1 stycznia 2017

Dwunasty rozdział


                     Wpatrywała się w okno przesłonięte pożółkłą już firanką. Niespecjalnie dbano w tym domu o takie szczegóły. Stworek nie garnął się do pracy. Po śmierci dawnych domowników uznał, iż nie ma sensu, żeby sprzątać, skoro mieszka tu sam, a jemu bałagan nie przeszkadza. Nawet zasłona portretu Walburgi Black była brudna – gdzieniegdzie widoczne były plamy, nawet tłuszczu i błota. Ktoś mógłby powiedzieć, że w tym domu mieszkają jakieś niechlujne chochliki – w rzeczywistości Stworek. Kto by pomyślał, że skrzat domowy aż tak nie będzie dbał o porządek?
                Hermionie to przeszkadzało, ale sama nie miała siły, żeby posprzątać. Odczuwała jeszcze delikatne skutki jadu chimery. Od czasu do czasu bolała ją głowa, a także zaklęcia, nawet te najprostsze jak Alohomora czy  Lumos, straciły na mocy. Próbowała coś zdziałać, ale to na nic.
                Żeby poprawić sobie humor, chociaż po części, powtarzała, że i tak jest lepiej niż tydzień temu, bo rzeczywiście tak było. Na samą myśl o bólu spowodowanym przez truciznę po plecach Hermiony przebiegał nieprzyjemny dreszcz.
                Z zamyślenia wyrwał ją burczenie w jej brzuchu. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, jak jest głodna. Nie jadła nic od ponad dwóch dni. Po prostu nie miała ochoty. Harry i Suzanne czasami ją prosili, aby zjadła chociaż trochę, jednak ona uparcie odmawiała. Nie miała jadłowstrętu, tylko nic nie mogło jej przejść przez gardło.
                Wstała, chcąc zrobić sobie coś do jedzenia. Wyciągnęła nóż, chleb, który już lekko sczerstwiał, masło, ser i szynkę.
                Nagle wszystkie wspomnienia wróciły – wymazanie pamięci rodzicom, to jak Draco miał ją zabić, kłótnia z Weasleyami… Na tym się urwało. Po policzkach popłynęły jej łzy. Nóż, który trzymała w dłoni, wbiła w deskę do krojenia, dosyć mocno. Po małej części, rozładowała swój stres, ale to za wiele nie pomogło. Odsunęła krzesło i chciała usiąść, po drodze jeszcze niechcący strąciła wazon, stojący na stole. Westchnęła z irytacją. Przyklękła nad rozbitym wazonem, chcąc to posprzątać. Nawet nie fatygowała się, aby zrobić coś z tym za pomocą magii, wiedziała, że to i tak nie wyjdzie.
                Bez zastanowienia sięgnęła ręką po kawałki wazonu. Zaczęła je zgarniać, aż w pewnym momencie zapiekła ją skóra. Złapała się za nią i dostrzegła, iż rozcięła sobie prawą dłoń.
                – Super – mruknęła pod nosem. – Jeszcze tego mi brakowało! – Jej głos wyrażał irytację, i to dosyć dużą.
                W progu kuchni stanął Harry.
                Musiało to naprawdę źle wyglądać, bo wytrzeszczył oczy.
                – Hermiono, czy ty…?
                Szatynka klepnęła się lewą dłonią w czoło. Wcześniej nie pomyślała, że to tak wygląda – jakby się cięła.
                – Harry, to tylko tak źle wygląda.
                Wybraniec za pomocą różdżki posprzątał cały bałagan, a następnie oczyścił ranę i obandażował dłoń Hermiony.
                – To co się stało? – zapytał, odsuwając przyjaciółce krzesło.
                Hermiona usiadła i zaczęła mówić:
                – Niechcący zbiłam wazon.
                Musiało to zabrzmieć niezbyt przekonująco, bo Harry uniósł brwi i spojrzał na Hermionę wzrokiem „Mów prawdę, bo nie wierzę w to”.
                – Naprawdę. – Uderzyła obandażowaną dłonią o stół i syknęła z bólu.
                – Uważaj – powiedział Harry, patrząc Hermionie prosto w oczy. – I mów, co się stało naprawdę.
                Gryfonkę to naprawdę zirytowało. Może jej wersja brzmiała tandetnie, ale to była prawda. Co ma mu powiedzieć? Że się chciała pociąć, jeśli tak nie było? Nie.
                – Do cholery jasnej, Harry! – krzyknęła. – Mówię ci prawdę.
                Harry pokiwał twierdząco głową, nie chcąc denerwować przyjaciółki. Tak naprawdę wiedział swoje.
                Hermiona znowu podeszła do blatu, by zrobić sobie coś do jedzenia. Harry spojrzał na nóż wbity w deskę do krojenia, a następnie przeniósł pytający wzrok na dziewczynę.
                – Nie pytaj, Harry. – Wyciągnęła nóż z deski i ponownie robiła kanapkę.
