało się ją złapać. Przeprawa przez schody zajęła im z pięć minut. To i tak sukces, że to się udało, bo Draco spodziewał się, iż będzie o wiele gorzej.
                Weszli do kuchni. Hermiona miała kropelki potu na czole. Przeprawa przez schody ją zmęczyła. Naprawdę ciężko szło się, gdy w jednej ręce miała kulę, a nogi jak z waty. Gdyby Draco jej nie podtrzymywał, zrobiłaby sobie krzywdę. Ba! Nawet by tam nie doszła.
                Gryfonka usiadła na krześle. Dopiero po chwili zauważyła, że obok niej siedzi Harry oniemiały całą sytuacją. Już pomijał fakt, iż przyszła tu w towarzystwie Draco, ale jak ona doszła aż tutaj. „Przecież ona jeszcze nie doszła do siebie!”, myślał gorączkowo Harry, ale nie chciał martwić tymi słowami przyjaciółki.
                – Ale… jak?
                Hermiona uśmiechnęła się ciepło.
                Nie wyglądała jak wcześniej. Bardzo wychudła i zmarniała. Osoba, która nie zna sytuacji, mogłaby powiedzieć, że jest anorektyczką. Oczywiście, po podaniu odtrutki jej stan się polepszył, aczkolwiek i tak skutki dostania się do organizmu Hermiony jadu chimery były naprawdę widoczne.
                – Jak się czujesz? – zapytał od razu Harry.
                Szatynka wiedziała, iż spadnie na nią fala pytań o jej samopoczucie.
                – Dobrze.
                Odpowiedź Hermiony zaskoczyła Wybrańca.
                Nie chciała narzekać, po prostu nie należała do tych osób, które użalają się nad swoim losem czy stanem zdrowia.
                Do kuchni weszła Suzanne. Słyszała tę krótką wymianę zdań z pokoju obok, więc postanowiła zobaczyć, co się dzieje. Gdy weszła, oniemiała, widząc Hermionę.
                W oczach dziewczynki stanęły łzy. Popędziła ją uściskać.
                Szatynka nie wiedziała, co ma zrobić. Tyle razy rozmawiała z Suzanne. Mimo że zna ją tylko od kilku tygodni, czuje, jakby znała ją od kilku lat.
                Po prostu objęła ją ręką i gładziła po włosach. Trwały tak kilkanaście minut. Suzanne cicho łkała w ramię Hermiony, zaś ona po prostu była. Nie potrzebowały słów. Przez tę chwilę pokazały wszystko to, co męczyło je przez te kilka dni.
                Draco przerwał dziewczynom chrząknięciem.
                „Ty to masz wyczucie, chłopie”, pomyślał Harry i spojrzał wymownie na blondyna.
                Suzanne odsunęła się od Hermiony i otarła łzy.
                – To, ja może zrobię herbatę. – Zaproponował Harry.
                Już po chwili na stole stały cztery kubki parującego napoju. Każdy wziął po jednym. Hermiona zrobiła łyk. Uwielbiała to uczucie, gdy przyjemne ciepło rozchodziło się po jej ciele.
                – Nie jesteś zmęczona, Hermiono? – zapytał Harry.
                – Trochę, ale nie jest źle.
                – To może się jeszcze położysz – zaproponował Wybraniec.
                „Ile można leżeć?”, pomyślała, ale nie odezwała się. Już niech mu będzie. Wstała z krzesła i podparła się o kulę. Draco podał jej ramię, żeby miała się jak podtrzymać i poszli na górę. O dziwo do góry szło się o wiele szybciej i prościej niż w dół, jednak dojście do pokoju Hermiony i tak ją zmęczyło.
                Tak, jak chciał jej przyjaciel, położyła się, jednak nie mogła tego wytrzymać.
                – Na Merlina! Jak ja nienawidzę leżeć! – Poderwała się, usiadła na łóżku, mając nogi pod kołdrą.
                Draco uśmiechnął się na te słowa. Sam miałby dość, gdyby leżał przez kilka dni.
                – Nie dziwię ci się – powiedział. – Ileż można?
                Ich spojrzenia na chwilę się spotkały. Patrzyli sobie chwilę w oczy. Draco przerwał.
                – Musisz wziąć eliksir. – Podszedł do szafki, wziął eliksir i nalał kilka kropel na łyżeczkę, a następnie podał Hermionie.
                Ta skrzywiła się na ten smak, ale przełknęła to.
                – Fuj! Ohyda… – Wzięła łyk wody, żeby nie czuć tego smaku w ustach.
                Na języku dalej miała odczucie, jakby zjadła jakiegoś robaka z domieszką trawy. Dlaczego wcześniej tego nie czuła? Może po prostu przez ból nie myślała, jak smakuje ten eliksir.