                Zajęło jej to może z dwie minuty i zasiadła do stołu. Nie sądziła, że kiedykolwiek coś będzie jej tak smakowało. Jednak głód jest najlepszym kucharzem.
                Znowu wpatrywała się w okno i mimochodem jadła kanapkę.
                Za oknem znowu padał deszcz. Ostatnio była tylko taka pogoda. Słońce, które Hermiona tak uwielbiała, chowało się za ciemnymi chmurami. Chciała, żeby wyjrzało chociaż na moment. Może w końcu zmotywowałoby ją to do wyjścia na zewnątrz.
                Jej uwagę przykuła postać. Miała na sobie długą szatę – taką typową dla czarodziei.
                „O nie”, pomyślała. Nie wiedziała, czy ta osoba kieruje się na Grimmauld Place, jednakowoż dla bezpieczeństwa pobiegła do drzwi i zatrzasnęła wszystkie zamki. Draco z Harrym założyli dwa dodatkowe. Trochę się nad tym nakombinowali, koniec końców udało im się to. Ma to niby zapewnić im trochę większe bezpieczeństwo, ale Hermiona szczerze w to wątpiła, chyba tak samo jak chłopaki, ale nic się nie odzywała.
                Harry spostrzegł również tę postać przez okno i od razu za pomocą zaklęcia zasłonił wszystkie rolety.
                Pobiegli po schodach do góry. Hermiona wpadła do pokoju Suzanne, złapała ją za rękę, wyciągnęła na korytarz i pociągnęła za sobą.
                – Miona, co się…?
                Usłyszeli trzask jednego zamka.
                Weszli do pokoju Draco.
                – Malfoy, wstawaj – syknęła Hermiona.
                Akurat teraz musiał urządzić sobie drzemkę, a jak on zapadnie w sen, to dobudzenie go jest naprawdę ciężkie.
                Aguamenti! – wypowiedział zaklęcie Harry.
                Zadziałało od razu.
                – Co, do cholery?! – Wstał natychmiast z łóżka.
                Widząc miny reszty, spoważniał i nawet nikt nie musiał mówić, iż ma wziąć różdżkę.
                Zeszli w miarę cicho po schodach. Już lekko skrzypiały, więc było to dość ciężkie.
                Otworzone były już prawie wszystkie zamki, został jeden. Harry z Draco przygotowali różdżki w razie, gdyby doszło do rzucania zaklęć.
                Ktoś wsadził klucz do zamka i przekręcił go. Słychać było charakterystyczny dla otwierania drzwi trzask oraz skrzypnięcie.
                Postać weszła do środka.
                Drętwota! – krzyknął Malfoy.
                Nieoczekiwany gość upadł twarzą na podłogę. Natychmiast podbiegli do tej postaci. Hermiona zauważyła, że jest to raczej kobieta, taką miała posturę.
                Chłopcy odwrócili ją na plecy… Wszystkich zamurowało, może oprócz Suzanne.
                To Narcyza Malfoy!
                Draco, jak wcześniej przykucnął przy matce, tak teraz usiadł.
                Hermiona wpatrywała się w matkę Malfoya z niedowierzaniem. Co ona tu robiła? I najważniejsze, czy nic jej się nie stało? Oberwała Drętwotą, która chyba była dosyć silna. Harry również był w szoku.
                Natomiast Suzanne nie rozumiała obecnej sytuacji. Nie miała zielonego pojęcia, w kogo właśnie trafiło zaklęcie, ale nie chciała pytać. Czuła, iż to nie ten moment.
                W głowie Draco panował kompletny zamęt. Nie wiedział, co ma o tym wszystkim sądzić. Ale jedno wiedział: jego matka nie przyszła tu, wiedząc, że może ich tu znaleźć. Znał ją. Nie wyrządziłaby mu krzywdy. Nigdy nie podniosła na niego ręki, w przeciwieństwie do ojca, od którego dostawał lanie niejednokrotnie, nawet za błahostki takie jak np. zły ukłon, niepoprawne zachowanie czy nieumiejętność jakiegoś zaklęcia. Chciał pomóc matce. Ona nie była zła. Żałował, że nie doceniał tego wcześniej.
                Odgarnął włosy z jej oczu.
                Ona je otworzyła. Złapała się za głowę, która bolała ją teraz niemiłosiernie. Podniosła się na rękach do pozycji siedzącej.
                Dopiero teraz zauważyła, kto znajduje się koło niej.
                – Nic się pani nie stało? – zapytała Hermiona, podając jej dłoń.
                Narcyza nie wiedziała, co ma zrobić. Była oszołomiona obecną sytuacją. Za dużo informacji jak na jedną minutę.
                – Co wy…? Co? Jak…? – Nie umiała sklecić porządnie pytania.
                Draco złapał dłoń matki.
                – Mamo, ja… – Nie zdążył dokończyć.
                Narcyza mocno przytuliła syna. Po jej policzkach poleciały łzy. Tak mocno go kochała, bardzo jej go brakowało. Martwiła się. W tym jednym geście pokazała tyle emocji, które kumulowały się w niej od czasu, gdy Draco uciekł. Nie chciała go puścić. To prawda, że dla matki dziecko, nawet jeśli będzie dorosłe, zawsze będzie dzieckiem. Trwali tak w uścisku kilka minut.
                Draco nie spodziewał się takiego gestu ze strony matki. Owszem, wiedział, że jest bardzo wrażliwą osobą, ale chyba pierwszy raz w życiu zrozumiał, że ona naprawdę go kocha. Czasami mówiła mu te ważne słowa „Kocham cię”, ale nigdy nie brał tego na poważnie. Myślał, że są to słowa rzucane na wiatr.
                Hermiona pierwszy raz w życiu współczuła Narcyzie. Widziała w jej oczach szczęście i… ból. Nie dziwiła jej się. Sama, gdyby miała dziecko, umierałaby ze strachu, co by się z nim działo. Poczuła, że Narcyza nie jest taka, za jaką ją uważała. Myślała, że rodzice Draco są zimni, bezwzględni, a tu takie zaskoczenie. Narcyza okazała się kochającą matką, o czym Hermiona nigdy by nie powiedziała.
                Harry odchrząknął, za co Hermiona wymierzyła mu kuksańca w bok i obdarzyła spojrzeniem godnym bazyliszka. Wybraniec się zawstydził. Zrozumiał, że to nie było odpowiednie w tym momencie.
                Narcyza puściła syna, a ten powoli wyrwał się z jej ramion. Razem z Harrym pomogli jej się podnieść i zaprowadzili ją do salonu.
                Hermiona z Suzanne udały się do kuchni, aby przygotować coś do picia.
                Szatynka krzątała się po pomieszczeniu, szukając herbaty. Zawsze miała trudność, żeby zapamiętać, gdzie co znajduje się w tych szafkach. Panował kompletny bałagan i nic nie było na swoim miejscu. Jeszcze kiedyś zrobi tu porządek.
                – To mama Draco, prawda? – zapytała Suzanne.
                – Tak – odpowiedziała krótko Hermiona.
                Dalej siedziały w milczeniu. Suzanne przypatrywała się temu, co robi Hermiona.
                Postawiła czajnik z wodą na kuchenkę. Po kilku minutach woda się zagotowała, a czajnik zaczął gwizdać. Sięgnęła po niego, chcąc zalać herbatę, ale w pewnym momencie nie umiała go unieść. Impulsywnie złapała go od spodu i się poparzyła. Szybko odstawiła go na blat, odkręciła kurek i włożyła pod zimną wodę poparzoną dłoń.
                Teraz to już ma komplet – w jedną się skaleczyła, w drugą poparzyła… Lepiej być nie może.
                Suzanne spojrzała na Hermionę, ale wiedziała, że nie stało jej się nic poważnego. Jedynie skóra Gryfonki poczerwieniała, nic poza tym.
                Dziewczynka zalała herbatę.
                Już chwilę później Hermiona z Suzanne szły z kubkami ciepłej herbaty dla każdego.
                – Słodzi pani? – zapytała Hermiona.
                Pokręciła przecząco głową.
                Suzanne usiadła w fotelu, natomiast Hermiona między Harrym a Draco. Nie chciała się wpatrywać w panią Malfoy, aczkolwiek było to tak, jakby Hermiona nie chciała ponownie przeczytać Historii Hogwartu. Ukradkiem na nią spoglądała, natomiast Narcyza wpatrywała się w kubek, który trzymała w swoich rękach i subtelnie się uśmiechała.
                – Jak masz na imię? – zapytała dziewczynkę.
                – Suzanne. – Na twarzy dziecka zagościł ciepły uśmiech. Miał dodać jej otuchy.
                Narcyza spojrzała na nią wzrokiem, jakby ją znała, ale nie widziała od bardzo dawna, jakby chciała przejrzeć, poznać ją.
                – Trafiła tu ponad miesiąc temu. – Wytłumaczył Harry.
                Narcyza pokiwała głową.
                – Przepraszam za moją dociekliwość, ale zastanawia mnie, czy nikt cię nie szuka. – Spojrzała badawczo na Suzanne.
                – Ja… Moja mama nie żyje.
                Na twarzy Narcyzy wykwitł delikatny rumieniec. Chyba zawstydziła się, że o to zapytała.
                – Nic się nie stało, proszę pani. – Posłała jej słaby uśmiech kasztanowłosa.
                Prawie zawsze dobrze odczuwała czyjeś emocje. Umiała poznać, czy ktoś jest rozgniewany, smutny, wesoły albo towarzyszą mu jeszcze inne emocje.