                – Aż tak niedobry? – zapytał Draco z lekkim uśmiechem na twarzy.
                – Tak – odpowiedziała. – Z czego się cieszysz?
                – Z twojej miny, jak to wzięłaś.
                Uniosła brwi spojrzała zirytowana na Draco.
                – Skąd to w ogóle wziąłeś? – zapytała po chwili.
                – Długa historia.
                – Opowiadaj. – Zachęciła go.
                Opowiedział o wszystkim, co się działo. O tym, jak trafili do ministerstwa, teleportowali się do Stanów Zjednoczonych, później zdobyli odtrutkę i o sytuacji, która spotkała ich w punktach teleportacyjnych.
                – Chwila… – Przerwała mu Hermiona. – Co to są te punkty teleportacyjne?
                – To takie… urządzenia. Wybiera się miejsce, do którego chcesz się przenieść i się tam teleportujesz, po prostu. I nie kręci się tak w głowie, jak się tym teleportuje.
                – Naprawdę?
                – Serio.
                Nie wiedzieli, o czym rozmawiać, Hermionę nurtowało jedno pytanie.
                – Chciałeś mi pomóc?
                Draco nie zawahał się nad odpowiedzią.
                – Tak.
                Patrzyła na niego wyczekująco, żeby rozwinął wypowiedź.
                – Nie mogłem patrzeć, jak się męczysz, Granger. Widziałem dużo… Ale… – Zabrakło mu słów. – Może inaczej. Nie mogę patrzeć na czyjąś krzywdę, a na pewno nie kogoś, kogo lubię.
                Hermiona wytrzeszczyła oczy
                – Czy ty właśnie powiedziałeś, że mnie lubisz?
                – Niechcący. – Na te słowa Gryfonka prychnęła pod nosem. – Ale tak, lubię cię.
                – Ale chyba denerwować – dodała.
                – Też.
                – Nie wierzę, Draco Malfoy powiedział przed chwilą, że lubi Hermionę Granger.
                – Może i jesteś irytująca i złośliwa, ale jest chociaż z kim porozmawiać na jakimś poziomie w tym domu.
                Hermiona zmierzyła go wzrokiem.
                – Czy ty właśnie powiedziałeś, że Harry i Suzanne są głupi?
                – Nie, Suzanne nie jest głupia.
                Hermiona skrzywiła się, jednakowoż nie skomentowała tych słów. Zawsze ją zastanawiało, dlaczego Malfoy tak bardzo nie lubi Harry’ego. Nawet ją polubił, co okazało się dla niej niemałym zaskoczeniem. Miała co do tego mieszane uczucia. Z jednej strony nienawidzili się od pierwszego roku, a tutaj nagle w miesiąc się znoszą. Nie może powiedzieć, że go lubi, bo denerwują ją te jego docinki, ale chociaż nie skaczą sobie do gardeł.
                Chciała się go zapytać, dlaczego tak go nie lubi, nie mniej uważała, że to jeszcze nie odpowiedni moment. Nie znali się na tyle, żeby zwierzać się sobie nawzajem.
                – Co się tak na mnie patrzysz? – zapytał w końcu Draco.
                – Nie jesteś zły. – Uśmiechnęła się subtelnie.
                Widziała to w jego oczach. Pierwszy raz widziała w tych jego szarych tęczówkach radość. Nie wiedziała, co ją spowodowało, ale była zadowolona. Nienawidziła, gdy ktoś się smucił, jednak też nigdy nikomu tego nie wytykała. Są różne sytuacje, nie można tak po prostu powiedzieć komuś „Nie martw się”, bo sama nie lubi tego słuchać, gdy coś ją trapi.
                – Czemu tak sądzisz?
                – Widzę to. – Założyła pasmo włosów za ucho. – Zmieniłeś się.
                – W kilka tygodni?
                Hermiona wzruszyła ramionami.
                –Nie wiem.
                Znowu nastała chwila ciszy. Draco wyszedł z pomieszczenia, zostawiając Hermionę ze swoimi myślami sam na sam.
                Gryfonka miała teraz mętlik w głowie i starała się go uporządkować. Tak wiele niespodziewanych sytuacji spadło na nią tego dnia. Przez to wszystko znowu zachciało jej się spać. Położyła się, ale nie umiała zasnąć. Kręciła się z boku na bok, poprawiała kołdrę, poduszkę. Coś nie dawało jej zasnąć.
                Dopiero po pół godziny zasypiała.
                Usłyszała jeszcze ciche skrzypnięcie drzwi.
                – Dobranoc. – Dobrze znała ten głos.
                „Dobranoc”, odpowiedziała w myślach i oddała się w objęcia Morfeusza.