                – A wy? – Zwróciła się do Draco, Harry’ego i Hermiony. – Jak tu trafiliście?
                Draco zabrał głos.
                – Wiesz, co się stało, kiedy… – Ciężko mu było dokończyć.
                Kiedyś bez problemu by to powiedział, wszak teraz coś mu nie pozwalało tego wymówić.
                – Wiem – powiedziała Narcyza. – Ale co było dalej?
                – Nikt ci nic nie mówił? – odpowiedział pytaniem na pytanie.
                – Nie byłam informowana.
                Draco przejechał dłonią po twarzy.
                – Już tłumaczę. Długa historia, ale myślę, że powinnaś ją poznać.
                Narcyza usiadła wygodniej, opierając się ręką o oparcie fotela.
                – Jak nas teleportowałem, trafiliśmy do ludzi, którzy nami się zaopiekowali. Jak oni mieli na imię? – zapytał Hermionę.
                – Alice? Nie, ona się nazywała Rose, a jej mąż John. – Pstryknęła palcami.
                – Właśnie, zatrzymaliśmy się u nich i okazało się, że są czarodziejami. Jak odkryli, że my również nimi jesteśmy, wyczyściliśmy im pamięć i teleportowaliśmy na pokątną. Tam dopadli nas Śmierciożercy, ale Granger teleportowała nas do Weasleyów.
                Na to nazwisko Hermiona lekko się skrzywiła. Nadal było jej przykro, iż Ginny uwierzyła nie jej, tylko swojemu bratu. Może kiedyś jeszcze naprawią swoje relacje.
                – Tam… – Zawahał się. – Doszło do niemiłego incydentu i musieliśmy stamtąd… Wybyć. – Założył rękę na oparcie za Hermioną. – Poszliśmy do naszego domku letniskowego. Wiesz którego, prawda?
                Narcyza chwilę się zamyśliła, a następnie pokiwała twierdząco głową.
                – Właśnie. Znowu zaatakowali nas Śmierciożercy i musieliśmy rozbić się w lesie. Później Granger skontaktowała się z Potterem. I już w sumie trzymaliśmy się razem. Musieliśmy odwiedzić Grimmauld Place i, jak się okazało, że nikt tu nie mieszka, my to zrobiliśmy. Później dołączyła do nas Młoda.
                Suzanne rzuciła mu ostrzegawcze spojrzenie. Czasami tak na nią mówił… Albo Suzi. Tak mu było po prostu wygodniej.
                – No i jakiś czas temu zaatakowali mnie Śmierciożercy, ale o tym zapewne wiesz.
                Na te słowa pani Malfoy się skrzywiła.
                – I Bellatrix załatwiła Hermionę jakimś jadem, więc ja z Luną mieliśmy wycieczkę do Stanów po odtrutkę. Później nie działo się nic wartego uwagi.
                Draco usiadł wygodniej na kanapie. Nawet nie zwrócił uwagi, że trzymając rękę za Hermioną, delikatnie kręci jej włosami. Widocznie ona tego nie zauważyła albo jej to nie przeszkadzało. Raczej to pierwsze.
                Nastała chwila ciszy, by Narcyza to wszystko przetrawiła. Nie dochodziło do niej, że w ciągu tak krótkiego czasu jej syn wraz z Hermioną i Harrym tyle przeżyli. Suzanne dołączyła do nich później, dlatego większość ominęła dziewczynkę.
                – A pani, jak pani tu trafiła? – zapytała Hermiona.
                Narcyza znowu się zapatrzyła w jeden punkt.
                – Ja… Wysłali mnie po jakąś książkę – powiedziała, zachowując poważny ton. – Jest potrzebna Śmierciożercom.
                – Mamo, jeśli chcesz, to możesz zostać. – Wyraz twarzy Dracona wyrażał powagę.
                Narcyza uśmiechnęła się ciepło. Podeszła do syna, przykucnęła przy nim jak przy małym dziecku.
                – Dziękuję. – Miała w oczach łzy. – Ale nie mogę cię narażać na niebezpieczeństwo.
                – A ty sama możesz siebie narażać? – odparł zirytowany.
                Naprawdę nie chciał, by coś złego stało się jego matce. Znaczyła ona dla niego bardzo dużo, a przy Voldemorcie nic nie było pewne.
                – Kiedyś to zrozumiesz, Draco. – Trochę posmutniała. – Ja już może się będę zbierać. Chyba i tak zbyt długo mnie nie ma.
                Przywołała książkę za pomocą zaklęcia.
                – Trzymajcie się wszyscy. – Przytuliła każdego po kolei.
                Najbardziej zdziwiło to Hermionę. Nie spodziewała się takiego gestu po mamie Draco. Dzisiaj zaskoczyło ją naprawdę wiele rzeczy. Odprowadzili mamę Draco do wyjścia.
                – Do zobaczenia. – Zamknęła za sobą drzwi.
               

                Atmosfera dziwnie się zmieniła. Wszyscy chodzili jacyś osowiali. Nikt w domu Grimmauld Place 12 nie umiał znaleźć swojego miejsca. Była już godzina do spania, ale nie wszyscy mogli zasnąć.
                Najgorzej jednak czuła się Hermiona. Przystąpiły jej delikatne bóle głowy, więc postanowiła pójść do kuchni po jakiś eliksir. Po cichu zeszła po schodach. Nie chciała nikogo obudzić.
                Kiedy zeszła, odkryła, że w kuchni ktoś oświecił lampę. Po cichu zajrzała do pomieszczenia. Zastała tam Draco, który nieobecnym wzrokiem wpatrywał się w szklankę mleka.
                – Co tam widzisz ciekawego? – Zaśmiała się.
                Głos Hermiony wyrwał Draco z zamyślenia. Zlustrował mimowolnie wzrokiem.
                Miała na sobie jedynie koszulkę na ramiączkach i czarne figi. Kiedy zdała sobie sprawę, jak jest ubrana, lekko się zawstydziła, ale w sumie nie było to takie straszne. Nie chodziło o to, że nie wstydziła się przez Draco, tylko była w miarę ubrana.
                Usiadła obok blondyna.
                – Też nie możesz spać? – zapytała.
                Pokiwał twierdząco głową.
                – Za dużo wrażeń – mruknął.
                Spojrzała na niego.
                – Nie dziwię ci się – odparła i rozsiadła wygodnie na krześle. – Ja bym chyba do głowy dostała na twoim miejscu.
                – Do dupy to wszystko?
                – Kiedyś wszystko się ułoży.
                – Mówisz, Granger? – Uniósł jedną brew.
                Wzruszyła ramionami.
                – Trzeba być dobrej myśli, no nie? – Wzięła szklankę z mlekiem i upiła łyk.
                Wypiła to duszkiem i odstawiła z powrotem.
                – Ej, Granger, kto ci pozwolił?
                – Sama sobie pozwoliłam. – Uśmiechnęła się cwaniacko. – Nie wiem jak tobie, ale mi się zachciało spać. Dobranoc – powiedziała, wychodząc z kuchni.
                – Dobranoc.
                Nagle jego również naszła ochota snu. Oczy już mu się same zamykały. Udał się do swojego pokoju i wlazł do łóżka.
                Gdy zamknął oczy, rozmyślał nad całym dniem. Począwszy od wizyty swojej mamy po rozmowę przed chwilą. Przed oczami miał obraz Granger, którą widział przed chwilą. Smukłe nogi, zgrabny tyłek i ta jej słynna szopa na głowie. Chyba nigdy się nikomu nie przyzna, że miał taki obraz przed snem. Tak, to będzie jego tajemnica.