Dziękuję Sovbedlly [klik] za zbetowanie rozdziału. :)


Hej, kochani :)
W końcu przychodzę do was z kolejnym rozdziałem.
Miał pojawić się tydzień temu, ale się rozchorowałam. :/ Nawet nie wiecie, jak się cieszę, że w końcu wam wstawiłam rozdział.
Jest krótszy, ale mi się podoba. Może ewentualnie jest trochę nudny. Nie chciałam nie wiadomo jak przedłużać.
Chciałam wam bardzo serdecznie podziękować za ponad 8000 tysięcy wyświetleń. ;*
Jak również zauważyliście zmieniłam szablon. Potrzebowałam jakiejś odmiany, a że jeszcze w miarę posługuję się css'em, to przysiadłam i zmieniłam. Jak się podoba? Powiem szczerze, że mi bardzo. :D
Chciałam również zaprosić was na konkurs, który pojawi się jutro na Księgozbiorze Hogwartu [klik]. Dostałam się tam do załogi i razem z Nath organizujemy go. 
To już chyba wszystko.
Jeśli rozdział wam się podobał, nie zapomnij o pozostawieniu po sobie śladu w postaci komentarza. Każdy motywuje do dalszej pracy.
Pozdrawiam! :)

8 komentarzy:

  1. Hej :)
    Jak dobrze, że z Hermioną już lepiej. Mam nadzieję, że wkrótce wrócą jej wszystkie siły.
    Czyżby to Draco mówił 'Dobranoc'?
    Bardzo podoba mi się relacja między Mioną a Draco. Nic nie dzieje się za szybko i to jest to co lubię :D
    Oby tak dalej!
    Życzę weny :)

    Pozdrawiam
    Meryem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że rozdział się podoba. :D
      A na razie nie powiem, kto mówił "Dobranoc". :>
      Właśnie nie chcę, żeby relacja między nimi rozwinęła się zbyt szybko (ale mam wrażenie, że i tak za szybko) i takie BUM! Nagle miłość. Niech to trochę potrwa. ;)
      Również pozdrawiam!

      Usuń
  2. Cześć! Kochana, super rozdział. Już czuję romans w powietrzu. Mam nadzieję, że sytuacja będzie się rozwijać powoli. Draco i Hermiona oboje mają niezłe charaktery więc..., ciekawie się zapowiada.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi, że rozdział się podoba. :D
      Nie chcę jeszcze rozwijać wątku miłosnego, ale chyba to jest silniejsze ode mnie. :P Ma być dopiero za kilka(naście?) rozdziałów, a jak na razie staram się trzymać swojego postanowienia.
      Ale mogę obiecać, że będzie ciekawie. :D

      Usuń
  3. Heyo!
    Ja tam nie uważam, żeby rozdział był nudny. Wyjaśnił on kilka rzeczy, a tak dokładnie to relacje między Draco a Hermioną. Ale może zaraz do tego przejdę.
    Ogólnie ładnie opisalas atmosferę w tym rozdziale. Wydaje się ona w pewien sposób lekka, jak i równocześnie ciężka, gdyż takie rozmowy jakie przeprowadzają Draco i Hermiona nie można nazwać lekkimi. O nie, one na pewno do nich nie należą.
    Trochę zabrakło mi głębszego opisu podczas spotkania Suzanne i Hermiony. Chodzi mi głównie o tę scenę, kiedy się przytulily. Za mało było uczuć, przez co ten moment wydawał się nieco suchy.
    Poza tym dalej nie mogę się nadziwić takimi relacjami Suzanne i Hermiony. Są one lepsze niż tejże Gryfonki i Harry'ego! Nie żeby to było źle, bo uwielbiam te momenty, kiedy traktują się jak siostry. Kocham tą dwójkę ^^
    Wciąż czekam na Draco/Hermiona :/ To już jedenasty rozdział, a ich dalej brak. No come on, już nie mogę się doczekać kiedy coś między nimi zaiskrzy. Będzie tak medżik *.* Dawno nie widziałam, żeby jakakolwiek inna dwójka miała aż tak pokręcone relacje. Z jednej strony się ledwie akceptują, a z drugiej są w stanie skoczyć dla siebie w ogień. Plus za to, że jest to bardzo realne. Żadna relacja nie jest tak prosta w życiu, a Ty to dobrze ukazujesz :D
    Gratuluję ponad 8k wyświetleń! Będzie jakaś miniaturka na 10k?
    Pozdrawiam i weny życzę!
    CanisPL