Dziękuję za zbetowanie rozdziału Sovbedlly [klik] :)


Hej, kochani!
Witam was już w 2017 roku! Hip, hip! Hura! ;D
W końcu, po długich przebojach, publikuję wam rozdział.
Dlaczego przebojach? Ano już tłumaczę.
Mój komputer się zepsuł. Padł system czy dysk (czy co tam innego, ja to już sama nie wiem :P) i zaniosłam go do naprawy w piątek. Wyszło tak, że nie zrobił, a ja musiałam go zanieść do innego gościa. Super. I tak de facto zaniosę go dopiero w poniedziałek, bo jak zaszłam w sobotę, to kończył pracę, ale będzie na pewno szybciej niż u tego poprzedniego.
A jak napisałam rozdział? Znalazłam jeszcze mojego starego laptopa i na nim pisałam. Nie powiem, żeby działał jakoś najlepiej, ale rozdział udało mi się napisać. ;) 
Co tu dużo mówić o tym rozdziale? Pisałam go w tempie ekspresowym, bo zaczęłam koło 22:30, a skończyłam koło 1:30. Także sukces! Publikuję go dopiero dzisiaj, bo wczoraj naprawdę nie miałam siły, żeby cokolwiek jeszcze napisać.
To chyba wszystko z tych spraw. Przepraszam was, że tak narzekam, ale musiałam gdzieś to napisać. Mam nadzieję, że wybaczycie mi to. ;)
Ach, chciałam wam jeszcze podziękować za ponad 9 tys. wyświetleń. :) Dziękuję wam bardzo. ^^
A jak wam minął Sylwester? U mnie niezbyt ciekawie, bo w sumie spędziłam go w domu. Miałam iść do koleżanek, ale ta, co to wszystko organizowała się pochorowała i nie wyszło... :P Jejku, jak ja narzekam! Ja już naprawdę kończę, żebyście nie musieli czytać tego wszystkiego. 
Mam nadzieję, że rozdział się podobał. :) Nie zapomnij o pozostawieniu po sobie śladu w postaci komentarza. Każdy motywuje do starszej pracy. :)
Pozdrawiam! 
zakręcona01


P.S. Zapraszam na mojego nowego bloga, gdzie wypowiadam na różne tematy, a w przyszłości pojawią się także recenzje. ^^ [klik]

12 komentarzy:

  1. Hej! :D
    Powiadomienie dostałam już dosyć dawno, ale dopiero dzisiaj udało mi się przeczytać.
    Święta nie wpłynęły na mnie zbyt dobrze. Nic mi się nie chce, a o nauce to już nie wspomnę xD
    Co do rozdziału to szczególnie poruszyła mnie scena, w której Narcyza przytula Draco. To był piękny moment i równie dobrze opisany (w szczególności uczucia jakie im towarzyszyły).
    Bardzo ciekawi mnie postać Suzanne i coś czuję, że jeszcze odegra ona ważną rolę w tej historii ;)
    Kończąc, życzę szczęśliwego nowego roku i przede wszystkim weny!

    Trzymaj się!
    Meryem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, miło mi, ze rozdział się podoba. ^^
      Suzanne odegra dość ważna rolę w tym opowiadaniu, ale nic więcej nie zdradzę. ;>

      Usuń
  2. Ta ta taa - to właśnie Ja.! Cześć, wszystkiego dobrego w nowym roku! Zaskakujący ten rozdział. Powiem, że życiu bym się nie spodziewała mamy Dracona. No, no, no...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem szczerze, że ja też się na początku nie spodziewałam mamy Draco, ale później wpadłam na, wydaje mi się, fajny pomysł co do tego. :)

      Usuń
  3. Przyznam, że niedawno znalazłam twoje fanfiction, ale już nadrobiłam wszystkie rozdziały. Bardzo mi się podoba jak kreujesz postacie i widać, że jesteś kreatywna. Nie przesładasz Draco i to jest super :D Też zaczęłam pisać fanfiction ze świata Harry'ego, może zajrzysz? ;)
    Zależy mi na opini kogoś bardziej doświadczonego. nowepokolenieihp.blogspot.com
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi, że podoba Ci się moje opowiadanie. ^^
      Pozdrawiam!

      Usuń
  4. Boże, tak dawno czytałam ten rozdział, że musiałam go przeczytać jeszcze raz :) ogólnie bardzo fajnie. Ostatni fragment jakoś spodobał mi się najlepiej. Tak właśnie rozkwita miłość..! Wiem, już raz skomentowałam ten post, ale nie mogłam się powstrzymać i przeczytałam go jeszcze raz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, nawet nie wiesz, jak mi się ciepło na serduszka zrobiło. ;D Do miłości jeszcze daleko, ale jest już CHYBA bliżej niż dalej. ;)

      Usuń
  5. Heyo!
    Nadrabiam zaległości B) Już zapomniałam, jak to przyjemnie było czytać blogi na dobrym poziomie. Byłam zasypana takimi, które okreslilabym na ocenę "mniej niż zero".
    "Musiało to zabrzmieć niezbyt przekonująco, bo Harry uniósł brwi i spojrzał na Hermionę wzorkiem „Mów prawdę, bo nie wierzę w to”." Przez tą małą literówkę w słowie "wzrokiem", mam przysłowiowego banana na twarzy xD To jeden z takich błędów, które uwielbiam.
    Draco bawił się włosami Hermiony *.* O Boże. Slodkosc level hard. Jak ja uwielbiam, kiedy ktoś się bawi moimi włosami, dlatego ta scena mnie tak rozczulila. A przy okazji w końcu, po moich usilnych nawolywaniach, coś ruszyło z Draco i Hermioną ^^
    Gdybym była Malfoyem i zauwazylabym Hermionę w koszulce i czarnych figach, to bralabym. To znaczy, nie żeby coś, ale... Malfoy, bierz ją na tym stole! Khm, khm.
    Ha, czyli mamy pewność, że Suzanne jest córką kogoś z arystokratycznego rodu. Gdyby tak nie było, Narcyza za nic by jej nie poznała. A co do zarumienienia się pani Malfoy na wieść, że mama Suzanne nie żyje, to uważam, że ona coś o tym wie. I że wcale ona nie jest martwa, jak się każdemu wydaje. Hmm, temat do rozkmin.
    Narcyza come back ^^ Uwielbiam ją. Według mnie to najlepiej wykreowana postać w Harrym Potterze. Oczywiście, jeśli bierzemy pod uwagę tylko postaci damskie, bo męskie (Syriuuuusz <3) wręcz mnie powalaja. Mam nadzieję, że będzie więcej Narcyzy. I że będzie jakoś moment Narcyza-Hermiona. W końcu pani Malfoy to przyszła teściowa naszej Gryfonki, czyż nie? B)
    CanisPL