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że rozdział się podoba :D
      W sumie chciałam utrzymać taką atmosferę - jednocześnie lekką i ciężką - co wyklucza się nawzajem, ale cóż. xD
      Nie chcę za bardzo zdradzać nic więcej o relacjach Suzanne z innymi bohaterami, bo mogłabym przez przypadek zdradzić coś, co na razie nie powinno ujrzeć światła dnia.
      Co do Draco i Hermiony... To chcę rozwinąć wątek miłosny dopiero za jakiś czas, jak stwierdzę, że to odpowiedni moment, a to może trochę potrwać. xD Oj, ja zła... Trzymać tak czytelników w niepewności. :>
      A ich relacja to już w ogóle zagmatwana do reszty. xD Chciałam, to mam i muszę się trochę nagimnastykować, żeby to później miało jakikolwiek sens.
      A chciałam przygotować coś na 10 tys. wyświetleń, ale jak zawsze mam pomysły, tak teraz nie mogę niczego kreatywnego wymyślić. :P
      Również pozdrawiam!

      Usuń
  4. Cześć, cześć! :D
    Uch, nie mam pojęcia, jak usprawiedliwić swoją strasznie długą nieobecność, więc może nie będę się zbytnio nad tym rozwodzić, po prostu przejdę do komentarza. Ostatnio musiałam poukładać sobie sporo ważnych spraw w życiu, ale mimo wszystko już jestem.
    W rozdziale może niewiele się dzieje, ale nawet nie wiesz, jak przyjemnie mi się go czytało. Był taki wyciszający, kochany. W ogóle zauważyłam, że z rozdziału na rozdział coraz lepiej idzie Ci pisanie i oddawanie bohaterów, co jest na naprawdę duży plus. Uwielbiam Draco w Twoim wykonaniu, jest taki genialnie sarkastyczny i wyrafinowany.
    Cieszę się, że Hermionie już się aż tak polepszyło. Mam nadzieję, że skutki jadu chimery już niedługo opuszczą ją na zawsze... Chociaż z drugiej strony, Draco tak pięknie się nią opiekuje, że na pewno nie znosi tego aż tak źle.
    Aww, niby tylko pomógł jej zejść ze schodów, ale ja się rozpłynęłam. To było takie kochane. A potem ta ich rozmowa... Niby bardzo powoli, ale widzę, że już coś pomiędzy nimi zaczyna się dziać. Nie mogę się doczekać, kiedy ich relacja bardziej się rozwinie.
    A te "dobranoc" na końcu... Musiałam się pozbierać spod krzesła, haha, tak mnie to rozczuliło. :D
    Mam jeszcze cichutką nadzieję, że Malfoy przekona się do Harry'ego, no cóż ten człowiek mu zrobił?
    Jeszcze raz bardzo przepraszam za zwłokę, kochana, czekam teraz bardzo niecierpliwie na kolejny rozdział i postaram się go dużo szybciej skomentować i przeczytać! <3
    Ach, bym zapomniała! Jaki cudowny szablon, taki przyjazny i schludny, aż przyjemnie popatrzeć. :D
    Pozdrawiam serdecznie oraz życzę Ci Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku! <3
    PS. Zapraszam serdecznie na nowy rozdział, w końcu udało mi się go opublikować!
    for-one-more-chance.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że rozdział się podoba. :D
      Z tym jadem chimery to nie będzie aż tak prosta sprawa, ale wszystko się wyjaśni w kolejnych rozdziałach.
      Zdradzę, że już powoli coś się będzie działo między Draco a Mioną ;)
      Powiem szczerze, że to "Dobranoc" nie wiadomo, kto powiedział, także to nie jest aż takie proste. ;D

      Bardzo się cieszę, że szablon się podoba. Zależało mi, żeby ładnie wyszedł, i powiem szczerze, że bardzo szybko i przyjemnie mi się go robiło. ;) Pewnie niedługo się znudzę i wykombinuję coś nowego, ale to w przyszłości.

      I, na koniec, nie ma za co przepraszać. ;) Nie ma się wpływu na niektóre sytuacje, więc to zrozumiałe. ;)

      Również życzę Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku! :D

      Usuń