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć! :)
      Ojej, miło mi, że uważasz, iż mój blog jest na dobrym poziomie. ;D Czasami sama się śmieję, że jest na poziomie, ale poniżej pasa. xD
      Aaaaa, nie zauważyłam tego błędu. Muszę to poprawić, bo durno wygląda. :P
      Hehe, słodkości to dopiero będzie. ;D Na razie wprowadzam takie "smaczki". Od czegoś trzeba zacząć, nie? ;)
      I nie chcę zdradzać za dużo o Suzanne. Po komentarzach widzę, iż w niektórych jest trochę racji, ale to tak trzeba byłoby złożyć do ładu i składu i dopiero by można coś nad tym myśleć. :P Pojawiała się informacja o jej ojcu (nie napisałam o tym wprost), nie jest w ogóle napisana wprost, ale się pojawiło "coś". xd
      Również uwielbiam Narcyzę. ^^ Moment, w którym przyjdzie Hermionie porozmawiać z Panią Malfoy jako przyszłą teściową, raczej nie nastąpi szybko... Szczerze mówiąc, nawet o tym nie myślałam, ale doszłam do wniosku, że... A nie ważne. Jeszcze to przemyślę.
      Pozdrawiam! :)

      Usuń
  6. Ja nie mam pojęcia, jak to zrobiłam, że spóźniłam się na rozdział ponad miesiąc. I jeszcze jestem pewna, że ten przeczytałam w całości, ale potem zabrakło czasu, żeby skomentować.
    Nie wiem, czy ja kiedykolwiek gdzieś jeszcze dotrę na czas, normalnie porażka, mam nadzieję, że się na mnie nie gniewasz.
    Już jestem, biorę się za skomentowanie tego rozdziału i lecę czytać ten najnowszy. :D
    Losie, jak ten jad długo się trzyma w organizmie Hermiony. Mega bym chciała, żeby Granger w końcu poczuła się całkiem dobrze, jej zdolności magiczne się zregenerowały, a ona sama odzyskała siły. Czekam na to naprawdę bardzo niecierpliwie.
    Zdziwiła mnie troszkę sytuacja z tym skaleczeniem. Z tekstu wywnioskowałam, że Miona zacięła się w palec, więc dlaczego Harry pomyślał, że się cięła? :D Zwłaszcza, że obok leżał rozbity wazon, a dziewczyna chciała tylko posprzątać bałagan.
    Ojeju, nigdy nie spodziewałabym się gościa w postaci Narcyzy, która przybyła po jakąś książkę. Ech, szczerze Ci powiem, że zamiast skupić się na ich rozmowie, to ja zachwycałam się faktem, że Draco bawi się włosami Hermiony. To było takie urocze! <3 I ta końcówka. Genialna! Mega podoba mi się, że zbliżasz ich do siebie tak powoli, ostrożnie. Naprawdę czuć, że masz to perfekcyjnie przemyślane. :D
    Lecę czytać kolejny rozdział, kochana! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwierz mi, da się spóźnić jeszcze bardziej. xD Ja do przeczytania i skomentowania rozdziału na jednym blogu dotarłam dopiero po 3 miesiącach, więc no. xD
      Jad będzie miał wpływ na fabułę, ale więcej nie mogę powiedzieć. :>
      I sprostowanie - Hermiona rozcięła sobie dłoń, nie palec. ;)
      Jak napisałam wcześniej, ja też się Narcyzy na początku nie spodziewałam. :P Ale stwierdziłam, iż to odpowiedni moment by pojawiła się w opowiadaniu. ;)
      Ja nad relacją Hermiony i Draco główkuję już od jakiegoś czasu... Myślę, jak to jeszcze dokładnie wszystko rozegrać, żeby to jakoś fajnie wyszło. :) To kwestia przemyślenia... A ja będę nad tym rozmyślać, aż dojdę do zamierzonego efektu! ;D
      I nie będę ukrywać, że końcówka też mi się podoba. Nawet nie wiesz, ile frajdy mi sprawiło pisanie tego. ;D

      Usuń